Marcin Szczygielski o życiu geja w Polsce: Nigdy nie doświadczyłem dyskomfortu przez to, że jestem gejem

"Nie chciałbym być wrzucony do szuflady pt. "literatura gejowskia".
"Nie chciałbym być wrzucony do szuflady pt. "literatura gejowskia". Facebook/ Marcin Szczygielski
Marcin Szczygielski, jeden z najbardziej płodnych polskich pisarzy. Pisze o podwójnej moralności m.in środowiska gejowskiego. Jest też autorem powieści dla młodzieży. – Teraz chciałbym napisać książkę z perspektywy hetero – mówi w rozmowie z naTemat.


Napisałeś osiem książek dla młodzieży, 17 dla dorosłych. Jesteś jednym z najbardziej płodnych pisarzy w Polsce.

Marcin Szczygielski: Utrzymuję się wyłącznie z pisania. Muszę więc pisać regularnie. W naszym kraju – nawet w przypadku książki, która się dobrze sprzedaje – dochody z niej nie są astronomiczne.

Słyszałem, że z "żyjących pisarzy" na swoich książkach mogą zarobić głównie przedstawicielki tzw. literatury kobiecej.

Nie do końca mogę się z tym zgodzić, bo powieści np. fantasy czy kryminały sprzedają się u nas równie dobrze, a może i lepiej. Najważniejsza jest konsekwencja, bo każda nowa książka jakiegoś autora podnosi zainteresowanie jego poprzednimi publikacjami. Znam oczywiście pisarzy, którzy mobilizują się tylko od czasu do czasu. Ale ja nie wierzę w wenę. Pisanie książek jest zawodem, który trzeba wykonywać regularnie i stale. Na szczęście współprowadzę wydawnictwo, które część z moich książek także sprzedaje. Mam dzięki temu większą kontrolę na tym, co się dzieje z moimi powieściami, ale też zdobywam świadomość tego, jak w ogóle funkcjonuje w Polsce rynek książek.


Wielokrotnie mówiłeś, że kiedy piszesz, zupełnie odizolowujesz się od świata.

Wyjeżdżam nad morze, średnio co pół roku. Odcinam się od świata i zajmują się wyłącznie pisaniem. Kontakt ze mną jest wtedy mocno ograniczony. Potrafię wyłączyć telefon na kilka dni. Ale nie traktuję tego jak wyrzeczenia. Moje życie towarzyskie nigdy nie było specjalnie rozwinięte. Mam bardzo mało przyjaciół, znajomych też niezbyt wielu. Uwielbiam być sam ze sobą i nigdy się nie nudzę.


W Twoich książkach dla młodzieży, także w książce "Za niebieskimi drzwiami" zawsze pojawia się wątek wykluczenia.

Wykluczenie przez chorobę, kalectwo, brak miłości, pochodzenie, czy sieroctwo to uniwersalne, istotne tematy – przewijają się w moich książkach dla dorosłych i młodych czytelników. Problem wykluczenia jest ważny dla mnie i głęboko we mnie tkwi, ponieważ sam byłem dzieckiem nie do końca przystosowanym do realnego świata.


W dzieciństwie także uciekałeś przed rzeczywistością, do własnego świata?

Byłem jedynakiem, moja mama pracowała na dwóch etatach, żeby mi zapewnić w miarę normalne życie. To były czasy komuny, więc łatwo było schować się we własnej rzeczywistości, w której było lepiej niż w prawdziwej. Byłem nieśmiałym dzieciakiem, mało przebojowym i trochę się bałem wszystkiego. Miałem tylko jedną przyjaciółkę i jednego przyjaciela. To byli mi bliscy ludzie, z którymi spędzałem czas. Ale tak naprawdę wolałem siedzieć w domu i czytać książki.

Byłeś odludkiem?

Trochę tak. I buntownikiem. Nienawidziłem jakiejkolwiek formy przymusu – w tym obowiązku nauki w szkole. Mimo przeczytanych tylu książek, programowo źle się uczyłem. Dlatego dzisiaj mam trochę mieszane uczucia, kiedy dowiaduję się, że moje książki wchodzą na listę lektur.

Nie odczuwasz satysfakcji, że powieść "Za niebieskimi drzwiami" została lekturą ?

Również „Arka czasu”, „Czarny młyn” oraz „Czarownica piętro niżej”, która pojawiła się jako jeden z tematów podczas olimpiady polonistycznej. Oczywiście, że jestem z tego dumny, ale też nie chciałbym, żeby młodzi czytelnicy zaczęli podchodzić do moich książek jako do lektur obowiązkowych, a nie do książek czytanych z potrzeby.

Podobała Ci się adaptacja Twojej książki "Za niebieskimi drzwiami"?

Oczywiście, że mi się podobała! Choć nie współtworzyłem scenariusza, a jedynie go konsultowałem, miałem kontakt z pracami nad filmem. Gdy zobaczyłem część zmontowanego materiału, byłem autentycznie zachwycony, ale pomyślałem sobie: „Może nie mam do tego dystansu?". Od wielu lat nie było tak dużej produkcji filmowej dla młodzieży, a to jest olbrzymia pusta nisza, która wręcz domaga się zagospodarowania.

