
"Wprost" jest kolejnym tygodnikiem, który powoli wycofuje się z udostępniana treści na swojej stronie internetowej za darmo. Od dzisiaj za wybrane artykuły, które czytelnicy będą chcieli przeczytać on-line, a nie w papierowej wersji tygodnika, trzeba będzie zapłacić. Ciężko jednak mówić o rewolucji w podejściu Polaków do sięgania w głąb kieszeni. - To działanie czysto wizerunkowe. Takie balony próbne, które wypuszczają wydawcy - mówi naTemat Tomasz Boguszewski z fundacji Bezpieczniej w Sieci.
Jedynie 20 procent Polaków, korzystających aktywnie z internetu nie ma nic przeciwko zapłaceniu za treści publikowane online. Nie chodzi tylko o artykuły dziennikarskie, ale także szeroko pojęte multimedia, czyli: muzykę, filmy, gry komputerowe. To wyniki badań, które na przełomie 2011 i 2012 roku przeprowadziła organizacja Bezpieczniej w Sieci.
Grzech pierworodny został popełniony w momencie narodzin internetu. Nikt nie spostrzegł w nim potencjału biznesowego, wszyscy zaczęli wrzucać do niego wszystko za darmo nie zdając sobie sprawy z długofalowych konsekwencji
Fakt, że już kolejny z polskich tygodników opinii zdecydował się na zmianą polityki płatności za swoje artykuły w internecie stawia pytanie, czy Polacy w końcu przekonali się do płacenia za teksty on-line. - Nie wiadomo, jaką mają strategię na ten rodzaj dystrybucji treści, ale jeżeli jest robiony tak, jak robią to inne tytuły to trudno tu o przełom - mówi Radek Zaleski, dyrektor spraw rozwoju w CDProject, dawniej szef serwisu Technologie w grupie Gazeta.pl.
- Drugi typ treści, za które internauci są w stanie potencjalnie zapłacić to produkty swoich ulubionych autorów, z którymi są związani emocjonalnie. Płacą, żeby interesujące ich treści powstawały - tłumaczy ekspert. Łatwo dojść do wniosku, że w takim przypadku poczytnym blogerom byłoby łatwiej swoich czytelników namówić do płacenia za dostęp do bloga, aniżeli wielkiemu tygodnikowi. - Tygodniki opinii są w tym przypadku bezpłciowe. No może poza "Polityką", która jest bardziej wyrazista niż inne - dodaje.
Internauci są skłonni zapłacić za wiedzę przydatną, poradnikową. Raczej nie opinie, a konkretne dane, a tygodniki takich rzeczy nie generują.
Pulitzer dla HuffPosta. Początek dominacji mediów internetowych? Niekoniecznie
Tomas Boguszewski potwierdza, że twierdzenie iż przekonaliśmy się do płacenia za treści w internecie jest stwierdzeniem na wyrost. - To są balony próbne, które wypuszczają wydawcy. Po prostu nie mogą sobie pozwolić na ignorowanie e-dystrybucji, z której korzystają atrakcyjni czytelnicy: wykształceni z dużych miast, z zarobkami powyżej średniej - słyszymy.

