
Trudno zignorować zdarzenie z przebitą oponą w samochodzie, którym jechał prezydent Andrzej Duda. A jednak, jakby BOR o nim zapomniał i nie wyciągnął żadnych wniosków. Jak donosi "Rzeczpospolita", podobną przygodę miał wicepremier Jarosław Gowin. Tydzień temu, gdy wracał z Zakopanego, jego auto najechało na kamień. A potem, z przebitą oponą, jechało jeszcze 100 kilometrów.
REKLAMA
Według dziennika, do uszkodzenia opony doszło zaraz za Zakopanem. "Informacja o nagłym spadku ciśnienia wyświetliła się kierowcy na desce rozdzielczej. Mimo to auto nie zatrzymało się. Dojechało do Krakowa, gdzie wicepremier przesiadł się do innego samochodu z kolumny prezydenta i nim dojechał do Warszawy" – czytamy.
Autentyczność zdarzenia potwierdził sam minister Gowin, komentując na Twitterze doniesienia "Rz". Nie zaprzeczył. Napisał tylko, że artykuł jest pełen nieścisłości, zarzuty wobec BOR są chybione, a oficerowie wykazali się pełnym profesjonalizmem.
Internet ma już jednak używanie. Tyle tych zdarzeń z samochodami rządowymi, że aż trudno uwierzyć. "To prawda, jechać 100 km z przebitą oponą to jest sztuka" – zareagował na słowa o profesjonalizmie Jarosław Kuźniar. "Zamach goni zamach" – komentują inni.
Przypomnijmy, w samochodzie prezydenta opona strzeliła w marcu ubiegłego roku. Auto zjechało do rowu. Na szczęście uniknęło zderzenia z barierą i innymi pojazdami. Nikomu nic się nie stało.
źródło:rp.pl
