PiS chce podwyżek dla kluczowych urzędników państwowych. Pensje wiązane są w wynikami gospodarki.
PiS chce podwyżek dla kluczowych urzędników państwowych. Pensje wiązane są w wynikami gospodarki. fot. Sławomir Kamiński / Agencja Gazeta

– Myślałem, że to oferta na poważnie, ale kiedy zapoznałem się ze szczegółami, odmówiłem. Finansowo musiałbym zdegradować się do poziomu kogoś z trzyletnim stażem w kancelarii podatkowej – tak jeden z doradców podatkowych podsumował ofertę pracy Ministerstwa Finansów. Od nowego roku intensywnie poszukiwano specjalistów mających się zając tropieniem oszustw podatkowych i zdobywaniem miliardów dla budżetu państwa.

REKLAMA
To praca pełna wyzwań, na pierwszym froncie ważnej dla rządu podatkowej wojny z korporacjami. Dla osób z tęgą głową do liczb, nosem do afer godnym detektywa Rutkowskiego, inteligencją i przebiegłością Jamesa Bonda, a uczciwością i poświęceniem dla sprawy właściwym Matce Teresie z Kalkuty. Dlaczego poświęceniem? Bo z pensjami w rządzie krucho. Ministerstwo Finansów mogło zaoferować niecałe 5100 zł. miesięcznie. Śmiech na sali, przeciętny doradca podatkowy zarabia 6,5 tys. a najlepsi macherzy od podatkowych trików 20-40 tys. miesięcznie. Kim walczyć o podatkowe wpływy?
Konkurs na „superagenta podatkowego” został rozstrzygnięty w maju. Jednak jak twierdzi jeden z uczestników rekrutacji: – O zwyciężczyni konkursu trudno znaleźć jakiekolwiek informacje na temat uprawnień doradcy podatkowego, pracy w najlepszych firmach na rynku czy jakichkolwiek osiągnięciach zawodowych... – pisze.
Czy taka osoba rzuci na kolana korporacje optymalizujące podatki, albo nakłoni Facebooka, by faktury za usługi reklamowe przysyłał nie z raju podatkowego, ale opłacając VAT w Polsce? Kiedy zapytaliśmy o to Waldemara Grzegorczyka, rzecznika ministerstwa, przesłał CV zwyciężczyni, dodając by nie robić sobie żartów z poważnego problemu. Więc nie robimy...
Historia świetnie świetnie ilustruje sprawę podwyżek dla urzędników. Media żyją pensją Agaty Dudy i podwyżkami dla słynących z kompetencji ministrów. Jednak ustawa dotyczy także nie tylko tych na samym świeczniku, ale także zastępców szefów kluczowych urzędów, wiceministrów, podsekretarzy stanu. A tam w zarobkach bryndza od 2008 roku. Kto będzie pracował za marne pensje? - Tylko idiota albo złodziej – słynny cytat Elżbiety Bieńkowskiej idealnie pasuje do opisania problemu. Przypomnijmy, że w podsłuchanej przez kelnerów rozmowie z Pawłem Wojtunikiem z CBA rozmowie Bieńkowska narzekała na wysokość płacy urzędników.
– Wieloletni brak waloryzacji na tych stanowiskach doprowadził do sytuacji, w której osoby o wysokich kwalifikacjach nie przyjmują ofert na kierowniczych stanowiskach państwowych albo rezygnują z zajmowanych stanowisk, z uwagi na relatywnie niski poziom wynagrodzeń – piszą w uzasadnieniu autorzy ustawy. Tutaj pełny dokument.
ustawa o wynagrodzeniu osób zajmujących kierownicze stanowiska państwowe

Konieczna jest zmiana systemu wynagradzania osób zajmujących kierownicze stanowiska państwowe w celu zatrzymania procesu migracji profesjonalnych menadżerów z sektora publicznego do sektora prywatnego. Wraz z profesjonalizacją kierowniczych stanowisk państwowych powinno następować odpowiednie zwiększanie wynagrodzeń na tych stanowiskach. Odpowiedzialność na kierowniczym stanowisku państwowym jest bardzo duża, w szczególności biorąc pod uwagę, że niejednokrotnie dysponują znacznymi środkami publicznymi. Plan wydatków resortu finansów na rok 2016 obejmuje łącznie kwotę 6,9 mld. zł.

Emigranci z rządu
To fragment zadedykowany niemal wprost do takich osób jak Ludwik Kotecki. Wiceminister przetrwał 15 szefów resortu finansów ze wszystkich opcji politycznych. Choć wydawał się niezastąpiony, to i on jako emigrant zarobkowy ewakuował się do Międzynarodowego Funduszu Walutowego. Jako dyrektor będzie zarabiał tam ponad 4 razy więcej, niż będąc wiceministrem w polskim rządzie.
Niedawno Anna Streżyńska, minister cyfryzacji, tworzyła departament, do spraw ochrony kraju przed cyberprzestępcami. Szef departamentu w randze wiceministra mógł zarabiać 9 tys. złotych brutto miesięcznie. Wynagrodzenie szeregowego hakera - to w przeliczeniu ponad 10 tys. zł.
Ciekawie rozwija się kariera Marka Rozkruta. Kiedyś był prawą ręką Jacka Rostowskiego i przygotowywał analizy skutków ekonomicznych wprowadzanych ustaw. W 2012 roku Rozkrut rzucił posadę i został głównym ekonomistą w firmie doradczej E&Y. Robi mniej więcej to samo – przygotowuje raporty o skutkach zmian w przepisach dla różnych branż.
Z racji finansowej mizerii do ministerstw coraz częściej wprowadzają się gamonie i amatorzy. Kiedy zapytano skąd autorzy ustawy o podatku handlowym wzięli definicję marketu (sklepy powierzchni do 250 metrów kw. miały być zwolnione z podatku) okazało się, że twórca posiłkował się Wikipedią. Tam supermarket ma 2500 mkw, a mały sklep to… jakby 10 razy mniej. Takie same bujdałki znalazły się w ustawie o prawie wodnym. Dlaczego firmy miały według projektu płacić 8 zł za tysiąc litrów wody zużywanej do produkcji napojów? Autor bezradnie rozkłada ręce. – To niech będzie 3 zł. – ogłosiło ministerstwo ochrony środowiska.
Wychodzi na to, że polskie biedapaństwo buduje najważniejsze instytucje z tektury. A wyjątkowy transfer w drugą stronę, czyli przejście do rządu Mateusza Morawieckiego, prezesa banku z 3,6 mln zł rocznego wynagrodzenia na ministerialną pensyjkę tylko potwierdza regułę. O takich idealistów coraz trudniej.

Napisz do autora: tomasz.molga@natemat.pl