Jarosław Kaczyński zamiast przyjąć rolę nie tylko lidera partii wolał przyjąć pozycję arbitra. Pozostaje w cieniu, a faktycznie rządzi. Wizyta w Londynie obnaża marginalną rolę  rządu.
Jarosław Kaczyński zamiast przyjąć rolę nie tylko lidera partii wolał przyjąć pozycję arbitra. Pozostaje w cieniu, a faktycznie rządzi. Wizyta w Londynie obnaża marginalną rolę rządu. Fot. Sławomir Kamiński / Agencja Gazeta

Z niedowierzaniem przeczytałem o wizycie Jarosław Kaczyńskiego w Londynie. Nie premier, czy minister spraw zagranicznych tylko poseł jedzie rozmawiać szefową rządu Wielkiej Brytanii. Nawet, gdy chodzi o szczególnego posła, jak lidera partii rządzącej, ta wizyta jest niezrozumiała. Musiałem zapytać politologa, czy moje oburzenie to już przewrażliwienie.

REKLAMA
W rozmowie z naTemat Lech Kosiak, który odmówił przyjęcia medalu od prezydenta Andrzeja Dudy powiedział słowa, które mnie zastanowiły. Niestety, po informacji o wizycie Jarosław Kaczyńskiego w Londynie wydają się jaskrawą analizą. Kosiak stwierdził, że obecna sytuacja przypomina czasy PRL-u, gdy to sekretarz partii podejmował decyzje, a rządzenie krajem odbywało się poza Sejmem.
Zapytałem Lecha Kosiaka, co sądzi o wizycie lidera Prawa i Sprawiedliwości w Londynie. – Wizyta Kaczyńskiego, a nie premiera czy ministra spraw zagranicznych jaskrawo to obrazuje, że mamy rządy jak w PRL-u. To policzek dla nas wszystkich. A przede wszystkim ze strony premier May, bo przyjmuje na najwyższym szczeblu posła. Tym samym miesza się w nasze sprawy – komentuje Lech Kosiak.
Zaakceptowaliśmy teatr marionetek
Wizyta w Londynie pokazuje też, kto rządzi w kraju i oczywiście, nie jest to niczym odkrywczym. Inna sprawa, że zaakceptowaliśmy nienormalność.
– Wizyta Kaczyńskiego w Londynie jest ogłoszeniem abdykacji premier Szydło. To kolejny akt teatru marionetek. On oszukuje opinię publicznością, że nie rządzi, a faktycznie wszystkie decyzje premier i prezydenta są decyzjami podjętymi na Żoliborzu – ocenia poseł opozycji, Borys Budka.
Mentalność z przeszłości
Ocena z punktu widzenia posła opozycji z oczywistych powodów może być nieobiektywna. Dlatego rozmawiam z politologiem, Wawrzyńcem Konarskim. – Rozumiem pana oburzenie wizytą Jarosława Kaczyńskiego w Londynie, ale mi jako politologowi nie wypada się oburzać, tylko analizować. Dla mnie polityka jest grą interesów. I tak rozpatruję wizytę – tłumaczy.
Przyznaje jednak, że w powojennej Europie trudno o przykład lidera partii, który na swoje barki nie przyjął odpowiedzialności za kierowanie rządu. – Jest to interesujące w relacjach zewnętrznych. Obecny styl polityki jest typowy dla mentalności Kaczyńskiego i jego obozu. Zapatrzony jest w osobę marszałka Piłsudskiego – komentuje Konarski.
Obecna sytuacja przypomina mu analogię z przedwojennymi rządami obozu sanacji. Marszałek pozostawał w cieniu, chociaż faktycznie rządził. – Prezes stawia się w roli arbitra. Wygodnej dla siebie roli – dodaje.
Nie wyciąga wniosków
Jarosław Kaczyński wychynął z Żoliborza. Zdaniem Konarskiego, wyjazdem do Londynu prezes ewidentnie usiłuje ratować nadszarpniętą pozycję rządu. Ekipa PiS poniosła porażkę w sprawie Donalda Tuska. Niestety, poza analogiami z rządami sanacji, nasuwa się analogia z przedwojennymi sojuszami z Wielką Brytania. – Kaczyński wiele nie uzyska, poza kurtuazyjnymi uśmiechami i zapewnieniami o współpracy. Prezes, jak i inni politycy, nie wyciągają żadnych wniosków. Łapią się na grę pozorów Londynu. Tymczasem kierowanie się kategorią interesu w polityce brytyjskiej jest naturalne – podkreśla politolog.

Napisz do autora: wlodzimierz.szczepanski@natemat.pl