
Co miało największy wpływ na podwyżki stawek ubezpieczeń OC kierowców? Ubezpieczyciele mówią o masowym "efekcie Smoleńska". Teraz już każda poszkodowana rodzina chce za śmierć ojca, matki, dziecka 250 tys. złotych.
REKLAMA
– Po katastrofie w Smoleńsku rząd zawarł rodzinami ofiar ugody, wypłacając po 125 tys. złotych odszkodowania i 125 tys. zł zadośćuczynienia. Świadczenia były równe dla wszystkich krewnych: rodzin posłów, senatorów, ale także szeregowych członków załogi. Tym samym rząd wycenił śmierć człowieka w wypadku komunikacyjnym – mówi naTemat ekspert ubezpieczeniowy jednej z firm, która podpisała się pod listem do premier Beaty Szydło w sprawie w sprawie podwyżek OC.
Na tzw. smoleńskie stawki odszkodowań powołuje się dziś większość rodzin ofiar wypadków drogowych. Wcześniej firmy ubezpieczeniowe najwięcej wydawały, jak to określono w branżowym slangu, "na blachę". Po 2010 roku odszkodowanie za śmierć człowieka w Polsce wzrosło z 30-40 do 80 tys. złotych. To kwoty wywalczone w sądzie, dzięki działaniom kancelarii odszkodowawczych. Coraz częstsze są wypłaty 100 czy 150 tys. złotych. Ponadto, tak jak w przypadku smoleńskiej katastrofy, sądy zaczęły wyceniać zadośćuczynienie za cierpienie i ból po stracie członka rodziny.
Temat powraca w najnowszym stanowisku Polskiej Izby Ubezpieczeń w sprawie podwyżek OC.
Główna i w zasadzie jedyna przyczyna jest oczywista - ogromny wzrost wypłat odszkodowań i świadczeń dla poszkodowanych w wypadkach. Co prawda liczba zabitych i rannych w wypadkach spada, ale pojedyncze świadczenia są coraz wyższe, a krąg osób, którym się one należą, coraz szerszy.
Dodaje, iż rzeczą niezbędną jest regulacja wysokości zadośćuczynień. Jego zdaniem brak tej regulacji oznacza wprost brak przewidywalności cen ubezpieczenia i dalsze ich wzrosty. Co ciekawe, sądy rozszerzają krąg osób, którym należy się zadośćuczynienie. Jeśli w wypadku zginął mężczyzna w średnim wieku, to zadośćuczynienie otrzymują jego dzieci, żona, a także rodzice. Po walce w sądzie, bo ubezpieczyciele są nieskorzy do wypłaty.
Efekt Macierewicza
Przeciętnych pokrzywdzonych inspiruje waleczna postawa Beaty Gosiewskiej, która domaga się dla siebie oraz dzieci 5 mln złotych za śmierć męża właśnie w katastrofie smoleńskiej.
Przeciętnych pokrzywdzonych inspiruje waleczna postawa Beaty Gosiewskiej, która domaga się dla siebie oraz dzieci 5 mln złotych za śmierć męża właśnie w katastrofie smoleńskiej.
– Szanse na wywalczenie w sądzie takiej kwoty są nikłe, ale Ministerstwo Obrony Narodowej otworzyło puszkę pandory, podpisując z kilkudziesięcioma rodzinami ofiar katastrofy nowe ugody. Pracuję w ubezpieczeniach wiele lat i nigdy bym się nie spodziewał, że po 6 latach ktoś otworzy na nowo tę sprawę. Klienci czytają gazety. Przychodzą do mnie rodziny ofiar wypadków i żądają dla siebie stawek smoleńskich – komentuje Krzysztofem Kawałowski z firmy Apu.pl, prawnik i specjalista od odszkodowań za wypadki komunikacyjne.
Co roku na polskich drogach ginie około 3 tys. osób. Wypłata rodzinom wyższych kwot odszkodowań niż poprzednio, np. po 100 tys. złotych, przekłada się na 3 miliardy złotych z puli zebranej w OC komunikacyjnym.
Jak zarabiają ubezpieczyciele
Jeśli wziąć pod lupę biznes ubezpieczeniowy, to jego zasady są proste jak drut. Ubezpieczyciel patrzy, ile rocznie wydaje na odszkodowania. Dodaje do tego własne koszty, planuje zysk i te sumy zrzuca na posiadanych klientów. Szacuje przy tym, kto jest najbardziej ryzykownym klientem. Ciekawostka, do grupy wysokiego ryzyka włączono osoby, które dzięki zasiłkom 500+ po raz pierwszy mogły sobie pozwolić na zakup samochodu. Do tej pory firmy przerzucały koszty ostrożnie, bo musiały przy tym zwracać uwagę na ceny konkurentów. Tych jednak ubywa.
Jeśli wziąć pod lupę biznes ubezpieczeniowy, to jego zasady są proste jak drut. Ubezpieczyciel patrzy, ile rocznie wydaje na odszkodowania. Dodaje do tego własne koszty, planuje zysk i te sumy zrzuca na posiadanych klientów. Szacuje przy tym, kto jest najbardziej ryzykownym klientem. Ciekawostka, do grupy wysokiego ryzyka włączono osoby, które dzięki zasiłkom 500+ po raz pierwszy mogły sobie pozwolić na zakup samochodu. Do tej pory firmy przerzucały koszty ostrożnie, bo musiały przy tym zwracać uwagę na ceny konkurentów. Tych jednak ubywa.
PZU przejęło internetowe (i tanie) ubezpieczenia Link 4. W tym roku doszło do połączenia Liberty Ubezpieczenia z AXA. 4 lata temu Warta połączyła się HDI. Kolejny gracz Vienna Insurance ma Compensę i Interrisk. Generali przejęło mocno reklamująca się i rozdającą zniżki firmę Proama.
Teraz firmy ubezpieczeniowe nie są już takie skore do konkurowania na ceny. Dopóki w Polsce pojawiali się nowi gracze, stawki OC musiały być niskie, aby dało się przyciągać klientów. Firmy przymykały oczy na straty w OC (według KNF brakowało nawet 400 mln złotych), bo odbijały sobie zyskiem w polisach autocasco i innych. W ubiegłym roku benzyny do pożaru dolali urzędnicy Komisji Nadzoru Finansowego. Wydali rekomendację, że firmy ubezpieczeniowe nie mogą na koniec roku mieć strat w bilansie ubezpieczeń OC, bo to zagraża bezpieczeństwu poszkodowanych. Na taki sygnał czekała branża. Jeśli każecie nam zarabiać, no dobra, zarabiajmy. Średnia podwyżka stawki OC sięga teraz 37 procent. Fajnie?
Napisz do autora: tomasz.molga@natemat.pl
