
Krystyna Janda to wielkie nazwisko i nic tego nie zmieni. Niech minister kultury zabiera jej dotację, niech krzyczą za to, że krytykuje władze – i tak nie zniszczą jej dorobku, o którym będą uczyć się następne pokolenia. W Poznaniu ludzie pokazali, że jest wielka. Mimo protestów, ostrej nagonki i doszukiwaniu się drugiego, politycznego dna, na jej spektakl przyszły tłumy. Choć wielu mówiło, że była to manifestacja polityczna.
W żadnym innym polskim mieście nie było takiej negatywnej kampanii przed naszymi spektaklami. To dla mnie traumatyczne doświadczenie. Wyjdę dziś ze skóry, żeby dobrze zagrać. Tylko tym mogę się obronić. Inna artystka mogłaby się załamać, gdyby napisano o niej to co o mnie w Poznaniu. Czytaj więcej
O co poszło? Powodów jest kilka. Numer 1 – oczywiście sama Janda i, oczywiście, sam Jaśkowiak. – Szanując jej wielki dorobek, prezydent zapewne sugerował się tym, że Krystyna Janda odważnie stawia swoje tezy polityczne i jest jedną z bardziej wyrazistych osób krytykujących PiS, co prezydentowi Jaśkowiakowi bardzo pasuje. Wiadomo przecież, że swój kapitał rozpoznawczy buduje na tym, że jest dosyć intensywnym krytykiem aktualnej władzy – tłumaczy nam swoje racje radny PiS Mateusz Rozmiarek.
W Poznaniu mówią, że jest jednym z tych, którzy najgłośniej protestują. Bo powód jest jeszcze jeden – koszt. Miasto Poznań zapłaciło za spektakle Krystyny Jandy 320 tys. zł. Mieszkańcy mogą je oglądać bezpłatnie do 15 sierpnia – wszystkie wystawiane na dziedzińcu Urzędu Miasta i na telebimie. I to ma być skandal, bo w takim układzie Jandę finansują poznańscy podatnicy.
Rozgłośnia publiczna nie powinna udzielać patronatu wydarzeniom, których kontekst wpisuje się w bieżący spór polityczny. W taki kontekst wpisuje się organizacja przez poznański magistrat bezpłatnych spektakli Krystyny Jandy w Poznaniu. Decyzja o ich organizacji zapadła bowiem w momencie pojawienia się publicznego sporu, jaki wywołała swoim listem do ministra kultury aktorka. Czytaj więcej
W poniedziałek odbył się pierwszy spektakl – "Biała Bluzka" – i był dużym wydarzeniem w Poznaniu. Oglądały go tłumy. Na dziedzińcu zebrało się ponad 700 osób. Około dwóch tysięcy oglądało przedstawienie na telebimie ustawionym na placu Kolegiackim. Miasto wydało 8 tysięcy bezpłatnych wejściówek (ok. 400 dostali urzędnicy) i ludzie niemal się o nie bili.
To pierwsza taka akcja władz Poznania. Czegoś takiego jeszcze nie było – dotychczas miasto raczej skupiało się na stadionach i Lechu Poznań. – Kultura uruchamia myślenie, rządzącym to myślenie nie zawsze jest po drodze, stąd polityków częściej można spotkać z szalikami na stadionach niż w teatrach, w takich miejscach – stwierdził prezydent (radio "Merkury", cytując go, włożyło mu w usta słowa: "Politycy PiS-u boją się krytycznego myślenia i zamiast kultury wybierają kibicowskie szaliki i mecze piłkarskie").
Repertuar, który stworzyliśmy, żeby grać go na ulicy, na placu konstytucji i na ulicy Grójeckiej przed naszym drugim teatrem został stworzony w 9 lat, powstało 10 tytułów bardzo lubianych przez publiczność warszawską, i muszę powiedzieć, że każdego roku graliśmy 60-80 spektakli za darmo dla ludzi i co wieczór, codziennie po południu mieliśmy około 400-500 osób każdego dnia. Niestety w tym roku zadecydowano inaczej, okazało się, że Warszawie nie są potrzebne te nasze spektakle, ale dzięki temu zaproszeniu te spektakle przetrwają.
Prezydent Jaśkowiak faktycznie sam wybrał Krystynę Jandę na pierwszego gościa. Zupełnie arbitralnie, co przyznaje dyrektor w jego biurze, zupełnie nie widząc w tym nic złego. – Oboje występują na marszach KOD, to prawda. Oboje są wyrazistymi postaciami, które mają podobne poglądy. Poznań był i jest miastem liberalnym. Mieszkańcy wybrali na prezydenta Jacka Jaśkowiaka. Ludzie mu zaufali. I to też jest klucz do pewnego postępowania i dokonywania wyborów – tłumaczy Tomasz Lisiecki. Tutaj pisaliśmy o działaniach prezydenta Poznania, tutaj o tym, jak Krystynie Jandzie nie po drodze z prawicą. Teraz, w Poznaniu, Jaśkowiak powitał ją takimi słowami:
Przesłuchanie, Człowiek z marmuru, Człowiek z żelaza to są niewątpliwie dzieła, które kształtowały nasze myślenie w czasach komunistycznych. Wiem, że wtedy władza nie rozpieszczała artystów, Pani, Pana Wajdy i innych, natomiast nie sądzę by wtedy publiczne radio wycofało swój patronat nad wydarzeniem kulturalnym, sądzę, że nawet w tych czasach PRL-u takich sytuacji nie było.
napisz do autora:katarzyna.zuchowicz@natemat.pl
