
O strajku w wegańskim Krowarzywa głośno było w całej Warszawie. Wege-klienci byli oburzeni łamaniem praw pracowniczych. Ale chwilę... To szczyt hipokryzji. Czy protestujący pójdą do baru, w którym musieliby zapłacić 10 złotych więcej, ale za to pracownicy są na etatach?
REKLAMA
– Obserwuje konflikt w Krowarzywach, czytam komentarze i jestem przerażony. Patrzę na tę awanturę i myślę, że ktoś nie zna realiów prowadzenia biznesu w Polsce, a szczególnie w takiej branży jak gastronomia – komentuje Grzegorz Lewandowski, który prowadził inny słynny klub Chłodna 25, teraz kieruje Barem Studio.
Jego Chłodna 25 była kultowym miejscem. Lokalem stworzonym przez młodych chłopaków. Ich entuzjazm przyciągnął klientów. Lewandowski w rozmowie z naTemat.pl stwierdził, że to nie był klub, a właściwie otwarty dom. Doświadczenia nabywał w praktyce. Lokal upadł, bo protest sąsiadów pozbawił klub pozwolenia na alkohol. Ma doświadczenie w zatrudnianiu pracowników i z przekonaniem stwierdza, że trudno o rzetelnych.
– Nikt poważnie nie traktuje pracy w barze. Pracują osoby, które nie utożsamiają się z tym zawodem. Trudno przewidzieć czy następnego dnia w ogóle pojawią się w pracy – dzieli się ze swoimi spostrzeżeniami. Jego zdaniem, aby zatrudnić pracowników na etacie, kawa nie kosztowałaby 6-8 zł, tylko minimum 12 zł.
– Czy zwolennicy umów o pracę pójdą do takiego lokalu, gdzie burger będzie droższy o 10 złotych. No nie! Na Zachodzie mogą być wyższe pensje i umowy, ale to nie ten kraj. To nie istnieje w tym mieście – komentuje Grzegorz Lewandowski.
Przedsiębiorca traci dziewictwo
Krowarzywa mogą podzielić los Chłodnej 25. To miało być miejsce z misją. Nawet Grzegorz Lewandowski podkreśla, że lokal założyli ludzie wrażliwi społecznie.
Krowarzywa mogą podzielić los Chłodnej 25. To miało być miejsce z misją. Nawet Grzegorz Lewandowski podkreśla, że lokal założyli ludzie wrażliwi społecznie.
W rozmowie dla na temat współwłaściciel Krowarzywa, Krzysztof Bożek tłumaczył: – Razem z moim wspólnikiem, Hubertem Denisem, nie jemy mięsa od wielu lat i postanowiliśmy założyć lokal, do którego sami byśmy chcieli przychodzić.
Bożek skończył stosunki międzynarodowe i jest psychoterapeutą. To właśnie konieczność zarobienia na szkołę psychoterapii w Krakowie pchnęła go do założenia lokalu. Trafili w niszę i rodzącą się modę na wegańskie bary. Klientami z pewnością są ludzie wrażliwi na krzywdę zwierząt.
Tymczasem pracownicy baru stwierdzili, że właściciele może i dbają o zwierzęta, ale nie o swoją załogę. Zatrudnieni tam czują się nawet nie jak zwierzęta, ale automaty. Domagali się m.in. zatrudnienia na umowę o pracę. Nie spodobał im się też pomysł założenia monitoringu. Zajęli lokale na ul. Hożej i Marszałkowskiej. Ich protest poparła „Inicjatywa Pracownicza", a także lewicujący politycy. Szczególnie rozsierdziła ich wieść, że pracownicy Krowarzyw założyli związek i zostali zwolnieni.
Czy ideały właścicieli zderzyły się z realiami? – Chcieliśmy dobrze, a zostaliśmy potraktowani jak najgorsi kapitaliści – Bożek wzrusza ramionami.
Zaproponowali pracownikom przejście na etaty, zaakceptowali związek zawodowy, o którym istnieniu podobno nie wiedzieli. Nie wycofali się z pomysłu monitoringu w lokalu i zwolnienia jednego pracownika. – Czekamy jutro na Hożej na pracowników i ruszamy z pracą – dodaje.
Przekonany jest, że zapewnia pracownikom miejsce pracy z wynagrodzeniem wynoszącym od 14 do 22 zł netto za godzinę bardzo konkurencyjnym, znacznie powyżej średniej rynkowej.
