"Gwiazdy" - film inspirowany historią Jana Banasia.
"Gwiazdy" - film inspirowany historią Jana Banasia. Fot. Robert Jaworski / Kino Świat

Przed seansem tego filmu nazwisko Banaś mówiło mi niewiele, pewnie inaczej niż fanom piłki nożnej. Jan Kidawa-Błoński wziął z jego futbolowej biografii to, co najciekawsze i stworzył na wskroś uniwersalną historię pod tytułem "Gwiazdy". Historię o marzeniach i cenie, jaką się za nie płaci. Jeśli chcesz od życia czegoś więcej, to "Gwiazdy" są dla ciebie.

REKLAMA
Prawda i fikcja
"Wszystko czego sobie życzymy, o czym myślimy, z pewnością nam się przydarzy. Sęk w tym, że zawsze za późno i zawsze jakoś inaczej" – pisze w "Dwunastu kręgach" Jurij Andruchowycz. Życzeniem Jana Banasia była wielka kariera na boisku. Jak wielu chłopców z otwartą buzią przyglądał się biegającym po murawie piłkarzom, myśląc: "Kiedyś będę robić to samo". I robił. Jak? No właśnie.
Mówi się, że życie pisze najlepsze scenariusze. Oto jeden z nich: Hans (później przechrzczony na Jana) - syn Polki i Niemca zostaje prawoskrzydłowym reprezentacji, którego gol dał prowadzenie w meczu z Anglią w Chorzowie w 1973 roku. Jego świat wypełniało wszystko, co społeczeństwo mogło sobie wtedy tylko wyobrażać. Nie narzekał na brak zainteresowania i pieniędzy. Ale to nie on kojarzy się z "orłami Górskiego", jest raczej człowiekiem, który ledwie liznął sukcesu. Linkę między punktem A i B - wygraną i porażką - rozciągnął Kidawa-Błoński, doskonale mieszając prawdę z fikcją.

Kim jest Jan Banaś?

W latach 1964-1973 zaliczył 31 oficjalnych spotkań w reprezentacji Polski, zdobywając w nich 7 bramek. Wystąpił m.in. w meczu z Anglią na Stadionie Śląskim w Chorzowie w czerwcu 1973, wygranym przez Polskę 2:0 (pierwsza bramka tego meczu, zaliczona oficjalnie Gadosze, bywa niekiedy przypisywana Banasiowi). Banaś nie znalazł się jednak w kadrze na mistrzostwa świata w 1974, podobnie jak dwa lata wcześniej w kadrze olimpijskiej z przyczyn pozasportowych, gdyż po jego ucieczce z 1966 roku polskie władze uniemożliwiały mu wyjeżdżanie z reprezentacją Polski do Niemiec, choć pozwalały mu tam wyjeżdżać z klubem; zarówno igrzyska olimpijskie w 1972 r., jak i mistrzostwa świata w 1974 r. odbywały się właśnie w Niemczech.

