
Czy to egzamin przed bierzmowaniem? – pyta prezydent Słupska i zamieszcza zdjęcie z fragmentem tekstu w "Magazynie Stołecznym". Weekendowy dodatek do "Gazety Wyborczej" opisuje, z czym muszą się mierzyć przyjeżdżający z Ukrainy, Białorusi, czy Rosji, aby otrzymać Kartę Polaka.
Robert Biedroń nigdy nie krył, że z lekcji religii ma niezbyt wspomnienia. Opowiadał, jak katechetka targała go za uszy i mówiła, że jest bezbożnikiem. Gdy został prezydentem Słupska, usunął ze ściany swego gabinetu obraz Jana Pawła II (sprawą zajmowała się nawet prokuratura). Nic zatem dziwnego, że kiedy zobaczył, jakie padają pytania na rozmowach dla ubiegających się o Kartę Polaka, zwątpił, czy poradziłby sobie na tym teście.
Jak pisze "Magazyn Stołeczny", w Warszawie mieszka ponad 5 tys. Ukraińców i około 1,5 tys. Rosjan i Białorusinów. Jedni przyjechali tu uciekając przed politycznymi represjami, inni za pracą lub na studia. Wielu z nich ma polskie korzenie. Aby nie płacić za naukę, starają się o Kartę Polaka. A nie jest łatwo ją zdobyć.

Ustawa nie określa zasad takich egzaminów, czy – mówiąc ściślej – rozmów. Wszystko w rękach konsula. Padają zatem dowolne pytania, a wśród nich bardzo wiele dotyczących religii – opowiada gazecie Monika, która mieszka w Mińsku, jest nauczycielką języka polskiego i przygotowuje uczniów do egzaminów na Kartę Polaka.
"Rozumiem, że na Kresach Wschodnich innowiercy i bezwyznaniowcy z dawnym obywatelstwem II RP nie mają prawa do Karty Polaka w IV RP" – tak wpis Roberta Biedronia skomentował jeden z internautów. "Nie dla państwa wyznaniowego" – dodała internautka.
źródło: "Magazyn Stołeczny"
