Uczysz się, znajdujesz pracę i dopiero wtedy płacisz czesne. Oto pierwsza w Polsce „sprawiedliwa” szkoła zawodowa

Bez teorii i czesnego, za to nauka praktyki i kontakty w branży. Szkoła reklamy wyłamuje się ze stereotypu polskiej uczelni
Bez teorii i czesnego, za to nauka praktyki i kontakty w branży. Szkoła reklamy wyłamuje się ze stereotypu polskiej uczelni fot. Przemysław Skrzydło / Agencja Gazety
Rok nauki w Szkole Mistrzów Reklamy kosztuje 12 tys. złotych. Dużo, ale to nie problem, bo płaci się dopiero po znalezieniu pracy w agencji reklamowej.

– Nie chciałabym, aby z tak banalnego powodu jak pieniądze jakiś uzdolniony młody człowiek miał sobie odmówić nauki. To byłaby strata dla branży reklamowej. Chcę dać szansę na naukę ludziom bez pieniędzy, a dodatkowo nagradzać najzdolniejszych. Im szybciej bowiem znajdą pracę, tym większy dostaną rabat na czesne. W ten sposób szkoła bierze odpowiedzialność za to, czego i jak uczy swoich studentów, a po drugie, silnie motywuje ich do pracy – mówi Katarzyna Dragović, założycielka szkoły.

Od pół roku w Szkole Mistrzów Reklamy działa „system odroczonej płatności”. Oznacza to, że osoby które w październiku rozpoczęły naukę nie płacą za zajęcia. Zrobią to dopiero po rozpoczęciu pracy. Takich uczniów jest ośmiu, reszta płaci w normalnym trybie. Szkoła ma tak dobrą opinię w branży reklamowej, że na dziś 2 studentów zarezerwowała sobie agencja Saatchi&Saatchi, a po jednym wezmą Leo Burnett i Publicis. Juniorzy zarabiają tam około 4,5 tys.złotych brutto, po 2-3 latach mają szanse awansować w strukturach agencji, więc właścicielka szkoły jest pewną, że uzyska zwrot z inwestycji.

Niesprawiedliwość
Wyobrażacie sobie taki system w polskich uniwersytetach? Zakładam się, że żaden z nich nie zaryzykowałby wzięcia odpowiedzialności za kariery swoich studentów. W Polsce ponad 600 tys. osób płaci za studia, a ok. 900 tys. korzysta z nieodpłatnych studiów dziennych. Jednocześnie 28 proc. osób w wieku 25-34 lata pozostaje pracy – to dane GUS pokazujące jak niedopasowany jest system szkolnictwa do oczekiwań pracodawców. Raczej byłoby mnóstwo reklamacji w rodzaju: Szanowny Rektorze, skończyłem politologię, ale i tak trafiłem do do call center. Po opłaceniu wynajętego mieszkania w Warszawie nie mam z czego zapłacić Waszej Magnificencji za to przydatne w życiu wykształcenie.


Powodów do wstydu nie ma jedynie elita uczelni. Na przykład Politechnika Warszawska, gdzie jedynie co siódmy absolwent trafia do „pośredniaka” albo SGH, szczycąca się statystykami, że prawie wszyscy jej absolwenci rozpoczynają prace zgodną z wykształceniem.

Na tym tle Katarzyna Dragović głosi czystej wody herezje, za które rektorzy szacownych uczelni mogliby spalić ją na stosie. Według niej szkoły powinny ponosić w jakiś sposób odpowiedzialność za swoich studentów inaczej system płacenia za naukę jest niesprawiedliwy. Mało tego uważa, że tak naprawdę w karierze zawodowej liczy się nabycie praktycznych umiejętności, a nie dyplom z uczelni za ogólne wykształcenie. Dlatego Szkoła Mistrzów Reklamy to nie studia i nie dostaje się po nich dyplomu. To właściwie kurs zawodowy. Przyjmuje się tam na naukę studentów z trzeciego i czwartego roku.

