Marszałek Piłsudski miał swój zamach stanu, a generał Jaruzelski – stan wojenny. Żadna degradacja historii nie zmieni

Figura woskowa Wojciecha Jaruzelskiego. Czy po zdegradowaniu generała trzeba będzie odpruć gwiazdki także w Muzeum Figur Woskowych w Krakowie?
Figura woskowa Wojciecha Jaruzelskiego. Czy po zdegradowaniu generała trzeba będzie odpruć gwiazdki także w Muzeum Figur Woskowych w Krakowie? Michał Lepecki /Agencja Gazeta
Minister Antoni Macierewicz zapowiedział odebranie stopni oficerskich generałom Jaruzelskiemu i Kiszczakowi. Sam pomysł bardziej przypomina wrzutkę polityczną z okazji rocznicy 13 grudnia, ale jeśli minister osiągnie swój cel, to może to doprowadzić do niebezpiecznego precedensu.


Co w praktyce będzie oznaczać zdegradowanie generałów? Jedynie to, że wdowy otrzymają niższe emerytury po mężach. Nawet nie trzeba będzie zatrudniać kamieniarza, żeby skuł napis na nagrobku Wojciecha Jaruzelskiego. Obok nazwiska wykuto słowo "żołnierz”, a taki napis jest prawdziwy zarówno w stosunku do szeregowca jak i generała.


Mieszanie w historii może prowadzić do zabawnych sytuacji. Jeśli Antoni Macierewicz odbierze generalskie gwiazdki generałom, może się okazać, że dzieci w szkołach będą się uczyć, iż stan wojenny wprowadzali w Polsce jakiś Wojtek i Czesiek, dwóch szeregowców, którzy zrządzeniem losu pełnili kluczowe funkcje w Wojskowej Radzie Ocalenia Narodowego. Jaruzelski jako generał budził grozę 35 lat temu, jako szeregowiec wzbudzić może co najwyżej uśmiech politowania. Tylko, czy w jakimkolwiek stopniu zmieni to fakt, że stan wojenny odcisnął piętno na milionach Polaków?


Pomysł zdegradowania generałów wygląda na polityczną zemstę po latach. Miałaby ona sens gdyby dokonano jej jeszcze za życia oficerów. Dziś jest już na to za późno. Obaj nie żyją i przed sądem wojskowym już nie staną. Chyba, że w ramach zemsty, za degradacją pójdą jeszcze ekshumacje i wystawienie trumien na widok publiczny.


Historia zna takie przypadki. Papież Stefan VI nakazał wykopać zwłoki swojego poprzednika, papieża Formozusa. Szczątki zostały ubrane w szaty papieskie i rozpoczęto oficjalny proces. Następnie wydano wyrok skazujący, zwłoki zostały pozbawione trzech palców, którymi Formozus udzielał za życia błogosławieństwa, a ciało zmarłego wrzucono do rzeki. Oprócz sprofanowania zwłok miało to też swoje skutki polityczne, Stefan VI miał podstawę do tego, żeby unieważnić wszystkie decyzje poprzednika.

Ciekawostka historyczna

Proces papieża Formozusa spowodował skandal i powszechne oburzenie ludu rzymskiego. Niedługo po zakończeniu procesu papież Stefan VI został zdjęty z urzędu i osadzony w więzieniu, gdzie został uduszony.

Niebezpieczny precedens
Degradacja generałów może stworzyć niebezpieczny precedens. Nie sztuka nagiąć albo złamać prawo i odebrać stopnie dwóm oficerom z powodów politycznych. Ale dlaczego tylko im? W Wojskowej Radzie Ocalenia Narodowego zasiadało 18 generałów i 5 pułkowników, w tym Mirosław Hermaszewski. Choć pierwszy polski kosmonauta został wciągnięty do rady podobno bez wiedzy i zgody, może Antoni Macierewicz zechce udzielić mu amnestii. Ale co z pozostałymi?

Są wśród nich kawalerowie orderów Virtuti Militari i Krzyży Walecznych. Są ludzie, którzy w młodości walczyli o kraj, także w szeregach Armii Krajowej, jak generał Czesław Piotrowski. Jako żołnierz 27 Wołyńskiej dywizji AK bił się z Niemcami i oddziałami UPA. W 2006 roku, podobnie jak pozostali członkowie WRON, został oskarżony przez Główną Komisję Ścigania Zbrodni przeciwko Narodowi Polskiemu – o popełnienie zbrodni komunistycznej polegającej na kierowaniu zorganizowanym związkiem przestępczym o charakterze zbrojnym.