Michał Żebrowski, czyli "Krwawiec" podobał Ci się na ekranie?

Jest zupełnie ukryty pod maską, ale jest to udany zabieg. I jednocześnie dowód kunsztu pana Michała, który grając bez twarzy zbudował tak mocną postać.

Jak doszło do współpracy z Ewą Błaszczyk?

W pewnym stopniu pisałem tę książkę z myślą o pani Ewie Błaszczyk i jej prywatnej tragedii. Kiedy powieść była gotowa, zwróciłem się do fundacji „A kogo?” z pytaniem czy nie zdecydowałaby się objąć patronatem książki „Za niebieskimi drzwiami”. Tak się stało. Cieszę się, że i ekranizacja, w której pani Ewa zagrała główną dorosłą postać, także pracuje na rzecz jej fundacji.

Podobno miałeś nieprzyjemności także po wydaniu "Arki czasu", gdzie główny bohater jest żydowskim chłopcem. To jest przecież książka dla młodzieży !

Nawet byłem zmuszony zlikwidować mój stary adres mailowy, który łatwy był do znalezienia, bo dostawałem na niego anonimowe wiadomości, które odsądzały mnie od czci i wiary za to, że napisałem książkę dla młodych czytelników o Żydach. W ogóle nie byłem przygotowany na taką falę hejtu. Bohaterem książki jest chłopiec żydowskiego pochodzenia, który razem z dziadkiem mieszka w getcie warszawskim.

Dziadek opłaca ucieczkę Rafała z dzielnicy i chłopiec razem z dwojgiem innych żydowskich dzieci ukrywa się na terenie warszawskiego ogrodu zoologicznego. Moim celem było przypomnienie młodzieży, że getto w naszym mieście istniało i próba zainteresowania ich jego historią, tamtymi wydarzeniami. Nie spodziewałem się wybuchu takich negatywnych emocji o podłożu antysemickim.

Podobała Ci się prowokacja Jacka Hugo-Badera, który poszedł na Marsz Niepodległości ucharakteryzowany na czarnoskórego?

W Polsce prowokacje w ogóle są źle odbierane. Myślę, że wynika to trochę z mocno zakorzenionej w Polakach podwójnej moralności katolickiej – jedno pokazujemy światu w drodze na niedzielną mszę i zasiadając w kościelnych ławkach, a co innego robimy sami w domu za zaciągniętymi zasłonami. Prowokacja więc jest niebezpieczna, bo może to zdemaskować.

Ale nie chciałbym wyłącznie narzekać na sytuację w naszym kraju. Uważam, że należy też dostrzegać dobre rzeczy, które się pojawiają ze strony władzy. Na przykład bardzo ucieszyłem się, gdy Pani prezydentowa Agata Duda zdecydowała się objąć osobistym patronatem film „Za niebieskimi drzwiami". Uważam, że to wspaniały gest. Gdy podzieliłem się tą radością na Facebooku, błyskawicznie ubyła mi pewna ilość znajomych. To mnie zdumiało. Jeśli patrzymy na świat wyłącznie kategoriach czerni i bieli, staje się płaski, dwuwymiarowy. Chciałbym wierzyć, że w naszej rzeczywistości każdy może znaleźć miejsce dla siebie, ale będzie to tak naprawdę możliwe tylko wtedy, gdy zaczniemy się nawzajem szanować.

Piszesz odważne książki dla dorosłych, a jednocześnie powieście dla młodzieży. Łatwo Ci zmieniać stylistykę?

W książkach dla dorosłych poruszam tematy, które dotyczą i interesują dorosłych, natomiast w książkach dla młodych czytelników piszę o tym, co jest im bliskie i co ich dotyczy. Od pewnego czasu powstaje coraz więcej moich powieści dla młodzieży ponieważ uważam, że jeśli książka może zmienić człowieka, to szanse na to ma powieść skierowana do młodego czytelnika, któremu może poszerzyć spojrzenie na świat, uwrażliwić go, nauczyć odróżniania dobra od zła, a czasami zwyczajnie pomóc.

W przypadku dorosłego książka – nawet wybitna – nie zmieni jego konstrukcji. Może dać mu najwyżej chwilę zastanowienia. Z drugiej strony, każda nowa książka dla młodzieży to w pewnym sensie debiut, bo dla młodych czytelników nie ma znaczenia nazwisko autora, najważniejsza jest opowieść. Pisząc dla dorosłych, łatwiej osiąść na laurach – jedna, dwie głośne książki zapewniają pisarzowi pozycję na dłuższy czas i nawet jeśli wyprodukuje gniota, wielu czytelników kupi go z racji na nazwisko autora. Pisanie dla młodych czytelników jest znacznie większym wyzwaniem.

Twoje książki opisują problem wykluczenia. Słyszałeś, że według ostatnich raportów polskiego rządu, w Polsce nie ma w ogóle przypadków homofobii?

