
W obszernym wywiadzie dla "Onetu" prezes PiS przyznaje, że jego czas jako szefa partii powoli się kończy, ale nie oznacza to przerwania misji, jaką są rządy prawa. Jarosław Kaczyński znów umniejsza swój wpływ na to, co dzieje się w polityce i partii - ujawnia, kogo lubi i komu się przygląda, co więcej, nazywa wpadką bohatera ostatnich tygodni Bartłomieja Misiewicza.
REKLAMA
– Nie zakładamy, że PiS jest stowarzyszeniem aniołów, bo takich stowarzyszeń nigdzie na świecie nie ma. A władza ma rzeczywiście ogromną siłę demoralizacji – mówi dziennikarzom "Onetu" Kaczyński. – (...) W żadnym razie nie twierdzę, że to się u nas nie może zdarzyć, ale tym różnimy się od naszych poprzedników, że na to reagujemy. I to bardzo twardo" – zaznacza.
Poruszanym w wywiadzie tematem jest dymisja Jacka Jackiewicza i związana z jego działaniami opinia o nepotyzmie i przekrętach w spółkach skarbu państwa. – Taki zarzut jest całkowicie nieuzasadniony (...). Nikt nie ma w oczach moralnego rentgena, żeby z góry ocenić intencje ludzi. Ja też go nie mam – przekonuje prezes PiS. Dodaje też, że tak naprawdę nie ma na wszystko wpływu, jak miało to być w kwestii nominacji w spółkach, bo to "nierealne" i "po prostu śmieszne". Pytany, czy Mateusz Morawiecki zastąpi Beatę Szydło, odpowiada za to tak: Nie ma ludzi doskonałych, wszyscy mamy wady i popełniamy błędy. Ale ja dziś nie widzę powodów, żeby planować jakieś zmiany.
Jeśli chodzi o następcę, Kaczyński nie zaprzecza, że mógłby być nim bliski mu Joachim Brudziński, którego lubi i ceni, ale nie od niego zależy, lecz od partii, czy zostanie jej prezesem w przyszłości. – Mogę tylko doradzić, żeby był to ktoś o długim życiorysie politycznym, i to życiorysie całkowicie jednoznacznym. To dawałoby gwarancję, że partia nie stoczy się ku płaskiemu pragmatyzmowi, nie straci swego ideowego wymiaru – mówi.
Obecny szef PiS wyjątkowo docenia jeszcze pracę ministra Macierewicza. – Jest energiczny, zdecydowany i nie ma takich oporów we wprowadzaniu zmian, które mieli wszyscy jego poprzednicy poza jednym — Aleksandrem Szczygło, ministrem za poprzednich naszych rządów – stwierdza. – Oczywiście, były wpadki takie jak ten nieszczęsny Misiewicz. To się nie powinno było zdarzyć – dodaje. Z drugiej strony, Kaczyński uważa, że były rzecznik zasłużył na złoty medal. Czym? Zaangażowaniem w sprawę szczytu NATO.
źródło: onet.pl
Napisz do autorki: karolina.blaszkiewicz@natemat.pl
