Mecenas współpracujący z MON przy zawieraniu umów dot. zadośćuczynień dla rodzin smoleńskich, miażdży oczekiwania Beaty Gosiewskiej.
Mecenas współpracujący z MON przy zawieraniu umów dot. zadośćuczynień dla rodzin smoleńskich, miażdży oczekiwania Beaty Gosiewskiej. Fot. Przemek Wierzchowski / Agencja Gazeta

Beata Gosiewska domaga się 5 mln złotych zadośćuczynienia z tytułu tragicznej śmierci męża. Jej żądania wzbudzają ogromne kontrowersje, szczególnie, że wiele rodzin "smoleńskich" takich pieniędzy nigdy nie dostanie i nawet na nie nie liczy. Pełnomocnik MON, który zawiera z nimi ugody przekonuje, że i Gosiewska musi zapomnieć o milionach.

REKLAMA
– Są oczekiwania i są realne możliwości – mówi "Super Expressowi" mec. Andrzej Lew-Mirski, współpracujący z ministerstwem obrony narodowej. – Jeśli ktokolwiek dostanie pieniądze, to dzieci. Co do samej pani Gosiewskiej, sytuacja będzie bardziej skomplikowana. Ma prawo wystąpić o taką kwotę, jakiej zażądała – dodaje.
Mirski, zawierający ugody z bliskimi ofiar katastrofy z 10 kwietnia, wyjaśnia, że dotychczas kwoty zadośćuczynień wynosiły od 10 do 250 tys. złotych. Dla europosłanki to zdecydowanie za mało. – Jej oczekiwania nie są realne i chyba musi je zweryfikować – ocenia prawnik.
W 2015 r. Parlament Europejski wypłacił Gosiewskiej 97 tys. euro, po śmierci męża zainkasowała w sumie 750 tys. zł. Ponadto, ma też w posiadaniu papiery wartościowe o wartości ok. 290 tys. zł.
źródło: se.pl

Napisz do autorki: karolina.blaszkiewicz@natemat.pl