Uważam, że teraz czas na działanie po stronie środowisk gejowskich. Powinni jasno i wyraźnie powiedzieć, że jest inaczej. Z drugiej strony mam wiele kontaktów z rosyjskimi organizacjami LGBT i uważam, że ich sytuacja jest znacznie bardziej tragiczna. W Polsce nawet za komuny nigdy nie było takiej dyskryminacji wobec środowisk homoseksualnych, jaka teraz ma miejsce w Rosji.

Czy w Rosji są stowarzyszenia walczące z homofobią ?

Istnieją tam takie stowarzyszenia, ale rząd skutecznie komplikuje im, lub wręcz uniemożliwia działalność. Każda inicjatywa związana z informowaniem na temat sytuacji osób LGBT w Rosji natychmiast podciągana jest pod łamanie prawnego zakazu „propagandy homoseksualnej” i karana. Gdy w tym roku próbowano zorganizować w Sankt Petersburgu zakazaną przez władze paradę równości, zdecydowało się wziąć w niej udział... trzynaście osób. Aby uniknąć aresztowania za nielegalne zgromadzenia, każdy z nich musiał stać w odległości 50 metrów jeden od drugiego. To wyglądało naprawdę jak krzyk rozpaczy. Dzięki temu, że mam kontakt z ludźmi próbującymi walczyć z rosyjską homofobią, potrafię docenić, to co mamy w Polsce.
Ale w Polsce geje także nie zgłaszają homofobicznych ataków. Może dlatego oficjalnie nie ma problemu?

Nie jestem odpowiednim człowiekiem, który potrafiłby odpowiedzieć na to pytania. Ja nigdy nie doświadczyłem dyskomfortu przez to, że jestem gejem. Miałem 17 lat, kiedy zrobiłem coming out, przyznałem się do mojej seksualności rodzicom, później też moim przyjaciołom. Nigdy w życiu nie spotkała mnie ani jedna naprawdę nieprzyjemna sytuacja związana z moją orientacją seksualną, więc chyba naprawdę nie jestem dobrym przykładem przeciętnego polskiego geja.

W jednej ze swoich książek "Bingo". Oskarżasz też gejów o hipokryzję. Szczególnie tych, którzy żyją "w ukryciu".

Nigdy nie potrafiłem tego zrozumieć. Chociaż dzisiaj mam trochę inne refleksje na ten temat. Wielokrotnie namawiałem znajomych gejów do coming outu. Dzisiaj uważam, że to był błąd. Jeden z nich – chłopak, który się ujawnił – miał później przez to naprawdę tragiczne przeżycia. Jego matka nie potrafiła tego zaakceptować, próbowała go nawet udusić, kiedy spał. To był chłopak z małej miejscowości.

Łatwiej o coming out, kiedy mieszka się w stolicy. Jest się celebrytą, czy osobą zamożną.

Właśnie dlatego w „Bingo"skupiłem się na celebrytach-kryptogejach, którzy mnie naprawdę denerwowali. Prowadzą udawane życia rodzinne, mają pseudonarzeczone – często nieświadome prawdy – które pokazują reporterom, a jednocześnie w prywatnych sytuacjach towarzyskich użalają się nad sobą, że nie mogą sobie pozwolić na normalne życie.

Może zazdrościli Tobie i Tomkowi, że Wam to jednak łatwo przyszło.

Nie wiem, czy akurat chodziło o zazdrość, czy raczej poczucie zagrożenia zdemaskowaniem. Faktem jest, że niektórzy znani kryptogeje zaczęli nas w pewnym momencie unikać. Być może obawiali się, że po własnym coming oucie planujemy outingi innych? Nigdy nie mieliśmy takiego zamiaru.
Znajomi boją się Twoich kolejnych książek?
Nie sądzę. Chyba jednym z moich kolejnych projektów będzie książka dla dorosłych czytelników napisana z perspektywy mężczyzny heteroseksualnego. To będzie dla mnie spore wyzwanie. Zorientowałem się w pewnym momencie, że myślę o nich stereotypowo, dokładnie tak samo, jak niektórzy heterycy myślą o gejach. Coś w rodzaju: przeciętny facet hetero na pewno nie używa dezodorantu, nie zmienia skarpetek, a interesują go wyłącznie picie piwa, piłka nożna i samochody. Przecież to nieprawda! Dotarło do mnie, że sam wpadam w pułapkę stereotypów, z którymi walczę przez całe życie. Napisanie takiej książki pomoże mi się z niej uwolnić.

Za to wciąż nie ma wielu filmów, które potrafiłby dobrze sportretować środowisko LGBT w Polsce

To prawda. Choć kilku polskich producentów interesowało się moim Berkiem”, a jeden z nich nawet zakupił ode mnie prawa do ekranizacji, ostatecznie kończyło się wszystko konkluzją, że jest to „zbyt delikatny temat". To taki rodzaj cenzury na wszelki wypadek – lepiej nie ruszajmy tematu. Wszystko, co mieści poza mainstreamem, czy jest niewygodne np. dla Kościoła, choć istnieje w naszym kraju i świetnie funkcjonuje, jako temat w przestrzeni publicznej wciąż jest w Polsce problemem. Ale wierzę w to, że z czasem to się zmieni.

Napisz do autora: oskar.maya@natemat.pl