Jacek Kurski w 1996 roku.
Jacek Kurski w 1996 roku. Fot. Piotr Wójcik / Agencja Gazeta

Prezes TVP odebrał z rąk prezesa Instytutu Pamięci Narodowej Krzyż Wolności i Solidarności. Kurski został doceniony za swoją "działalność na rzecz niepodległości i suwerenności" Polski w czasach PRL. Sprawdziliśmy, co Kurski rzeczywiście robił w tamtych czasach. Wniosek jest jeden: szkoda, że taka karta z minionych lat dzisiaj jest symbolem tego, co najgorsze w polskiej prawicy. I jak zauważył wicemarszałek Senatu Bogdan Borusewicz, jeśli Jacek mógł dostać Krzyż, to należy się on również jego bratu Jarosławowi, obecnie wicenaczelnemu "Gazety Wyborczej".

REKLAMA
Krzyże w trakcie poniedziałkowej uroczystości w Bydgoszczy razem z Jackiem Kurskim odebrało w sumie 20 opozycjonistów oraz rodziny dwóch osób uhonorowanych pośmiertnie. To odznaczenie stosunkowo młode, bo ustanowione 5 sierpnia 2010 roku przez Sejm. Pierwszy raz Krzyże Wolności i Solidarności nadano niecały rok później – w czerwcu 2011 roku w Radomiu. Akurat przypadała 35. rocznica protestów społecznych w tym mieście.
Krzyż nadaje prezydent na wniosek prezesa IPN, a swojej radości z odznaczenia nie krył wczoraj sam zainteresowany, czyli prezes TVP Jacek Kurski. – Byłem w podziemiu od pierwszego dnia stanu wojennego do 1989 roku. Aktywnie działałem. To było dla mnie czymś tak świętym, bezinteresownym, niewinnym, pięknym i szlachetnym, że nigdy się tym nie chwaliłem – mówił już po uroczystości.
Czym Kurski zasłużył na wyróżnienie? Swoją młodzieńczą działalnością. Przyszły polityk, choć był na początku lat 80. jeszcze nastolatkiem, na miarę swoich możliwości rzeczywiście zaangażował się w działalność opozycyjną.
Nie miał jeszcze dwudziestu lat
– Dobrze go pamiętam – mówi naTemat Bogdan Borusewicz, obecnie wicemarszałek w Senacie i legenda "Solidarności" z lat 80. – To jest inne pokolenie, ale wiem, że działał w "Topolówce" w Gdańsku. W tamtym liceum była grupa młodzieży, to była połowa lat. 80., byli tam też bracia Kurscy – dodaje.
"Topolówka", czyli gdańskie III LO im. Bohaterów Westerplatte, to szkoła, która była przepełniona patriotyzmem. I jednocześnie kuźnia kadr przyszłej III RP. Tę szkołę ukończyli bowiem nie tylko bracia Kurscy (Jacek był jej uczniem w latach 1981-1985), ale i… trzech innych prezesów TVP: Marian Terlecki, Wiesław Walendziak oraz Janusz Daszczyński. Mało? Szkołę skończyli także m.in. Piotr Semka, Jan Wejchert czy… Aneta Kręglicka, polska miss świata. Przyszłych biznesmenów, lekarzy, aktorów, reżyserów i innych powszechnie znanych dzisiaj osobistości przez szkołę przewinęło się znacznie więcej.
W tych warunkach Kurski działał wyjątkowo aktywnie. Był członkiem "paczki", która nadawała ton szkolnemu życiu. – Byli (Jacek i Jarosław – red.) w grupie rówieśniczej, działali aktywnie. Wydawali gazetkę "Topolówkę", organizowali przerwy milczenia, to była cała grupa. Był tam też Mariusz Wilczyński – wspomina Borusewicz.
Gazeta, radio, ulotki, protesty
"Topolówka" to krótka nazwa "Biuletynu Informacyjnego Topolówki". Jacek Kurski jako nastoletni chłopak był jednym z autorów pisma, które ukazywało się regularnie od jesieni 1982 roku. Bibuła była kolportowana wśród uczniów tej szkoły. Jacek do gazetki pisał, był członkiem zespołu redakcyjnego, odpowiadał także za druk. Być może wtedy odkrył w sobie zacięcie do dziennikarstwa (choć koniec końców został bardziej politykiem), bo poza gazetką Jacek Kurski angażował się również w tworzenie nielegalnego radia "BIT". W ciągu dwóch lat udało się przeprowadzić kilka transmisji.
W szkole zawsze było o nim głośno – a może raczej cicho. Po wprowadzeniu stanu wojennego organizował "ciche przerwy". To był milczący protest uczniów wobec wydarzeń w Polsce.
Za to na mieście było o nim słychać. – Osobiście go nie spotykałem, ale wiedziałem o jego działalności, obserwowałem. Po prostu wiedziałem co się dzieje w mieście. Ale bezpośrednio nie miałem kontaktu z nim. Z tej grupy miałem tylko kontakt z Wilczyńskim, bo on był ich liderem – kontynuuje Borusewicz.
Po ukończeniu szkoły Jacek Kurski nie skończył jednak swojej pracy dziennikarskiej. – Zaczął nawet redagować tygodnik polityczny "Solidarności" w czasie pauzy Macieja Łopińskiego. Ten kontakt był nawiązany przez żonę Łopińskiego, która była bibliotekarką w tym liceum – wyjaśnia były marszałek Senatu.
I rzeczywiście – Kurski w latach 1987-89 wchodził w skład redakcji pisma "'Solidarność' Pismo Regionu Gdańskiego", ponadto współpracował z radiem "Solidarność Walcząca". Na dodatek często ryzykował – przez większość lat 80. zajmował się kolportażem nielegalnych ulotek i podziemnych wydawnictw na terenie Trójmiasta.
Wreszcie zaczęła się przemiana ustrojowa. Już w schyłkowym okresie PRL aktywnie działał w Stoczni Gdańskiej, gdzie był autorem i redaktorem prasy strajkowej. Organizował także m.in. dostawę sprzętu i materiałów poligraficznych.
Potem było już tylko gorzej
– O jego dalszej karierze mam jak najgorsze zdanie. Jako o polityku już w czasie, kiedy był w sejmiku (wojewódzkim – red.), i w dalszych latach – zastrzega jednak Borusewicz. Kurski w wolnej Polsce szybko skręcił na prawo i związał się z Porozumieniem Centrum, a więc Jarosławem Kaczyńskim.
Borusewicz zwraca uwagę na jeszcze jeden aspekt – na opozycyjną działalność brata Jacka Kurskiego, Jarosława. Obaj byli w tej samej szkole, działali w niej razem, aż do 1989 każdy z nich działał w podziemiu. Dopiero potem ich drogi zaczęły się rozchodzić.
– Ale Jarosław Krzyża nie dostał – śmieje się Borusewicz. Zapewne wynika to z tego, że obecnie pracuje w "Gazecie Wyborczej", a to dla obecnych władz wystarczający argument, żeby zapomnieć o jego zasługach. Jacek też się o brata nie upomniał. – Dziwię się, że jego brat nie dostał tego Krzyża, bo oni byli we dwójkę – podsumowuje polityk.

Napisz do autora: piotr.rodzik@natemat.pl