W oświadczeniu przesłanym do redakcji podkreślił: – Gdy tworzyliśmy to miejsce, zależało nam, żeby pasję połączyć z biznesem oraz dać szansę osobom o podobnym spojrzeniu na kwestię zdrowego stylu życia, jakości jedzenia i obsługi. A więc firmę familijną z wartościami.
Kto tutaj jest nieuczciwy?
Klubem z wartościami był słynny La madame, Krystiana Legierskiego. Był, bo już nie istnieje. Znany warszawski działacz środowisk homoseksualnych o konflikcie w Krowarzywach, mówi w sumie delikatnie.
Klubem z wartościami był słynny La madame, Krystiana Legierskiego. Był, bo już nie istnieje. Znany warszawski działacz środowisk homoseksualnych o konflikcie w Krowarzywach, mówi w sumie delikatnie.
– Praw pracowniczych trzeba przestrzegać. Przedsiębiorcy często tłumaczą, że ponoszą największe ryzyko oraz planują kolejne inwestycje. Gorzej, gdy tą inwestycją okazuje się auto za milion złotych – komentuje. Dodaje jednak, że realia często nie pozwalają płacić pracownikom więcej. Początkujący w biznesie ma po prostu pod górkę. Ponosi takie same obciążenia, jak wielkie korporacje. Państwo rzuca im kłody pod nogi.
– Przedsiębiorca musi kombinować, aby przetrwać. Pewnie wielu ma lekcję do odrobienia w kwestii traktowania pracowników. Natomiast państwo polskie jest nieuczciwe wobec przedsiębiorcy – komentuje.
Tęsknota za komuną
Bożek, Lewandowski, Legierski przy Wojciechu Hoduniu to początkujący w pubowo-gastronomicznej branży. Hoduń od ponad 30 lat działa w warszawskiej gastronomii. Jest też członkiem zarządu Mazowieckiej Izby Rzemiosła i Przedsiębiorczości.
Bożek, Lewandowski, Legierski przy Wojciechu Hoduniu to początkujący w pubowo-gastronomicznej branży. Hoduń od ponad 30 lat działa w warszawskiej gastronomii. Jest też członkiem zarządu Mazowieckiej Izby Rzemiosła i Przedsiębiorczości.
– Coraz częściej słyszę głosy tęsknoty za poprzednim systemem. Za jego przejrzystością przepisów. Ciężkie nam czasy nastały – komentuje. Wylicza lokale na Starym Mieście, które stoją puste. A dodaje, że będzie jeszcze gorzej, bo od stycznia będzie obowiązywać wyższa pensja minimalna.
– Pracownikom trudno dogodzić, chociaż słyszałem nawet o wielkich firmach, które wypłacają pensję zaliczkowo. To u mnie nie do pomyślenia, aby pracownik nie otrzymał pensji na czas – twierdzi.
A może warszawscy przedsiębiorcy staną po stronie właściciela Krowarzywa? I będą tak głośno protestować jak „Inicjatywa Pracownicza”? – Musielibyśmy porozmawiać z właścicielem. Zrozumieć, co się tam stało. Wtedy może poprzemy – uważa.
– Przedsiębiorcy nie maja czasu na krzyczenie i protestowanie. Muszą zajmować się swoimi firmami – komentuje Cezary Kaźmierczak, prezes Związku Przedsiębiorców i Pracodawców w Warszawie.
Dodaje, że interweniują w sprawach tylko swoich członków. Na początku działalności ZPP miał ambicję, aby pomagać wszystkim, ale skala problemów było zbyt wielka, aby wszystkie poruszyć.
– Natomiast, gdy pracownicy dopuścili się okupacji lokalu to sprawa powinna trafić do policji. Chociaż ta w ramach poprawności politycznej nie podejmuje działań. Nie znam szczegółów tej sprawy. Moją uwagę zwróciła informacja, że związek zawodowy powstał dopiero po zwolnieniu pracownika – wylicza Kaźmierczak.
Przedsiębiorcy słynnego wege-baru czują się osamotnieni.
– Niestety, nie – odpowiada Krzysztof Bożek na pytanie, czy poparłby jakiś związek przedsiębiorców.
Napisz do autora: wlodzimierz.szczepanski@natemat.pl
