Barbara Nowacka nie wybiera się do kina na "Smoleńsk".
Barbara Nowacka nie wybiera się do kina na "Smoleńsk". fot. Dawid Zuchowicz / Agencja Gazeta

Nie wyginała się wczoraj uśmiechnięta przed ścianką z napisem "Smoleńsk". Nie obejrzy filmu i nie pokaże swoim dzieciom. Barbara Nowacka, córka Izabeli Jarugi-Nowackiej, nazywa film pisowską propagandą. Ale ma też kilka ciepłych słów dla polityków partii rządzącej.

REKLAMA
Czy masz więcej niż 5 komórek mózgowych? Pytam dlatego, że komik dobrej zmiany na poważnie powiedział, że ten kto ma 5 komórek wie, że w Smoleńsku był zamach.
Barbara Nowacka: Jestem głęboko przekonana o tym, że mam więcej niż 5 komórek. W Smoleńsku doszło do katastrofy lotniczej z powodu wielu niefortunnych zbiegów okoliczności. A wracając do słów komika, to jako osoba znająca dobrze język polski, odmieniająca "ojczyznę" przez wszystkie przypadki, powinien wiedzieć, że w ten sposób dał do zrozumienia, że w zamach wierzą osoby, które mają tylko 5 komórek, a te, które mają większe mózgi, już niekoniecznie.
Wierzysz w zamach?
Nie rozpatruję tego w kategoriach wiary, tylko rozumu. W świetle faktów, które do tej pory poznałam, nie ma żadnych podstaw by uznać, że w Smoleńsku był zamach.
Czujesz się dotknięta brakiem zaproszenia na premierę filmu „Smoleńsk”?
Jest mi to absolutnie obojętne. Nie uważam też, by ta produkcja była właściwym tematem debaty publicznej. Są ważniejsze rzeczy, niż omawianie filmu, który - jak wynika z recenzji - nie jest dobry. Praworządność, reforma edukacji, indoktrynacja społeczeństwa przez władzę - to znacznie ważniejsze kwestie, niż ten film.
Może jednak zaproszenie na premierę powinno do ciebie trafić? Choćby dla zasady.
Mnie to naprawdę nie robi żadnej różnicy. Nie śledziłam produkcji „Smoleńska”, tak jak nie jestem na bieżąco z innymi formami propagandy PiS-u. O tym, że film ma uroczystą premierę, dowiedziałam się tego samego dnia od dziennikarzy. Ale wiem, że część rodzin ofiar, których nie zaproszono na pokaz, czuje się pominięta.
Co sądzisz o tym, że twórcy „Smoleńska” nie pozwolili dziennikarzom obejrzeć filmu na premierze?
Ta premiera to nie jest jedyne miejsce, gdzie PiS nie chce mediów ani ludzi myślących inaczej. Sami sobie wystawili świadectwo. Takie standardy wprowadziła obecna władza. Prawo i Sprawiedliwość szybko nauczyło się arogancji, od której tak się odcinał w czasie kampanii wyborczej.
Jak oceniasz samo nakręcenie "Smoleńska"?
To fantastycznie, przecież jest wolność słowa. Natomiast to, że został sfinansowany przez instytucje powiązane ze skarbem państwa, jego premiera miała oprawę państwową, a minister edukacji sugeruje, że młodzież powinna ruszyć do kin, to element gry propagandowej, która ma za zadanie przekonać Polki i Polaków do tezy lansowanej przez PiS.
Twoje dzieci obejrzą „Smoleńsk”?
Nie. I ja do kina też się nie wybieram.
Tak. Przykre to wszystko. I ci roześmiani politycy PiS… Ja rozumiem, że życie toczy się dalej, więc politycy bawią się i śmieją, ale gdyby sfotografowano w tych okolicznościach radosnych polityków PO, to część prawicowych mediów by ich zlinczowała za sam uśmiech.
A co do samej ścianki, to każdy z nas ma wewnętrzną granicę, która mówi nam co wypada, a co nie. U niektórych ta granica smaku jest bardzo przesunięta. Joanna Racewicz trafnie podsumowała tę sprawę na Twitterze. To pozowanie to totalny brak zrozumienia tego gdzie i dlaczego się jest.
Przecież mówimy o katastrofie, która silnie wpłynęła na współczesną politykę, która dla wielu osób, nie tylko tych bezpośrednio związanych z ofiarami, była i jest traumą. Prężenie się przy ściance z napisem „Smoleńsk” nie oddaje szacunku do tego, co się stało. Dla niektórych katastrofa smoleńska to element popkultury. Moim zdaniem minęło zbyt mało czasu, by tragedia narodowa przekształciła się w popkulturę.
Niektórzy porównują wyginanie się przy smoleńskiej ściance do głośnego występu Macieja Stuhra podczas gali "Orłów".
Występ Stuhra mnie nie śmieszył, ale bez przesady. Pozowanie przy ściance jest według mnie grubym nietaktem, ale to nie znaczy, że jest obraźliwe. Niestety to, co się dzieje wokół Smoleńska, wpisuje się w ciąg rzeczy znacznie bardziej niewłaściwych.
Co jest jeszcze bardziej niewłaściwe?
Na przykład siłowe wpychanie apelu smoleńskiego do każdej uroczystości państwowej, bez żadnej okazji. W ten sposób pamięć o naszych bliskich jest banalizowana.
Barbara Nowacka

Cóż wspólnego mają ofiary koszmarnej, głupiej katastrofy lotniczej z ludźmi bestialsko torturowanymi i mordowanymi w obozach takich jak Stuthoff? Nic!

