
Liberałowie, przedsiębiorcy i katolicy. Starsi, młodsi i dojrzali. Polacy, Amerykanie i Hiszpanie. Mężczyźni na całym świecie dyskutują o sprawach dotyczących całego społeczeństwa w jednopłciowym, męskim gronie. Spektakularny gest Biedronia nagłośnił problem, z którym kobiety walczą od lat.
Mężczyźni od dzieciństwa wyrastają w przeświadczeniu, że wiedzą wszystko najlepiej. Nie miewamy refleksji nad sytuacją kobiet, nad tym, jak je traktujemy, jak wpływamy na ich życie. Oczywiście „całuję rączki”, „ą”, „ę”, przepuszczanie w drzwiach i tak dalej. To wszystko jest, ale czy o to chodzi kobietom? Czy to prawdziwe równouprawnienie, o którym mówi konstytucja? Dzisiaj już wiemy, że nie. A ja to wiem właśnie dzięki Kongresowi Kobiet.
Jednopłciowe panele nie są domeną konserwatywnych think-tanków i kościelnych inicjatyw. To też problem środowisk, które równość płci mają na ustach i na sztandarach. Wtedy męski monopol na udział w debacie kłuje w oczy jeszcze bardziej.
Przykłady wyłącznie męskich dyskusji zbiera fanpage "Nie chodzę na panele, w których występują tylko mężczyźni". Oczywiście nie dokumentuje wszystkich takich przypadków w Polsce, a jedynie wybrane, nadesłane przez internautki i internautów. Wśród organizatorów męskich debat o ogólnoludzkich sprawach znajdują się m.in. Polityka Insight (obrona przed cyber-kłamstwami), Kultura Liberalna (scenariusze rozpadu Unii Europejskiej), Ośrodek Myśli Politycznej i Ośrodek Debaty Międzynarodowej (jak Trump zmieni światową politykę) i Forbes (debata o kapitale).
Jest kilka pomysłów na to, jak włączyć kobiety do debaty publicznej. Jeden z nich to piętnowanie wyłącznie męskich debat. Kolejny to bojkotowanie uczestnictwa w wydarzeniach, które przewidują miejsce dla kobiet wyłącznie wśród publiczności. Jednak nie wszyscy uważają, że to właściwa taktyka.