za Wikipedią
Główna rola przypadła Mateuszowi Kościukiewiczowi. Ten od początku prowadzi ją spokojnie. Szkoda, bo filmowa opowieść zaczyna się od rozlewu krwi w strugach deszczu. Polska gra z Niemcami. Policja zgarnia Banasia ze stadionu. Ale jemu nie zależy, zakrwawiony nóż mówi wszystko. Każdy posterunkowy Szwab jest przeciwko niemu. Prawie. Jeden usłyszy, co go na ten niemiecki stadion sprowadziło.
logo
"Gwiazdy" napędza wątek miłosnego trójkąta między Janem, Ginterem i Marleną. Fot. Kadr z filmu "Gwiazdy" / YouTube
Wybór Jana
Głosem z offu filmowy Banaś snuje swoją opowieść. Zaczyna od matki-Polski, kochającej Niemca. Owocem uczucia był on. Długo nieakceptowany przez ojca, buduje swoją tożsamość z tego, co ma. Normalne jest mówienie niemczyzną, normalne wydaje się trzymanie ze zdradzoną żoną, której jedzenie przynosi kochanka. Kiedy chłopak trafia do Zabrza dalej żyje bez etykietek, choć to, co niemieckie z miejsca jest złe. Po swojej stronie będzie mieć jednak dobrego ducha - rówieśniczkę Marlenę. Swoją pierwszą i jedyną miłość. Będzie mieć i kumpla, Gintera.
Śląsk lat 60. i 70. mimo swojej szarości bucha kolorami. Kolorowe są marzenia trójki bohaterów i ich relacja. Chłopców łączy miłość do piłki, łączy też uczucie do Marleny. Nietrudno zorientować się kogo uczuciem darzy ona. Niestety, wydaje się ono z góry skazane na porażkę. Bo jak można kochać osobę, z którą żyje się pod jednym dachem? Piłka staje się więc dla Janka ucieczką. Z Ginterem u boku sądzi, że dotknie gwiazd, choć już wtedy czuć kiełkującą między nimi nienawiść.
Przed kumplami wreszcie otwierają się drzwi, tyle że dla dwóch są zbyt ciasne. Janek kierowany zazdrością wybiera drogę, z której nie będzie odwrotu. Zostawia Gintera za sobą i pnie się w górę. Tego sobie życzył i to osiągnął, ale daleko mu do spełnionego człowieka. Robi dobrą minę, a stawką gry jest coś więcej niż puchar i wiwat tłumu.
Piłka ciągle w grze
Ktoś powiedział kiedyś: "Uważaj, o czym marzysz, bo możesz to dostać". Janek jest dorosły i sławny, to czego dostać nie może rekompensuje sobie imprezami i przypadkowym seksem. Chce więcej i więcej. Tymczasem Ginter ma coraz mniej. Dlatego to, co dzieje się na boisku zaczyna blaknąć i tracić na znaczeniu. Emocje wylewają się z ekranu. Ale kiedy ten wątek (na moment) się urywa, sportowa rywalizacja nie jest wcale mniej ważna.
logo
Jan jest królem życia, nie różni się wcale aż tak od współczesnych gwiazd piłki. Fot. Robert Jaworski / Kino Świat
Kidawa-Błoński czarno-białymi wstawkami oddaje hołd piłkarskim legendom i ludziom, którzy z wypiekami na twarzach śledzili każdy mecz. Uwydatnia uczucia towarzyszące nam również dzisiaj, gdy "nasi" walczą do końca. Tak samo przeżywamy ich zwycięstwa i porażki, tak samo chcemy ogrzać się w blasku gwiazd boiska. Sława, jaką się cieszą ma inną skalę, ale nadal wywołują podobne emocje. Banaś to trochę Lewandowski.
Jego historia przypomina górską kolejkę - raz jest na górze, raz na dole. Łatwo się z nim utożsamić, nawet jeśli Kościukiewicz sprawia wrażenie, jakby kompletnie go ta rola nie obchodziła. A oczekiwałoby się, że to on "zrobi" ten film. Dobrze więc, że miał partnerów - Magdalena Cielecka i Eryk Lubos (matka i ojczym Jana) pełnią funkcję moralizatorską. Monolog aktorki w jednej z kluczowych scen to prawdziwa perełka. Zapamiętuje się ją, tak jak epizody Adama Woronowicza i Pawła Deląga.
Szczególnie dużo obrazowi, jeśli nie wszystko dał z siebie Sebastian Fabijański. Paradoksalnie, im bardziej się stacza, tym bardziej mu się kibicuje. Razem z nim chce się upić, krzyczeć z bezsilności i płakać. Może dlatego, że każdemu przynajmniej raz coś nie wyszło i marzenie trafił szlag. Karolina Szymczak natomiast zaskakuje, korzystając w pełni z każdej ekranowej minuty i jest równorzędną partnerką dla Kościukiewicza i Fabijańskiego. Żadna z niej typowa dziewczyna piłkarza.
logo
W aktorskim pojedynku Kościukiewicz-Fabijański wygrywa ten drugi. Fot. Robert Jaworski / Kino Świat
Kawałek po kawałek każdy, bardziej lub mniej, buduje "Gwiazdy" - film, który przyciągnąłby i bez piłkarskiego wątku, choć odniesienia do niego mają wielki urok, ale nie o piłkę w nim chodzi. Kidawa-Błoński opowiada o dążeniu do celu, czasem za wszelką cenę. Stworzył obraz nakreślony tak samo słodkim zwycięstwem, co trudną do przełknięcia porażką. "Gwiazdy" są tym, czego w polskim kinie nie było od "Wszystko, co kocham". I dobrze, że jest.

"Gwiazdy" - fabularyzowana opowieść o Janie Banasiu wejdzie na ekrany kin 12 maja
Dystrybucja: Kino Świat