
Waldemar Kuczyński z pewnością nie jest ulubionym publicystą wyborców Prawa i Sprawiedliwości. Na ich niechęć zasłużył nie tylko krytyką polityki posła Jarosława Kaczyńskiego, ale też zdecydowanym powtarzaniem, że przyczyną katastrofy smoleńskiej były naciski polityczne na pilotów.
Po blisko sześciu latach od występu u Tomasza Lisa oraz ujawnionym właśnie przez TVN24 nowym nagraniu z ostatnich 38 minut lotu do Smoleńska okazuje się, że Kuczyński miał rację.
TVN24
opublikował nagranie ostatnich 38 minut lotu do Smoleńska
Publicysta przypomniał na Twitterze, że tuż po emisji programu stał się obiektem nagonki zwolenników partii Prawo i Sprawiedliwość.
– Obrzucono mnie górą pisowskiego łajna – pisze Kuczyński.
– Ja uważam, że źródło tej katastrofy nie mieści się ani w kwestiach technicznych, ani w sztuce pilotażu. (...) Główna przyczyna sprawcza mieści się w sferze polityki i psychologii. Ta główna przyczyna sprawcza to nie jest ta, która spowodowała ostateczne roztrzaskanie się tego samolotu, tylko ta, która spowodowała, że nie podjęto decyzji o nielądowaniu, tylko że przeciwnie, rozpoczęto manewr lądowania mimo, że warunków do lądowania nie było - mówił w 2010 r. Kuczyński.
– Uważam, że główną przyczyną była bardzo mocna i powszechnie znana nie tylko w tym kokpicie, ale w całej Polsce, wola prezydenta, żeby być na czas w Katyniu i odbyć tam bez najmniejszych zakłóceń tę imprezę. I wszystko przebiegało w samolocie normalnie dopóki nie doszła do głowy państwa wiadomość, że warunki panujące w Smoleńsku mogą uniemożliwić lądowanie. Uważam że w tym momencie w tym samolocie załamał się normalny system kierowania statkiem powietrznym – podsumował publicysta.

Z kolei Marek Magierowski, w 2010 roku dziennikarz "Rzeczpospolitej", prezentował inną opinię. – Jedna rzecz została dowiedziona bezspornie, a mianowicie, że nie było bezpośredniego nacisku prezydenta Lecha Kaczyńskiego na to, by w każdych warunkach piloci lądowali w Smoleńsku. (...) Mimo, że wielu publicystów i ekspertów widzi w tych stenogramach ewidentną winę prezydenta Lecha Kaczyńskiego, to moim zdaniem jest dokładnie odwrotnie – mówił w czerwcu 2010 roku Marek Magierowski, obecnie rzecznik prasowy prezydenta Andrzeja Dudy.
Jak pisaliśmy kilka dni temu w naTemat, piloci poinformowali szefa protokołu dyplomatycznego, że "prawdopodobnie nic z tego nie będzie", ale na to usłyszeli: "będziemy próbować do skutku". Do lądowania zachęcała także jeszcze jedna osoba postronna, prawdopodobnie dowódca Sił Powietrznych. Na cztery minuty przed uderzeniem w ziemię załoga Jaka-40 jeszcze raz połączyła się z tupolewem i poinformowała, że widoczność to zaledwie 200 metrów. Ostatnie sekundy prezydenckiego lotu do Smoleńska wyglądały tak:
Waldemar Kuczyński pisze, że na nagraniach słychać wszystko (a więc, że była to katastrofa, a nie zamach) i nie przebiera w słowach, by skrytykować pomysł ekshumacji ofiar katastrofy smoleńskiej.
Kilka dni temu Paweł Deresz oświadczył, że nie zgadza się na ekshumację ciała żony. Osobom chętnym do wykopywania zwłok poradził ekshumację prezydenta Lecha Kaczyńskiego.
Napisz do autorki: anna.dryjanska@natemat.pl
