Fot. Dulnan / Flickr.com bit.ly/Nw6Tjr / CC BY bit.ly/TO79Y

"Wprost" jest kolejnym tygodnikiem, który powoli wycofuje się z udostępniana treści na swojej stronie internetowej za darmo. Od dzisiaj za wybrane artykuły, które czytelnicy będą chcieli przeczytać on-line, a nie w papierowej wersji tygodnika, trzeba będzie zapłacić. Ciężko jednak mówić o rewolucji w podejściu Polaków do sięgania w głąb kieszeni. - To działanie czysto wizerunkowe. Takie balony próbne, które wypuszczają wydawcy - mówi naTemat Tomasz Boguszewski z fundacji Bezpieczniej w Sieci.

REKLAMA
Płacenie za treści to wciąż trudny temat. Jeszcze kilkanaście lat temu sama wizja zapłacenia za artykuł w sieci byłaby przez Polaków wyśmiana. Teraz, wielu z nas z taką opcją się już oswoiła, ale wciąż nie kwapi się, żeby wykładać pieniądze na coś "co przecież jest za darmo".
Chcemy wiele za niewiele
Jedynie 20 procent Polaków, korzystających aktywnie z internetu nie ma nic przeciwko zapłaceniu za treści publikowane online. Nie chodzi tylko o artykuły dziennikarskie, ale także szeroko pojęte multimedia, czyli: muzykę, filmy, gry komputerowe. To wyniki badań, które na przełomie 2011 i 2012 roku przeprowadziła organizacja Bezpieczniej w Sieci.
Tomasz Boguszewski
eksper z fundacji Bezpieczniej w Sieci

Grzech pierworodny został popełniony w momencie narodzin internetu. Nikt nie spostrzegł w nim potencjału biznesowego, wszyscy zaczęli wrzucać do niego wszystko za darmo nie zdając sobie sprawy z długofalowych konsekwencji

- To bardzo niewiele w stosunku do ponad 18 milionów internautów. Poza tym ceny, które polscy internauci są gotowi zapłacić są bardzo niskie. Na tyle niskie, że jestem w stanie powiedzieć, iż sprzedawanie pojedynczych treści praktycznie się nie opłaca. Wolimy kupować hurtowo, bo wtedy przelicznik jest znacznie korzystniejszy - mówi Tomasz Boguszewicz, ekspert fundacji Bezpieczniej w Sieci.
"Wprost" zdecydował się się na korzystanie z mikropłatności Znak-it! Czytelnicy po wcześniejszym uzupełnieniu portfela "znakami", będą mogli płacić za poszczególne artykuły, a nie za całe e-wydanie tygodnika, dostępne on-line. To swojego rodzaju elektroniczna waluta. Wprowadzenie płatności poszło w parze z odświeżającą zmianą strony internetowej, której tygodnik nie mógł doczekać się od lat.
Płonne nadzieje wydawców
Fakt, że już kolejny z polskich tygodników opinii zdecydował się na zmianą polityki płatności za swoje artykuły w internecie stawia pytanie, czy Polacy w końcu przekonali się do płacenia za teksty on-line. - Nie wiadomo, jaką mają strategię na ten rodzaj dystrybucji treści, ale jeżeli jest robiony tak, jak robią to inne tytuły to trudno tu o przełom - mówi Radek Zaleski, dyrektor spraw rozwoju w CDProject, dawniej szef serwisu Technologie w grupie Gazeta.pl.
Według naszego rozmówcy treści najbardziej pożądane przez internautów to nie te, które oferują tygodniki opinii. - Internauci są skłonni zapłacić za wiedzę przydatną, poradnikową. Raczej nie opinie, a konkretne dane, a tygodniki takich rzeczy nie generują - mówi Zaleski, który na swoim blogu wprowadził niedawno mikropłatności. I jak mówi, to właśnie tekst informujący, ile można na tym zarobić, sprzedawał się u niego najlepiej.
Konkret tak, lanie wody nie
- Drugi typ treści, za które internauci są w stanie potencjalnie zapłacić to produkty swoich ulubionych autorów, z którymi są związani emocjonalnie. Płacą, żeby interesujące ich treści powstawały - tłumaczy ekspert. Łatwo dojść do wniosku, że w takim przypadku poczytnym blogerom byłoby łatwiej swoich czytelników namówić do płacenia za dostęp do bloga, aniżeli wielkiemu tygodnikowi. - Tygodniki opinii są w tym przypadku bezpłciowe. No może poza "Polityką", która jest bardziej wyrazista niż inne - dodaje.
Ekspert z fundacji Bezpieczniej w Sieci tłumaczy, że czytelników można przekonać tylko i wyłącznie jakością. - Należy się pogodzić z tym, że płatności nie zyskają masowej popularności. Przyszłością jest skupienie niewielkiej, ale oddanej grupy użytkowników, która za produkt jest w stanie zapłacić znacznie więcej, jeżeli będzie on do płacącego ściśle dostosowany - słyszymy od Tomasza Boguszewskiego.
Radek Zaleski