– Pracowałam 20 lat w reklamie. Byłam art directorem z niebotycznymi zarobkami, przeszłam przez największe firmy w branży i nikt nigdy nie zapytał mnie o dyplom magistra. Nawet nie wiem, gdzie go mam – mówi Dragović, z wykształcenia magister kulturoznawstwa oraz filologii angielskiej. Dodaje, że teraz utarło się że stanowiska copywriterów w agencjach reklamowych szturmują zazwyczaj poloniści. W praktyce słabo się to sprawdza, bo poprawność językowa zabija w nich kreatywność. Jeden z najlepszych polskich copywriterów z zawodu jest specjalista od melioracji.
Nauka teraz, płacisz później
Skąd pomysł na taki system kształcenia? Dragović wzięła go z Miami AdSchool, najlepszej szkoły branży reklamowej na świecie. Kiedy AdSchool otworzyła oddział w Polsce czesne kosztowało 1250 dolarów na miesiąc. Amerykanie nie rozumieli problemu, wydawało im się, że tak jak w USA studenci wezmą sobie nieoprocentowany rządowy kredyt na naukę i spłacą dług po rozpoczęciu kariery. Jak się domyślacie AdShool szybko zwinęło się z Polski ze względu na brak chętnych do nauki zawodu twórcy reklam. Jednak pomysł pozostał.

– Odwiedziłam kilka banków i firm zajmujących się sprzedażą w systemie ratalnym. Moja propozycja, by stworzyć atrakcyjny produkt dla studentów wzbudzała najwyżej uśmiech politowania. Kredyty studenckie są niepopularne, bo są drogie. Nikt nie chce myśleć, że gdzieś tam, na jakimś koncie przez 5 lat tykają odsetki – mówi Dragović. Zmartwieniem podzieliła się z wykładowcami szkoły. Wtedy Leszek Stafiej, znany ekspert rynku reklamowego i wykładowca kilku uczelni oświadczył, że właściwie gotów jest zaryzykować i nie brać pieniędzy za wykłady. Jego wiedza jest na tyle przydatna, że gwarantuje, iż po rozpoczęciu pracy student z własnej, nieprzymuszonej woli zapłaci za naukę.

To inna oferta niż kredyt studencki oferowany przez PKO BP i trzy inne banki, a którego zasady określa Ministerstwo Nauki i Szkolnictwa Wyższego. W roku akademickim 2015/2016 miesięczna rata kredytu studenckiego wynosi 600 zł (rata podstawowa) lub 800 zł (rata podwyższona). Po zakończeniu studiów można wnioskować do ministra o umorzenie kredytu.

Czego uczą w tej szkole mistrzów?
W opisie czytamy: uczestnicy zajęć pracują z najbardziej doświadczonymi ludźmi polskiej reklamy, obserwują ich styl pracy, uczą się pracować w zespole. Kompletują prace do swojego portfolio. Umieją sporządzić storyboard i wiedzą, czym się on różni od shootingboardu, wiedzą, co to jest testimonial, wiedzą jak się pisze casting brief, jak znajduje insighty itd. Często pracują dla prawdziwych klientów, więc znają smak przetargów, zarwanych nocy, niekończących się poprawek, prezentacji. Umieją przyjąć krytykę. Uczą się konstruktywnie krytykować kolegów z teamu. Uczestniczą w prawdziwych produkcjach, więc czasem widzą miasto obsypane billboardami swojego autorstwa, słyszą swoją radiówkę albo widzą swój film w kinie (w prawdziwej agencji czasem długo im przyjdzie poczekać, aż ich projekt ujrzy światło dzienne!).

Poznają też dyrektorów kreatywnych, group headów i seniorów z wielu różnych agencji, są z nimi na ty, dają im się poznać i są przez to w nieporównanie lepszej sytuacji niż ludzie "z ulicy", poszukujący pracy w reklamie. A to właśnie tym nieznanym, a więc ryzykownym kandydatom firmy chcą oferować darmowe staże, albo coś co w języku korporacji nazywa się "kontrakt próbny non-profit”.

Czy w ofercie szkoły jest jakiś haczyk? Jedyny to ten, że sama właścicielka rezerwuje sobie prawo do zaproponowania oferty odroczonej płatności. - Programem obejmiemy tych, którzy rokują. Czyli myślą inaczej, są odważni, pracowici i ambitni. Na podstawie specjalnie przygotowanego testu badającego rodzaj i poziom predyspozycji kandydata wybieramy grupę najzdolniejszych. Ale jeśli komuś nie uda się za pierwszym razem, nic straconego. Może na początku uczestniczyć w zajęciach na zasadach komercyjnych, a jeśli po 4 miesiącach jakością i liczbą swoich prac udowodni, że jest pracowity i ma talent, uzyska odroczenie płatności na pozostały okres kursu – dodaje.

Napisz do autora: tomasz.molga@natemat.pl

Znajdź nas na Znajdź nas na instagramie
Trwa ładowanie komentarzy...