Osądzą 10 nauczycielek za to, że w "Czarny poniedziałek" przyszły do pracy ubrane na czarno. Mogą je wydalić z zawodu

10 nauczycielek z Zabrza wzięło 3 października udział w "Czarnym proteście". Przyszły do pracy ubrane na czarno, teraz mogą zostać surowo ukarane.
10 nauczycielek z Zabrza wzięło 3 października udział w "Czarnym proteście". Przyszły do pracy ubrane na czarno, teraz mogą zostać surowo ukarane. Fot. Sławomir Kamiński / Agencja Gazeta
Tak wygląda demokracja w Polsce w 2017 roku... Jak donosi "Dziennik Zachodni", dziesięć nauczycielek z jednej ze szkół w Zabrzu wkrótce stanie przed komisją dyscyplinarną za udział w ubiegłorocznym "Czarnym proteście" przeciwko projektom ustaw ograniczających prawa kobiet. Za co dokładnie śląskie nauczycielki mogą odpowiedzieć nawet wydaleniem z zawodu? Ich winą miało być ubranie się do pracy na czarno.


3 października Polki masowo wzięły udział w "Czarnym proteście". Wiele kobiet pojawiło się na potężnych demonstracjach zorganizowanych w całym kraju. Część z nich w ramach protestu wzięła urlopy. Te, które nie mogły sobie na to pozwolić, swój sprzeciw wobec rozpatrywanego w Sejmie projektu ustawy ograniczającej prawa kobiet demonstrowały po prostu ubierając się na czarno.


Tak też uczyniło dziesięć nauczycielek z Zespołu Szkół Specjalnych nr 39 w Zabrzu. Przyszły do pracy w czerni, a podczas jednej z przerw zrobiły sobie jeszcze zdjęcie, które jedna z nich zamieściła na Facebooku. Za to wszystko teraz grozi im kara nagany, zwolnienie z pracy lub nawet całkowite wydalenie z zawodu. Już jutro pierwsze postępowanie w tej sprawie odbędzie się przed działającą przy śląskim wojewodzie komisją dyscyplinarną.


– Dziesięć nauczycielek stanie pod zarzutem "publicznego manifestowania swoich poglądów związanych z poparciem dla zorganizowanego w tym dniu na terenie całego kraju protestu dotyczącego zmian przepisów w zakresie prawa do aborcji" – cytuje Annę Kij z Kuratorium Oświaty w Katowicach "Dziennik Zachodni".


Ta sprawa nijak mają się do zapewnień, które padły z ust samej premier Beaty Szydło podczas jej grudniowego orędzia do Polaków niepopierających Prawa i Sprawiedliwości. – Polska jest wolna i demokratyczna (...) Chcecie maszerować – maszerujcie, chcecie protestować – protestujcie – stwierdziła szefowa rządu.

Przypomnijmy jednak, że niektóre Polki słono musiały zapłacić już za samo zgłoszenie chęci wzięcia udziału w październikowym "Czarnym proteście". "Po godzinie mój pracodawca, w obecności innych pracowników, poinformował mnie, że mam wybór: albo przyjdę w poniedziałek do pracy, albo dziś mogę zostawić klucze i telefon" – wspominała jedna z mieszkanek Warszawy, której historię opisywaliśmy w naTemat.

Jeszcze większe kłopoty spadły na organizatorki "Czarnego protestu", które szybko zaczęły być poszukiwane przez prokuraturę. W odpowiedzi na te działania władzy, na siebie jako organizatorów doniosło do organów ścigania kilka tysięcy osób.

Napisz do autora: jakub.noch@natemat.pl

źródło: "Dziennik Zachodni"

Znajdź nas na Znajdź nas na instagramie

Oceń ten artykuł:

Trwa ładowanie komentarzy...

KRAJOBRAZ PO WYBORACH

WYNIKI, ANALIZY, KOMENTARZE