- Chcieliśmy jak najlepiej, a zostaliśmy potraktowani jak najgorsi kapitaliści - żali się Krzysztof Bożek, współwłaściciel Krowarzywa
- Chcieliśmy jak najlepiej, a zostaliśmy potraktowani jak najgorsi kapitaliści - żali się Krzysztof Bożek, współwłaściciel Krowarzywa Fot. Przemek Wierzchowski / Agencja Gazeta

O strajku w wegańskim Krowarzywa głośno było w całej Warszawie. Wege-klienci byli oburzeni łamaniem praw pracowniczych. Ale chwilę... To szczyt hipokryzji. Czy protestujący pójdą do baru, w którym musieliby zapłacić 10 złotych więcej, ale za to pracownicy są na etatach?

REKLAMA
– Obserwuje konflikt w Krowarzywach, czytam komentarze i jestem przerażony. Patrzę na tę awanturę i myślę, że ktoś nie zna realiów prowadzenia biznesu w Polsce, a szczególnie w takiej branży jak gastronomia – komentuje Grzegorz Lewandowski, który prowadził inny słynny klub Chłodna 25, teraz kieruje Barem Studio.
logo
Na miejscu strajku pracowników baru szybko pojawili się politycy. Szkoda, że nie było organizacji broniących pracodawców. Fot. Krzysztof Majak / naTemat.pl
Jego Chłodna 25 była kultowym miejscem. Lokalem stworzonym przez młodych chłopaków. Ich entuzjazm przyciągnął klientów. Lewandowski w rozmowie z naTemat.pl stwierdził, że to nie był klub, a właściwie otwarty dom. Doświadczenia nabywał w praktyce. Lokal upadł, bo protest sąsiadów pozbawił klub pozwolenia na alkohol. Ma doświadczenie w zatrudnianiu pracowników i z przekonaniem stwierdza, że trudno o rzetelnych.
– Nikt poważnie nie traktuje pracy w barze. Pracują osoby, które nie utożsamiają się z tym zawodem. Trudno przewidzieć czy następnego dnia w ogóle pojawią się w pracy – dzieli się ze swoimi spostrzeżeniami. Jego zdaniem, aby zatrudnić pracowników na etacie, kawa nie kosztowałaby 6-8 zł, tylko minimum 12 zł.
– Czy zwolennicy umów o pracę pójdą do takiego lokalu, gdzie burger będzie droższy o 10 złotych. No nie! Na Zachodzie mogą być wyższe pensje i umowy, ale to nie ten kraj. To nie istnieje w tym mieście – komentuje Grzegorz Lewandowski.
Przedsiębiorca traci dziewictwo
Krowarzywa mogą podzielić los Chłodnej 25. To miało być miejsce z misją. Nawet Grzegorz Lewandowski podkreśla, że lokal założyli ludzie wrażliwi społecznie.
W rozmowie dla na temat współwłaściciel Krowarzywa, Krzysztof Bożek tłumaczył: – Razem z moim wspólnikiem, Hubertem Denisem, nie jemy mięsa od wielu lat i postanowiliśmy założyć lokal, do którego sami byśmy chcieli przychodzić.
Bożek skończył stosunki międzynarodowe i jest psychoterapeutą. To właśnie konieczność zarobienia na szkołę psychoterapii w Krakowie pchnęła go do założenia lokalu. Trafili w niszę i rodzącą się modę na wegańskie bary. Klientami z pewnością są ludzie wrażliwi na krzywdę zwierząt.
Tymczasem pracownicy baru stwierdzili, że właściciele może i dbają o zwierzęta, ale nie o swoją załogę. Zatrudnieni tam czują się nawet nie jak zwierzęta, ale automaty. Domagali się m.in. zatrudnienia na umowę o pracę. Nie spodobał im się też pomysł założenia monitoringu. Zajęli lokale na ul. Hożej i Marszałkowskiej. Ich protest poparła „Inicjatywa Pracownicza", a także lewicujący politycy. Szczególnie rozsierdziła ich wieść, że pracownicy Krowarzyw założyli związek i zostali zwolnieni.
Czy ideały właścicieli zderzyły się z realiami? – Chcieliśmy dobrze, a zostaliśmy potraktowani jak najgorsi kapitaliści – Bożek wzrusza ramionami.
