
Krystyna Janda to wielkie nazwisko i nic tego nie zmieni. Niech minister kultury zabiera jej dotację, niech krzyczą za to, że krytykuje władze – i tak nie zniszczą jej dorobku, o którym będą uczyć się następne pokolenia. W Poznaniu ludzie pokazali, że jest wielka. Mimo protestów, ostrej nagonki i doszukiwaniu się drugiego, politycznego dna, na jej spektakl przyszły tłumy. Choć wielu mówiło, że była to manifestacja polityczna.
Krystyna Janda przyjechała do Poznania na zaproszenie prezydenta Jacka Jaśkowiaka, którego poglądy mało przychylne wobec PiS są powszechnie znane. To wystarczyło. Burzy, jaka wybuchła w Poznaniu w związku z jej przyjazdem i cyklem 10 spektakli "Teatr na Wolnym", nie da się z niczym porównać. I Jaśkowiaka, i Jandę, odsądzono od czci i wiary, nie mówiąc o tym – o czym już pisaliśmy w naTemat – że publiczne radio "Merkury" cofnęło swój patronat nad imprezą, a później relacjonowało ją tak, że inni dziennikarze relacją tego nazwać nie chcą.
Razem z radnymi PiS przypuścili atak. Tak silny, że Krystyna Janda sama przyznała, że z czymś takim jeszcze się nie spotkała. – Nie wiem, skąd ta burza, czy to nie przeciw panu, panie prezydencie? – spytała Jaśkowiaka.
Krystyna Janda
"Dlaczego tylko Janda? Może inni też chcą? O co poszło? Powodów jest kilka. Numer 1 – oczywiście sama Janda i, oczywiście, sam Jaśkowiak. – Szanując jej wielki dorobek, prezydent zapewne sugerował się tym, że Krystyna Janda odważnie stawia swoje tezy polityczne i jest jedną z bardziej wyrazistych osób krytykujących PiS, co prezydentowi Jaśkowiakowi bardzo pasuje. Wiadomo przecież, że swój kapitał rozpoznawczy buduje na tym, że jest dosyć intensywnym krytykiem aktualnej władzy – tłumaczy nam swoje racje radny PiS Mateusz Rozmiarek.
Pokolenie lat 90. Mówi, że szanuje aktorkę, choć gwiazdą jego pokolenia nie jest. Ma wejściówkę na jej przedstawienia w Poznaniu, ale raczej nie skorzysta. – A w ogóle dlaczego tylko i wyłącznie teatr Krystyny Jandy ma możliwość zaprezentowania się poznaniakom? Jest wiele innych teatrów, które być może też chciałyby uzyskać taką szansę, a nie mogły? – zastanawia się.
"Wstyd, na Jandę pieniądze są, a na innych nie" W Poznaniu mówią, że jest jednym z tych, którzy najgłośniej protestują. Bo powód jest jeszcze jeden – koszt. Miasto Poznań zapłaciło za spektakle Krystyny Jandy 320 tys. zł. Mieszkańcy mogą je oglądać bezpłatnie do 15 sierpnia – wszystkie wystawiane na dziedzińcu Urzędu Miasta i na telebimie. I to ma być skandal, bo w takim układzie Jandę finansują poznańscy podatnicy.
– Kultura w Poznaniu jest niedofinansowana. Jeśli brakuje nam pieniędzy na podwyżki dla naszych, miejskich artystów, to ja osobiście poważnie zastanowiłbym się nad zaproszeniem Jandy i jej teatru do Poznania. To zbyt kosztowne. Tym bardziej, że narzekamy, iż młodzi ludzie uciekają z miasta, że nasi artyści są niedofinansowani – twierdzi Rozmiarek.
Filip Rdesiński, prezes Radia Merkury
dla Press
Na stronie radia Merkury mocnych komentarzy nie brakuje. "Wstyd i kolejna żenada prezydenta miasta Poznania!!!Na Jandę są pieniądze, a na inne potrzebne rzeczy -nie ma" – takie głosy wywołały reakcję aktorki.