To samo dotyczy powstania warszawskiego i poznańskiego Czerwca’56. Ta banalizacja tragedii powoduje, że coraz częściej dzieją się rzeczy, które są dla mnie smutne.
Na przykład?
Ostatnio ktoś dodał mnie na Facebooku do grupy, która stawia sobie za cel, by pamięć o Smoleńsku zniknęła na zawsze. Zrobiło mi niedobrze. A potem opuściłam grupę.
Współczuję.
Ludzie mają dość tego tematu.
A ty?
Gdy widzę hashtag #Smoleńsk, to nie klikam.
Chcesz zapomnieć?
Nie. Chcę dobrze pamiętać. Nam, członkom rodzin tych, którzy zginęli, bardzo zależy na tym, by dobrze pamiętano naszych bliskich. Dlatego zakładamy fundacje, organizujemy wydarzenia pamięci ofiar, fundujemy stypendia ich imienia. Boję się, że za chwilę nikt nie będzie pamiętał o tym, co dobrego zrobiła moja matka, czy co dobrego robili inni politycy, stewardessy, BOR-owcy, którzy stracili życie w tej katastrofie, bo samo słowo „Smoleńsk” będzie budziło w ludziach instynktowną niechęć.
Twój sprzeciw budzi tylko banalizacja, czy coś więcej?
Nie podoba mi się też komercjalizacja katastrofy. Ale niestety nic nie mogę na to poradzić. Jest mi po prostu przykro. Ale przykro było mi również wtedy, gdy patrzyłam na to, jak posłowie Platformy Obywatelskiej odnoszą się do bliskich ofiar związanych z PiS-em.
Co masz na myśli?
Miałam nieprzyjemność obserwować kilka spotkań, podczas których zachowanie polityków PO wobec rodzin związanych z PiS było fatalne. Kpili sobie, kierowali wobec tych ludzi ironiczne wypowiedzi...
To była reakcja na tezę o zamachu?
Nie. Tak reagowali na zwykłe pytania. To naprawdę nie jest powód do wyśmiania kogoś. Ani to, że w tych okolicznościach ktoś prosi o sprecyzowanie czegoś albo powtórzenie po raz trzeci, tym bardziej, że w 2010 i 2011 roku rodzinom nie przekazano zbyt wielu informacji.
To jak te rodziny były traktowane przez władzę, było często nieładne i krzywdzące. Tak długo jak są wątpliwości, powinno się je rozwiewać, pokazywać dokumenty. Tłumaczyć.
Można więc zrozumieć dlaczego mamy to, co mamy.
Ale to naprawdę nie jest powód, by teraz się mścić. Nie trzeba tego podtrzymywać. Te sprawy trzeba uporządkować, uciąć, próbować przywrócić pamięć o wszystkich, a nie wybiórczo. Przecież między rodzinami nie ma wielkich konfliktów.
Oczywiście są osoby, które się nie lubią, bo w czasie gorących dyskusji powiedziały o kilka słów za dużo, ale większość, gdy się widzimy, rozmawia ze sobą normalnie. I to niezależnie od tego, z jaką opcją polityczną są związani. Łączy nas tragedia i walczymy o pamięć o naszych bliskich.
Dla wielu rodzin ofiar związanych z PiS-em to wpychanie apeli smoleńskich bez okazji bywa już męczące. Bo wiedzą, że to podsyca w społeczeństwie niechęć do pamiętania o ofiarach katastrofy. Niestety przez ostatnie 6 lat nie było w Polsce władzy, która w sposób dobry i rozsądny dbałaby o pamięć ofiar katastrofy smoleńskiej.
Czy PiS zrobił w sprawie katastrofy coś, co oceniasz pozytywnie?
Tak. 10 kwietnia 2016 r. po raz pierwszy przy grobach ofiar stanęła asysta wojskowa. Dodatkowo u mojej mamy, feministki, wartę pełniły żołnierki. To był naprawdę miły, wzruszający gest. Państwo po raz pierwszy tak zadbało o groby ofiar katastrofy. PiS potrafi, ale czasami wpada w amok, że wszędzie musi ten Smoleńsk wcisnąć.
Masz w sobie pragnienie, by ktoś zapłacił za to, co się stało 6 lat temu w Smoleńsku?
Wręcz przeciwnie. Mam marzenie, byśmy jako Polki i Polacy przestali już płacić za konflikt wywołany przez partyjne gierki wokół katastrofy smoleńskiej.
Chodzi ci o wojnę PiS - PO?
Tak. O wojnę i symbiozę tych dwóch partii. To naprawdę nie przyniesie Polsce niczego dobrego.
Co poradziłabyś komuś, kto chciałby godnie uczcić pamięć Izabeli Jarugi-Nowackiej?
Moja mama latami kupowała wyprawki szkolne dla dzieci, którymi opiekował się jeden z Miejskich Ośrodków Pomocy Społecznej w Gdyni. Wspierała też finansowo organizacje walczące o prawa kobiet. Takie gesty na pewno by ją ucieszyły.

Napisz do autorki: anna.dryjanska@natemat.pl