Internauci są skłonni zapłacić za wiedzę przydatną, poradnikową. Raczej nie opinie, a konkretne dane, a tygodniki takich rzeczy nie generują.

Wprowadzenie płatności za treści online jest dla tygodników raczej zabiegiem wizerunkowym. – Ciężko w ich przypadku o rentowność, sprzedaż musiałaby być naprawdę ogromna, a ludzie nie są przyzwyczajeni, żeby za to płacić - mówi Radek Zaleski. Nie znaczy to jednak, że polscy internauci nigdy nie przekonają się do tego rodzaju zakupów. Jak mówi nasz rozmówca, w przyszłości na pewno będzie to robione z większym powodzeniem niż teraz, ale nie wygeneruje zysków w tej skali co zwykłe, papierowe wydanie - słyszymy.

Pulitzer dla HuffPosta. Początek dominacji mediów internetowych? Niekoniecznie
Pytanie warte miliony
Tomas Boguszewski potwierdza, że twierdzenie iż przekonaliśmy się do płacenia za treści w internecie jest stwierdzeniem na wyrost. - To są balony próbne, które wypuszczają wydawcy. Po prostu nie mogą sobie pozwolić na ignorowanie e-dystrybucji, z której korzystają atrakcyjni czytelnicy: wykształceni z dużych miast, z zarobkami powyżej średniej - słyszymy.
Na płatną dystrybucję treści w internecie zdecydowała się również po części "Gazeta Wyborcza", która za namową czytelników uruchomiła e-wersję "Magazynu Świątecznego". Jak mówi nam Michał Gwiazdowski, kierownik ds. mediów cyfrowych "Wyborczej", grupa jest zadowolona z tego posunięcia.
– Szczególnie z tego, że nadspodziewanie wielu czytelników wykupiło abonament roczny. Cieszy nas to, bo jest potwierdzeniem zaufania do marki i przekonania, że oferujemy i dalej będziemy oferowali ciekawe, jakościowe treści podane w wygodny dla czytelnika sposób. Zainteresowanie płatnym dostępem online przerosło nasze oczekiwania - słyszymy od Michała Gwiazdowskiego.
Odpowiedź na pytanie, jak przekonać internautów do płacenia za treści w internecie jest warte miliony. - Grzech pierworodny został popełniony w momencie narodzin internetu. Nikt nie spostrzegł w nim potencjału biznesowego, wszyscy zaczęli wrzucać do niego wszystko za darmo nie zdając sobie sprawy z długofalowych konsekwencji. Jeżeli ktoś przez dziesięć lat jadł śniadanie za darmo, to z dnia na dzień ciężko, żeby zaczął za nie płacić - kwituje Tomasz Boguszewski z Bezpieczniej w Sieci.
My uspokajamy, u nas planów pobierania jakichkolwiek opłat za dostęp do treści nie ma!