Pomysł z degradacją generałów spotyka się z uznaniem części społeczeństwa i trudno się dziwić. Wiele osób ma w pamięci grozę stanu wojennego i poczucie niesprawiedliwości dziejowej. Bo zdrada narodu polskiego właściwie nie została ukarana, za wprowadzenie stanu wojennego odpowiedział tylko generał Kiszczak, którego skazano na 4 lata pozbawienia wolności w zawieszeniu na 5 lat. Pozostałe postępowania zostały umorzone z uwagi na zły stan zdrowia oskarżonych.

Do dziś nie wiadomo, ile tak naprawdę było ofiar stanu wojennego. Sejmowa Komisja Nadzwyczajna do Zbadania Działalności MSW w 1989 stwierdziła, że spośród 122 niewyjaśnionych przypadków śmierci działaczy opozycji – 88 miało bezpośredni związek z działalnością funkcjonariuszy Ministerstwa Spraw Wewnętrznych. To prawie jedna trzecia liczby ofiar, jakie zginęły w trakcie... przewrotu majowego.

To był zamach stanu i dyktatura
Pucz wojskowy został przeprowadzony w dniach 12-15 maja 1926 roku przez Józefa Piłsudskiego. Marszałek, do którego legendy chętnie odwołują się politycy związani z Prawem i Sprawiedliwością, stojąc na czele grupy wyższych oficerów i wiernych sobie oddziałów wojskowych, dokonał faktycznego zamachu stanu. Doszło do walk, w których zginęło 379 osób, w tym 164 osoby cywilne.

W ocenie wielu historyków Piłsudski dopuścił się puczu, który zakończył okres parlamentaryzmu II Rzeczpospolitej. Skończyła się w Polsce demokracja. Jak twierdzi profesor Tomasz Nałęcz, okres po maju 1926 roku jest mało chwalebną kartą w życiu Piłsudskiego. – Przecież on faktycznie wystąpił przeciwko legalnemu rządowi i Konstytucji. Sprawował swoje rządy w sposób coraz bardziej dyktatorski. Był po prostu dyktatorem – mówi profesor Nałęcz.
Były poseł Andrzej Rozenek na Twitterze zastanawia się, czy w związku z zamachem majowym rząd nie powinien odebrać stopnia wojskowego i prawa do noszenia munduru marszałkowi Piłsudskiemu. Po prawdzie, jeśli Antoni Macierewicz chce prostować historię i wymierzać po latach sprawiedliwość, to nie powinien ograniczać się tylko do wydarzeń najnowszych. Na przestrzeni dziejów znajdzie się wiele innych osób, które dopuściły się zdrady.

16 października 1655 roku młody pułkownik, wraz z innymi oficerami i żołnierzami oddał się pod protekcję króla szwedzkiego Karola Gustawa. Złożył przysięgę na wierność, jako jeden z pierwszych i służył wiernie nowemu panu do marca 1656 roku. Czyli dłużej niż większość szlachty, która w obliczu nieprzyjaciela przeszła na jego stronę. Wielu przysięgało wierność królowi Szwecji, ale właśnie ten pułkownik przeszedł do historii. Dwadzieścia lat później został królem, jako Jan II Sobieski pobił Turków pod Wiedniem.

Zdrajcami okazywali się w naszej historii obywatele i królowie. Czy teraz wszystkich ich będzie weryfikował Antoni Macierewicz, tego nie wiadomo. Pewnym jest jednak, że zapowiedziana degradacja może mieć nieprzewidziane konsekwencje. Jeśli dojdzie do odebrania Jaruzelskiemu i Kiszczakowi stopni wojskowych, to minister otworzy prawdziwą puszkę Pandory. Będzie to jasny sygnał dla polityków, że oto dostają do ręki nowy oręż do walki politycznej. Jakiś emerytowany pułkownik skomentuje posunięcia rządu? Degradacja i utrata wojskowej emerytury będą jedną z możliwych kar w stosunku do krytykanta. Albo choćby zakaz noszenia munduru, jak w przypadku płk Adama Mazguły.

Prawo i Sprawiedliwość przyzwyczaiło nas przez ostatni rok do tego, że politykę kadrową w wojsku prowadzi tak, że gdy któryś generał nie chciał się podporządkować, to otrzymywał dymisję. Teraz może się okazać, że w ślad za nią pójdzie degradacja. Wszystko dlatego, że minister Macierewicz myli zemstę ze sprawiedliwością. Historia już osądziła generałów, a wyrok wydany przez szefa MON w historii niczego nie zmieni.

Napisz do autora: pawel.kalisz@natemat.pl