
Ma zaledwie 26 lat, żadnego dyplomu uczelni wyższej, w jego CV większość za najważniejszy punkt uznaje epizodyczną pracę na zapleczu prowincjonalnej apteki. Pomimo tego Bartłomiejowi Misiewiczowi nie tylko udało się sięgnąć po ważną rządową posadę, ale i uzyskać pozycję jednego z najbardziej wpływowych polityków w Polsce, którego ruszyć nie może nawet prezes Kaczyński. Jak kują się takie kadry? Być może odpowiedź znajdujemy w jego licealnej przeszłości.
Jest rok 2007. Przyszły "niezatapialny rzecznik", który wśród wojskowych zyska pieszczotliwy przydomek "Ptyś", chodzi do warszawskiego XII Liceum Ogólnokształcącego im. Henryka Sienkiewicza. I zaczyna się właśnie jego pierwsza ważna walka o władzę. Trwają wybory nowego składu Samorządu Uczniowskiego, a on kandyduje na fotel przewodniczącego tego licealnego organu.
I co tu dużo mówić, jest bezkonkurencyjny w porównaniu z resztą. Magda z 1e skupia się na fajnych Mikołajkach, Wigiliach, Walentynkach i innych okazjach do zabaw. Sebastian z 1a chce reaktywowania szkolnej strony internetowej i sprawniejszej poczty dla zakochanych. Piotrek z 1f też nie porywa postulatem lepszego doinformowania uczniów o olimpiadach przedmiotowych. Kogo zaufanie wzbudzi długowłosy Grzesiu z 1e domagający się automatu do kawy i dyskotek? Czy ten Tomek z 1b, który rzuca jakieś ogólniki o tym, że zawsze przeciwstawi się próbom ograniczenia praw i wolności ucznia...
Na szczęście jest Bartek z 2b, który zachęca do oddania na niego głosu tak:
Bartłomiej Misiewicz
w wyborach do SU XII LO w Warszawie w 2007 roku
Jedynie 17-letni Bartłomiej Misiewicz w tej walce wie też, że profesjonalna kampania wyborcza wymaga nie tylko dobrego pomysłu na życiorys, ale i odpowiedniej oprawy graficznej. Małoletni mąż stanu nie robi więc plakatu wyborczego z fotki z Naszej Klasy jak inni koledzy, tylko dumnie prezentuje się w ten sposób:

Tak szlifowana kariera po 10 latach zaprowadziła go na szczyt. Dziś tamte wspomnienia muszą być dla niego zapewne bardzo miłe. Jak poinformowali naTemat dawni koledzy z klasy Bartłomieja Misiewicza, rywalizację o fotel szefa Samorządu Uczniowskiego w XII LO wygrał wtedy w cuglach. Więcej na temat dawnego kolegi trudno jednak z nich wyciągnąć. Po tylu latach pamięć bywa zawodna i pewnie nie chcą nikogo zdezinformować.
Szczególnie, że gdyby Bartłomiej Misiewicz nie miał już wszystkich rządzących owiniętych wokół małego palca, swoim dawnym programem wyborczym mógłby sam sobie napytać biedy u pryncypałów z Prawa i Sprawiedliwości. Bo 17-letni Bartek z XII LO dał się poznać nie tylko jako fan Artura Zawiszy, ale i... Jurka Owsiaka. "Marzy mi się, aby nasze liceum brało udział w organizacji imprez o charakterze masowym, np. Wielka Orkiestra Świątecznej Pomocy" – pisał.
Jak to jednak mówią, "tylko krowa nie zmienia poglądów"... Najważniejsze przekonania u Bartłomieja Misiewicza pozostały tymczasem niezmienne. "Jestem przekonany, że będę Was godnie reprezentował" – kończył swoją pierwszą poważną ofertę polityczną. I bez wątpienia do dziś nie stracił przekonania, że to co robi, robi godnie... Niezależnie od wieku, dobre samopoczucie jest przecież najważniejsze.
Napisz do autora: jakub.noch@natemat.pl
