Kłopoty Mazguły. Od gwiazdy KOD-u do upadłego anioła kombatantów i harcerzy

Adam Mazguła zaczął bronić stanu wojennego i raczej pogrzebał karierę opozycjonisty
Adam Mazguła zaczął bronić stanu wojennego i raczej pogrzebał karierę opozycjonisty Fot. Facebook/AdamMazgula
Adam Mazguła zaistniał na firmamencie opozycji w chwili gdy zaczął publicznie i głośno krytykować działania obecnego kierownictwa MON. Ministerstwu mocno działało to na nerwy, ale niewiele mogło emerytowi zrobić. Do czasu, aż ten popłynął swoją wypowiedzią na temat stanu wojennego. Ministerstwo wkurzyło się ostatecznie i zapowiedziało wobec Mazguły kroki prawne. I nie ma się co dziwić.


Chodzi o słowa, jakie padły w czasie zorganizowanego przed sejmem protestu przeciwko tak zwanej „ustawie dezubekizacyjnej”. Otóż były wojskowy, nawiązując do stanu wojennego mówił, że nie działo się wtedy nic złego. – Nie powiem, oczywiście były tam bijatyki, jakieś ścieżki zdrowia, ale generalnie najczęściej jednak dochowano jakiejś kultury w tym wszystkim, w tym całym zdarzeniu. Ja przeżyłem już stan wojenny, byłem już dorosłym oficerem i nie pamiętam, żeby po ulicach działy się jakieś dziwne rzeczy, jakieś szczególne – przekonywał.


Telewizja narodowa nie zostawiła na Mazgule suchej nitki. Teraz zareagowało też Ministerstwo Obrony, i słowami swojego fachowca od dezinformacji Bartłomieja Misiewicza, poinformowało, że występuje do prokuratury w sprawie przestępstwa pochwalenia stanu wojennego.

W swoim emocjonalnym wpisie Misiewicz stwierdził nawet, że emerytowany pułkownik nie ma prawa do publicznego noszenia munduru. Co akurat nie jest do końca prawdą, bo prawo takie ma, ale pod warunkiem, że bierze udział w obchodach uroczystości państwowych lub wojskowych.

Nie da się ukryć, że MON idealnie wykorzystał sytuację, by zaatakować byłego żołnierza, który zyskał rozgłos za sprawą niepochlebnych wypowiedzi pod adresem obecnej władzy. Mazguła krytykował klauzulę sumienia, uczestniczył w Czarnym Proteście w obronie kobiet, bierze udział w marszach KOD, a Macierewicza określił ministrem wojny z narodem.
Emerytowany żołnierz swojego uniformu raczej nie straci, za to najprawdopodobniej będzie musiał od niego odpiąć ,nadany mu zaledwie pół roku temu przez Urząd ds. Kombatantów i Osób Represjonowanych, medal "Pro Patria". Otrzymał go m.in za działalność w Związku Harcerstwa Polskiego na Opolszczyźnie. Związek, mocno zniesmaczony wypowiedzą Mazguły, wszczął już procedurę odebrania odznaczenia. On sam zrezygnował też, z pełnienia funkcji komendanta opolskiego ZHP.


Słowa Mazguły o „kulturze” stanu wojennego to istny koszmar. Koszmar, który będzie się Mazgule odbijacz czkawką jeszcze długo i... to bardzo dobrze. Przyklaskujemy decyzji Macierewicza. Bo nie wolno zapomnieć, choć dokładna liczba ofiar stanu wojennego nie jest znana, to szacuje się, że z rąk tzw. „organów” śmierć poniosło 88 osób, a kolejne 34 opozycjonistów zginęło w niewyjaśnionych okolicznościach okolicznościach.


Choćby więc płk Mazguła przepraszał za to, co powiedział do późnej starości, to karę za te słowa powinien ponieść. Nie ma co do tego wątpliwości.

Napisz do autora: przemyslaw.penconek@natemat.pl