Kolejki od 4.30 po wejściówki W poniedziałek odbył się pierwszy spektakl – "Biała Bluzka" – i był dużym wydarzeniem w Poznaniu. Oglądały go tłumy. Na dziedzińcu zebrało się ponad 700 osób. Około dwóch tysięcy oglądało przedstawienie na telebimie ustawionym na placu Kolegiackim. Miasto wydało 8 tysięcy bezpłatnych wejściówek (ok. 400 dostali urzędnicy) i ludzie niemal się o nie bili.

– Rozdysponowaliśmy je różnymi kanałami. Gdy "Merkury" się wycofało, zgłosiły się cztery inne rozgłośnie radiowe, które zrobiły to za darmo. Chcieliśmy dotrzeć do wszystkich, dlatego rozdawaliśmy wejściówki przez Facebooka, Centrum Inicjatyw Senioralnych czy Centrum Informacji Miejskiej, gdzie kolejki ustawiały się już o 4.30, choć biuro czynne od 10. – mówi Tomasz Lisiecki, dyrektor w Gabinecie Prezydenta Poznania, główny organizator wydarzenia. Mieszkańcy byli zachwyceni. Wystarczy wejść na FB Krystyny Jandy. "Było przewspaniale. A kiedy Kraków? Wrocław? – pytają fani.
Przybliżyć wielką kulturę To pierwsza taka akcja władz Poznania. Czegoś takiego jeszcze nie było – dotychczas miasto raczej skupiało się na stadionach i Lechu Poznań. – Kultura uruchamia myślenie, rządzącym to myślenie nie zawsze jest po drodze, stąd polityków częściej można spotkać z szalikami na stadionach niż w teatrach, w takich miejscach – stwierdził prezydent (radio "Merkury", cytując go, włożyło mu w usta słowa: "Politycy PiS-u boją się krytycznego myślenia i zamiast kultury wybierają kibicowskie szaliki i mecze piłkarskie").
Ma ich być więcej, zakłada to strategia na kolejne lata – by przybliżać mieszkańcom wielką kulturę. By każdy, kogo nie było stać na pójście do teatru, mógł zobaczyć wielkie przedstawienia. Wszystko odbywa się w porozumieniu z innymi teatrami. W tym czasie, gdy Janda prezentuje poznaniakom repertuar Teatru Polonia i Och Teatr, inne teatry nie grają. Mieszkańcy, sądząc po komentarzach, w większości zachwyceni. Ale aspekt polityczny ciągnie się za tymi przedstawieniami jak jakiś ogon bez końca. Sama aktorka przyznała, że w Warszawie nie chcą jej już oglądać. To oczywista aluzja.
Krystyna Janda
w Poznaniu
– Prezydent Poznania sam podkreślał, że zaprosił ją dlatego, że nie dostała dotacji Ministerstwa Kultury i Dziedzictwa Narodowego w Warszawie. Już to jest manifestacją polityczną. Nie konsultował tego z nikim. Mógł choćby ogłosić konkurs – mówi radny.

Oboje na marszach KOD Prezydent Jaśkowiak faktycznie sam wybrał Krystynę Jandę na pierwszego gościa. Zupełnie arbitralnie, co przyznaje dyrektor w jego biurze, zupełnie nie widząc w tym nic złego. – Oboje występują na marszach KOD, to prawda. Oboje są wyrazistymi postaciami, które mają podobne poglądy. Poznań był i jest miastem liberalnym. Mieszkańcy wybrali na prezydenta Jacka Jaśkowiaka. Ludzie mu zaufali. I to też jest klucz do pewnego postępowania i dokonywania wyborów – tłumaczy Tomasz Lisiecki. Tutaj pisaliśmy o działaniach prezydenta Poznania, tutaj o tym, jak Krystynie Jandzie nie po drodze z prawicą. Teraz, w Poznaniu, Jaśkowiak powitał ją takimi słowami:
Jacek Jaśkowiak
Kiedyś wystarczyło powiedzieć "Krystyna Janda" i było wielkie "wow", za którym szedł wielki szacunek do aktorki. Poznań udowadnia, że tak jest nadal. Mimo polityki, hejtu, podziałów i traumatycznych przeżyć aktorki, Polacy wciąż chcą ją oglądać.
napisz do autora:katarzyna.zuchowicz@natemat.pl
