
Dużo zamieszania było ostatnio wokół Biegu Rzeźnika, gdy okazało się, że władzy nie podobał się fakt, iż biegacze zamiast w niedzielę iść do kościoła przeszkadzają turystom i rozdeptują górskie szlaki. Były też sygnały, że politykom przeszkadzają maratony. Ale gdy polscy biegacze jadą na Monte Cassino, by oddać hołd poległym, wszystko jest w porządku.
REKLAMA
Ponad 500 osób wzięło udział w niedzielnym bieg we Włoszech, w tym wielu biegaczy z Polski. Przyjechali tu specjalnie po to, by właśnie tak oddać hołd żołnierzom poległym w maju 1944 roku w bitwie o Monte Cassino.
Oprawa biegu była szczególne, zaangażowany też był miejscowy kościół, o czym informuje zarówno Radio Maryja, jak i prawicowy portal braci Karnowskich. Na start bowiem zaczęły bić dzwony klasztoru opactwa benedyktyńskiego, osobiście przemawiał też biskup tamtejszej diecezji Gerardo Antonazzo. Z jego ust biegacze usłyszeli, że żołnierze pod dowództwem gen. Władysława Andersa "jako pierwsi zawiesili biało-czerwoną flagę na zbombardowanym sanktuarium po zajęciu wzgórza opuszczonego przez wojska niemieckie". Udział Polaków w ogóle był mocno podkreślany. Mówiono, na przykład, że bieg bez nich byłby znacznie uboższy.
Kilka dni temu pisaliśmy o tym, jak politycy chcą "zarżnąć Bieg Rzeźnika" w Bieszczadach, który odbywa się od 10 lat i do tej pory nikomu nie przeszkadzał. "Poszczególni ministrowie, posłowie i urzędnicy i wielu internautów związanych z prawicą od dawna zapowiada, że trzeba zrobić porządek z biegaczami. Są przeciwni maratonom urządzanym w miastach, bo blokują ruch na ulicach" – pisał Paweł Kalisz. Były też głosy, że w Warszawie jest za dużo maratonów. Jacek Sasin marudził, że stolica jest wtedy sparaliżowana. I nie on jedyny.
źródło:Radio Maryja
