Kultura "długich godzin" w agencjach reklamowych. Życie spędzone w biurze nie służy ani pracy, ani pracownikom

Prawdziwa praca w agencji nie wygląda jak w kultowym serialu "Mad Men".
Prawdziwa praca w agencji nie wygląda jak w kultowym serialu "Mad Men". Mad Men / materiały promocyjne
Kawa, papieros, praca, papieros, lunch, praca, kawa, papieros i tak od rana do nocy. Dzień w dzień. Ostra konkurencja, presja czasu, stres, naciski klientów i oczekiwania szefa. Pracownicy agencji reklamowych większą część swojego życia spędzają w pracy. Mówi się już nawet o kulturze "długich godzin". Specjaliści z branży zaczynają dostrzegać, że taki tryb pracy na dłuższą metę się nie sprawdza. Pracownicy są wypaleni i zrezygnowani, a to wcale nie przekłada się na zyski firmy.

Każdy, kto zetknął się z pracą w agencji reklamowej, wie, że 8-godzinny tryb pracy to rzecz umowna. Nawet jeśli pracodawcy nie mówią wprost, że oczekują od pracownika pozostawania po godzinach, jest to dla nich oczywiste. Jaki to sposób na zaistnienie i wykazanie się kreatywnością, jeśli wyjdziemy punkt 17, a koledzy zostaną do 22. Na Zachodzie mówi się, że w tej branży wręcz obowiązuje kultura "długich godzin".

Godzinowa paranoja


Eksperci zaczynają coraz głośniej zwracać uwagę, że taki tryb pracy wpływa destrukcyjnie na pracowników i w efekcie na firmę. Niektórzy, jak Kat Gordon, założycielka agencji Maternal Instinct, nazywają to wręcz "paranoją". W rozmowie z Jackiem Marshallem z branżowego serwisu Digiday.com stwierdziła, że jest "to przestarzały i nieefektywny sposób pracy".

Do podobnych wniosków dochodzą właściciele agencji reklamowych. Taki tryb pracy może być efektywny na krótką metę, może zmobilizować pracowników zamykających projekt, zintensyfikować ich kreatywność. Po wzmożonym wysiłku przychodzi jednak zmęczenie. Jeśli to się powtarza tygodniami czy miesiącami, zmęczenie się nawarstwia, organizm się buntuje. Pojawia się rozczarowanie, coraz większe zniechęcenie, lęk, niezadowolenie, zaczynamy do innych ludzi podchodzić bardzo rzeczowo, bez uśmiechu, a swoje zadania wykonujemy bez dawnego entuzjazmu, traktując je jako przykry obowiązek. To symptomy wypalenia, które pracujących na takich obrotach mogą w końcu dopaść. To odbija się na jakości pracy i na kreatywności, która w branży reklamowej jest niezbędna.


Dominika Staniewicz
ekspert BCC ds. rynku pracy

Wypalenie pojawia się w konkretnych warunkach. Albo osiąga się poziom ekspercki w swojej branży i właściwie nie można osiągnąć nic więcej i wtedy zastanawiamy się, co dalej i tracimy sens tego, co robimy, albo po prostu uświadamiamy sobie, że nie chcemy już robić tego, co robimy do tej pory.


Oczywiście rynek reklamy jest bardzo konkurencyjny i każdy szef chce, żeby jego firma i jego projekty były zawsze w czołówce. Praca w stresie i pod presją czasu działa mobilizująco jednak tylko na niektóre osoby. Nawet najlepszy pracownik, kiedy się wypali, nie będzie stanowił dla firmy praktycznie żadnej wartości. Zwalnia tempo i coraz częściej zdarzają musi się błędy. Taki spadek formy dostrzegą z pewnością również klienci.

Nadgodziny na życzenie


Na problem "kultury długich godzin" zwraca uwagę w rozmowie z Digiday.com również James Cooper, były dyrektor kreatywny JWT, pierwszej na świecie agencji reklamowej. Według niego w wielu agencjach pracuje się do późna i w weekendy, bo klienci wywierają presję finansową. Oczekują projektów w coraz krótszym czasie, a niedotrzymanie terminów drogo kosztuje. Cooper uważa jednak, że pracodawcy wykorzystują to, że pracownicy są zdeterminowani, żeby utrzymać miejsca pracy. Są więc gotowi pracować ponad siły.

Nie cała odpowiedzialność za taki stan rzeczy leży jednak po stronie zarządzających firmami. Jack Marshall zwraca uwagę, że w wielu agencjach liczba godzin spędzonych w pracy jest wyznacznikiem wartości i zaangażowania pracownika. To oczywiście absurd, bo wielu z nich wykorzystuje ten czas nieefektywnie czy zostaje z poczucia solidarności. Zamiast w dwie godziny, robi coś w dziesięć. Niestety, jak podkreśla dziennikarz, w tej branży nadal często "nagradza się ilość, nie jakość".

Eksperci zwracają uwagę, że zostawanie w pracy dłużej może mieć dobry wpływ na zespół. Zawiązują się dzięki temu przyjaźnie, buduje się zaufanie, co przekłada się na kreatywność. Ma to jednak rację bytu, jeśli ten dodatkowy czas pracownicy mogą przeznaczyć na pewną formę relaksu np. wspólny lunch. Takie rozwiązanie jest popularne w Korei Południowej, gdzie pracownicy wychodzą wspólnie z szefami na kolację, integrując się przy piwie i omawiając sprawy służbowe.

W opinii ekspertów, mimo sygnałów, że branża reklamowa dostrzega problem w kulturze "długich godzin", na zmiany trzeba będzie jeszcze poczekać. Dopóki wartość pracowników będzie w znacznej mierze oceniana przez pryzmat czasu, a nie osiągnięć.
Znajdź nas na Znajdź nas na instagramie
Trwa ładowanie komentarzy...