Zaproponowali pracownikom przejście na etaty, zaakceptowali związek zawodowy, o którym istnieniu podobno nie wiedzieli. Nie wycofali się z pomysłu monitoringu w lokalu i zwolnienia jednego pracownika. – Czekamy jutro na Hożej na pracowników i ruszamy z pracą – dodaje.
Przekonany jest, że zapewnia pracownikom miejsce pracy z wynagrodzeniem wynoszącym od 14 do 22 zł netto za godzinę bardzo konkurencyjnym, znacznie powyżej średniej rynkowej.
W oświadczeniu przesłanym do redakcji podkreślił: – Gdy tworzyliśmy to miejsce, zależało nam, żeby pasję połączyć z biznesem oraz dać szansę osobom o podobnym spojrzeniu na kwestię zdrowego stylu życia, jakości jedzenia i obsługi. A więc firmę familijną z wartościami.
Kto tutaj jest nieuczciwy?
Klubem z wartościami był słynny La madame, Krystiana Legierskiego. Był, bo już nie istnieje. Znany warszawski działacz środowisk homoseksualnych o konflikcie w Krowarzywach, mówi w sumie delikatnie.
– Praw pracowniczych trzeba przestrzegać. Przedsiębiorcy często tłumaczą, że ponoszą największe ryzyko oraz planują kolejne inwestycje. Gorzej, gdy tą inwestycją okazuje się auto za milion złotych – komentuje. Dodaje jednak, że realia często nie pozwalają płacić pracownikom więcej. Początkujący w biznesie ma po prostu pod górkę. Ponosi takie same obciążenia, jak wielkie korporacje. Państwo rzuca im kłody pod nogi.
– Przedsiębiorca musi kombinować, aby przetrwać. Pewnie wielu ma lekcję do odrobienia w kwestii traktowania pracowników. Natomiast państwo polskie jest nieuczciwe wobec przedsiębiorcy – komentuje.
Tęsknota za komuną
Bożek, Lewandowski, Legierski przy Wojciechu Hoduniu to początkujący w pubowo-gastronomicznej branży. Hoduń od ponad 30 lat działa w warszawskiej gastronomii. Jest też członkiem zarządu Mazowieckiej Izby Rzemiosła i Przedsiębiorczości.
– Coraz częściej słyszę głosy tęsknoty za poprzednim systemem. Za jego przejrzystością przepisów. Ciężkie nam czasy nastały – komentuje. Wylicza lokale na Starym Mieście, które stoją puste. A dodaje, że będzie jeszcze gorzej, bo od stycznia będzie obowiązywać wyższa pensja minimalna.
– Pracownikom trudno dogodzić, chociaż słyszałem nawet o wielkich firmach, które wypłacają pensję zaliczkowo. To u mnie nie do pomyślenia, aby pracownik nie otrzymał pensji na czas – twierdzi.
A może warszawscy przedsiębiorcy staną po stronie właściciela Krowarzywa? I będą tak głośno protestować jak „Inicjatywa Pracownicza”? – Musielibyśmy porozmawiać z właścicielem. Zrozumieć, co się tam stało. Wtedy może poprzemy – uważa.
– Przedsiębiorcy nie maja czasu na krzyczenie i protestowanie. Muszą zajmować się swoimi firmami – komentuje Cezary Kaźmierczak, prezes Związku Przedsiębiorców i Pracodawców w Warszawie.
Dodaje, że interweniują w sprawach tylko swoich członków. Na początku działalności ZPP miał ambicję, aby pomagać wszystkim, ale skala problemów było zbyt wielka, aby wszystkie poruszyć.
– Natomiast, gdy pracownicy dopuścili się okupacji lokalu to sprawa powinna trafić do policji. Chociaż ta w ramach poprawności politycznej nie podejmuje działań. Nie znam szczegółów tej sprawy. Moją uwagę zwróciła informacja, że związek zawodowy powstał dopiero po zwolnieniu pracownika – wylicza Kaźmierczak.
Przedsiębiorcy słynnego wege-baru czują się osamotnieni.
– Niestety, nie – odpowiada Krzysztof Bożek na pytanie, czy poparłby jakiś związek przedsiębiorców.

Napisz do autora: wlodzimierz.szczepanski@natemat.pl