Platforma Obywatelska coraz mocniej traci do Nowoczesnej. To ekipa Ryszarda Petru staje się powoli silną konkurencją dla Prawa i Sprawiedliwości.
Platforma Obywatelska coraz mocniej traci do Nowoczesnej. To ekipa Ryszarda Petru staje się powoli silną konkurencją dla Prawa i Sprawiedliwości. Fot. Sławomir Kamiński / Agencja Gazeta

Któż lubi przepraszać... Czasem warto jednak przyznać się do błędu i na przeprosiny się zdobyć. Takie z mojej strony należą się właśnie Nowoczesnej. Od miesięcy należałem do chóru tych, którzy nawoływali do zjednoczenia opozycji. Nie wierzyłem, że któraś z partii opozycyjnych jest w stanie wyraźnie zdystansować się od reszty i zająć pozycję lidera zdolnego konkurować z PiS. Czas pokazał jednak, że Ryszard Petru miał chyba rację nie wchodząc w związek ze "skompromitowaną panną".

REKLAMA
Warto było się szanować
– Nie będę brał za żonę osoby skompromitowanej – tak Ryszard Petru odpowiedział, gdy na początku stycznia w programie "Tomasz Lis na żywo" po raz pierwszy padło pytanie o to, czy Nowoczesna nie powinna brać pod uwagę rychłego zjednoczenia z Platformą Obywatelską.
Wówczas te słowa nie wydawały się jeszcze tak przesadne, bo ekipa Petru była na fali tuż po mocnym wejściu na polską scenę polityczną. Z czasem efekt świeżości zaczął jednak zanikać i od miesięcy zdawało się, że największe formacje opozycyjne na długo zrównały się w wynikach i tylko razem mają jakąkolwiek szansę wywrzeć presję na Prawie i Sprawiedliwości.
Za tą szansą kryły się jednak liczne zagrożenia. W Platformie Obywatelskiej obawiali się, że będą musieli podzielić się "władzą" z nowicjuszami. W Nowoczesnej obawy przed zjednoczeniem był jeszcze silniejsze. Taka decyzja mogłaby bowiem oznaczać wzięcie na siebie współodpowiedzialności za błędy popełnione przez poprzednią ekipę rządzącą.
Choć jeszcze latem badania pokazywały, że Nowoczesna jest wciąż za plecami liczniej reprezentowanej w parlamencie PO, dziś wygląda na to, iż uleganie wspomnianym obawom nie wyszło formacji Ryszarda Petru na złe. Od końca wakacji notowania tej partii poszybowały bowiem w górę. Wskazuje na to już nie jeden sondaż, a cała seria badań preferencji politycznych Polaków.
logo
Fot. zrzut z ewybory.eu
Według podsumowującego wszystkie najpoważniejsze sondaże serwisu ewybory.eu, w ostatnim miesiącu średnie poparcie dla "nowoczesnych" wynosiło 23,2 proc. To już tylko o niespełna 7 punktów procentowych wynik gorszy od tego, który notuje PiS. Taki sam dystans ekipa Petru zyskała do PO.
We wszystkich najnowszych sondażach przewaga Nowoczesnej nad najpoważniejszymi konkurentami z opozycji wahała się od 5 do ponad 8 punktów. Podobnie kształtuje się sytuacja jeśli chodzi o dystans do partii rządzącej. Badania wykonane pod koniec września, oraz w pierwszym tygodniu października twierdzą, że przewaga PiS nad Nowoczesną to już tylko od 8 do zaledwie 4 pp.!
W trudnych czasach Nowoczesna silna siłą kobiet
I chyba dobitnie wskazują zwycięzcę ostatnich politycznych bitew. W tym szczególnie tej o prawa kobiet. I tu warto zwrócić uwagę na chyba najważniejszy czynnik odpowiedzialny za dynamiczny wzrost notowań Nowoczesnej. Na to, że może i jej twarzą jest Ryszard Petru, ale najsilniejsza jest siłą kobiet! Joanna Scheuring-Wielgus, Monika Rosa, Joanna Schmidt, Katarzyna Lubnauer, czy Kamila Gasiuk-Pihowicz były prawdziwymi liderkami protestów kobiet. Pokazywały się nie tylko jako trybunki ludowe, ale i klasowe polityczki.
Co najważniejsze, dały nadzieję całej rzeszy wyborców o centrowych, liberalnych poglądach na to, że jest w polskiej polityce ktoś, kto mówi ich głosem. I tych wyborców zmobilizowały, bo część badań wskazuje, że wzrost dla Nowoczesnej idzie w parze ze zmniejszeniem się grona niezdecydowanych.
Bagatelizować Nowoczesnej ani namawiać jej do poddania się bardziej rutynowanym graczom nie ma dłużej sensu z jeszcze jednego względu. Bo przecież słupki podskoczył tej formacji w niezwykle dla niej trudnym okresie. Młoda, działająca od nieco ponad roku partia zaliczyła potężne wpadki przy rozliczaniu kampanii wyborczej i działalności rocznej. Przez błędy niedoświadczonego skarbnika straciła już miliony przysługujące za wynik w wyborach parlamentarnych, a może być jeszcze gorzej. PKW dąży bowiem do pozbawienia Nowoczesnej także innych środków przysługujących na utrzymanie partii.
Od tygodni przeciwnicy kpią więc, że partia uchodząca za stworzoną przez ekonomistów i próbująca uwodzić hasłem, iż "urządzi Polskę lepiej za te same pieniądze" skompromitowała się prowadząc własną księgowość. Wygląda jednak na to, że dla Polaków w dzisiejszych czasach nie to ma największe znaczenie.
"Fala migracji" nadciąga
A im większa różnica poparcia między Nowoczesną a PO, tym coraz mniejszy powinien stawać się charakterystyczny uśmieszek na twarzy Grzegorza Schetyny. Wciąż jest on szefem najliczniej reprezentowanej w Sejmie partii opozycyjnej, ale nie trzeba wyborów, by odsetek poparcia przełożył się na ilość mandatów.
Już niedługo po ubiegłorocznych wyborach wielu członków PO wręcz przebierało nogami, by zmienić partyjne barwy. Później formacja Ryszarda Petru straciła nieco popularności wynikającej z efektu świeżości i złapała zadyszkę w pogoni za PiS, więc chętni do transferów stracili zapał, ale dziś odżywa on z pełną mocą.
– Jeśli ten trend się utrzyma, nie widzę dla siebie i reszty zrażonych rządami Schetyny innego wyjścia. Pozostaje poobserwować jeszcze sondaże i jak się utrzymają, dogadać wreszcie z Petru – usłyszeliśmy od posłanki młodego pokolenia PO poproszonej o komentarz na temat znakomitej formy konkurencji z Nowoczesnej. – Ilu myśli tak, jak ja? Nie mogę ręczyć, ale myślę, że jeśli ta fala migracji już ruszy, to Ryszard ma szansę stać się szefem największego klubu opozycyjnego w kilka dni – dodała nasza rozmówczyni.

Napisz do autora: jakub.noch@natemat.pl