
Sejmowe protesty opozycji to smutne podsumowanie minionego roku. Ten dla osób, którym nie odpowiada aktualna władza okazał się ciągiem wizerunkowych i politycznych wpadek mniejszych grupowań. W grudniu 2016 roku śmiało można powiedzieć, że opozycja w Polsce istnieje tylko teoretycznie.
Wigilijne żale posła Nitrasa, który skarżył się, że nie może zjeść karpia, bo musi protestować w Sejmie to przykre, ale prawdziwe podsumowanie politycznych walk, które miały miejsce w tym roku. Chociaż w założeniu chodziło o poważne sprawy, jak przegłosowany w niejasny sposób budżet, te ważne sprawy musiały szybko ustąpić miejsca politycznej szopce. Wystawianie tej szopki tak się opozycyjnym partiom spodobało, że robiły to przy każdej okazji. Choćby gdy pod Sejmem rozpoczął się protest dziennikarzy, który został błyskawicznie upolityczniony. Ostatecznie ze słusznych haseł w masowej świadomości zostało przeświadczenie, że ludzie, którzy kilka lat temu wysłali funkcjonariuszy do redakcji "Wprost" dziś upominają się o wolność mediów.

KOD to fanaberia Warszawiaków Nieprzemyślane działania utrwalały tylko brak zaufania w społeczeństwie. Chociaż trudno odmówić racji osobom stającym w obronie Trybunału Konstytucyjnego, to wystarczy rzucić okiem na reportaż Krzysztofa Majaka, by uświadomić sobie, że wyciąganie na sztandary niemal anonimowej instytucji, już na starcie uczyniło z KOD warszawską fanaberię.
W efekcie, kiedy już PiS poszedł na całość, lawirując między socjalnym populizmem, wymuszaniem własnego światopoglądu czy na koniec wypowiadanymi całkiem poważnie groźbami rozwalenia gospodarki, KOD miał już gębę, którą sam sobie przyprawił.
KOD przedstawiano nam jako niezależny ruch obywatelski. Ciężko to traktować poważnie, jeśli niedługo po takiej deklaracji razem z liderem grupy, na barykady wkraczały znajome twarze Radosława Sikorskiego, Bronisława Komorowskiego czy Stefana Niesiołowskiego, których to społeczeństwo dopiero co odsunęło do władzy.

Nowoczesna grozi tylko palcem Nowoczesna, której zdarza się odwalać dobrą robotę w patrzeniu PiS na ręce, niewiele robi, aby przy okazji budować własną siłę. Wypowiedzi Ryszarda Petru zapowiadanego (m.in. przez samego siebie) na nowego charyzmatycznego lidera wykorzystywane są przez internautów jako paliwo do internetowych memów, a jego kolejne wpadki wskazują, że to jeszcze szybko się nie wypali. Na razie Nowoczesna zajmuje się głównie grożeniem Kaczyńskiemu palcem, opowiadaniem o wcześniejszych wyborach i politycznymi przechwałkami, tak jak w przypadku straszenie rządu Trybunałem Stanu. Takie zagrania sprawdziłyby się tylko w alternatywnej rzeczywistości, gdzie PiS nie ma ponad 30 proc. poparcia.
Nierzadko spektakularne okrzyki partii Petru okazują się strzałem w stopę. Rozesłany do mediów sondaż na temat Grzegorza Schetyny okazał się przykładem dość brudnej gry i zwykłą manipulacją. W momencie, w którym na horyzoncie pojawiał się plan Morawieckiego, Nowoczesna była zajęta walką z mową nienawiści. I znów, słusznymi, ale drugorzędnymi sprawami, zajęto się w najmniej odpowiednim momencie.
Lewicowy Korwin na Facebooku Najmniej można zazdrościć elektoratowi lewicy. Ten został obecnie bez żadnej reprezentacji w Sejmie i bez większego wsparcia poza nim. Partia Razem, która zamieszała na scenie przed wyborami to taki lewicowy odpowiednik Korwina, którego największym marzeniem jest dobrnięcie do progu 5 proc. Podobnie jak kolejne partie idola wolnorynkowców, Razem, pomimo nieźle rozbudowanych struktur, najlepiej radzi sobie w zbieraniu lajków na Facebooku. Tutaj nie ma sobie równych – profil grupy to szereg przyjemnych dla oka infografik i mniej lub bardziej pomysłowe viralowe akcje.
Niektóre, jak w przypadku tzw. "ustawy antyterrorystycznej", okazywały się bardzo wartościowe społecznie, inne jednak, albo były bardzo niszowe, albo całkowicie oderwane od rzeczywistości. Nawet z prawej strony widać, że lewica powinna mieć bardziej współczesne i życiowe priorytety.

Czerwona lewica sama się kasuje Tymczasem dawna mainstreamowa lewica w postaci SLD, po spektakularnej klęsce w wyborach przechodzi kuriozalną transformację. Chwilowo namaszczana przez tą partię na prezydentkę Magdalena Ogórek już dawno pożegnała się z czerwonym kolorem, podczas gdy Leszek Miller w sprawach społecznych coraz chętniej zdradza konserwatywny światopogląd. Partię reanimować próbuje Włodzimierz Czarzasty, głównie w strukturach lokalnych i wracając do sprawdzonych obietnic socjalnych. Mimo wszystko, w mijającym roku jeżeli o SLD było głośno to tylko w kontekście ciężkiej choroby rzecznika partii, Tomka Kality.
Z zasięgu wzroku zniknęli też ludowcy. Ambicje były ogromne. Wybrany przed rokiem na szefa Kosiniak-Kamysz zapowiadał rewolucję w partii, wyjście ze wsi i wspieranie ruchów miejskich, a potem była nawet wizja wielkiej koalicji PO-Nowoczesna-PSL.
Odrobinę rozpędu PSL nabrało przy okazji CETA. Kosiniak-Kamysz przypomniał o swoim ugrupowaniu apelami do rządu o powstrzymanie umowy. Bardziej jednak zapamiętano jego postulat zniesienia sankcji wobec Rosji. Dużo lepiej radzi sobie "odsunięty na Twittera" Janusz Piechociński, który uważnie śledzi posunięcia PiS i wszystko skrupulatnie komentuje. Nieoceniony okazał się przy podliczeniu nowych składek ZUS dla przedsiębiorców. Wielka szkoda dla PSL, że wybory nie odbędą się w mediach społecznościowych.
Prawo i Sprawiedliwość swoją siłę zawdzięcza słabości opozycji, która obrała strategię przeczekania, aż partia Kaczyńskiego upadnie sama. Patrząc na sondaże ciężko jednak mieć nadzieję na powtórkę z 2007 roku, a jeśli wszyscy będą czekać z założonymi rękami, to nie będzie komu posprzątać tego bałaganu. Zamiast PR-owych zagrywek wystarczy zadać sobie pytanie "z czym do ludzi".
Napisz do autora: mateusz.albin@natemat.pl
