
Tego sukcesu nie byłoby, gdyby nie mama "Dzielnego Franka", Agnieszka Kossowska. To ona przed miesiącem zauważyła, jaki "pasztet" szykuje ministerstwo dla niepełnosprawnych dzieci i napisała ostry list do szefowej resortu. Teraz, gdy MEN wycofuje się z tamtych pomysłów, w rozmowie z naTemat przyznaje, że odczuwa satysfakcję. "Ostrożną satysfakcję" – podkreśla.
Chodzi o to, że ministerstwo w jednym ze swoich licznych rozporządzeń przygotowanych w związku z likwidacją gimnazjów, dokonało zmian w kwestii nauczania indywidualnego. W planach była rezygnacja z tzw. integracji włączającej przy nauczaniu indywidualnym. Mówiąc obrazowo i wprost: resort postanowił "posortować" dzieci na te, dla których szkoła będzie dostępna i te, które w szkole nie mają czego szukać. Wówczas pisaliśmy o Agnieszce Kossowskiej, mamie 7-latka z autyzmem, padaczką, czy niedosłuchem, która prowadzi blog "Dzielny Franek". Na tym właśnie blogu napisała list do minister Anny Zalewskiej. I nie przebierała w słowach:
Agnieszka Kossowska
autorka bloga "Dzielny Franek"
Potem rodzice niepełnosprawnych dzieci zorganizowali manifestację przed Sejmem pod hasłem "Ratujmy najsłabszych", a wczoraj ich przedstawiciele zostali zaproszeni na rozmowy do Centrum Dialogu Społecznego Dialog. Tam zaś uzyskali zapewnienie ze strony minister Anny Zalewskiej, że nauczanie indywidualne nie będzie ograniczone tylko do lekcji w domu. Takie rozwiązanie dla niepełnosprawnych dzieci byłoby wyjątkowo krzywdzące – zgodnie z prawem szkoła takiemu dziecku zapewnia niewiele. Jeśli jest to uczeń klas I - III podstawówki, to jest to tygodniowo zaledwie 6-8 godzin nauczania, jeśli IV - VI to jest to 8-10 godzin w tygodniu. Gdyby pomysły ministerstwa weszły w życie, dzieci te wręcz nie miałyby wstępu do szkoły lub przedszkola.
Agnieszka Kossowska ma prawo być dumna z tego, co udało się osiągnąć w rozmowach z resortem edukacji. Jednak, gdy o to pytam, stwierdza, że odczuwa "ostrożną satysfakcję". – To wszystko jest na poziomie deklaracji, samo spotkanie w Centrum Dialogu Społecznego miało charakter zamknięty i nie było protokołowane. Jednak nie wydaje mi się, żeby to były tylko deklaracje bez pokrycia i trzymam przedstawicieli ministerstwa edukacji bardzo mocno za słowo – mówi mama Franka. Ministerstwo zaś zachęciło do zgłaszania ewentualnych kolejnych uwag do kontrowersyjnego rozporządzenia, konsultacje potrwają jeszcze tylko do 19 maja.
Agnieszka Kossowska
autorka bloga "Dzielny Franek"
To jest to, o co walczyli rodzice dzieci niepełnosprawnych, a nawet nieco więcej. – Ma być tak, że jeśli dziecko potrzebuje wsparcia "jeden na jeden", to je otrzyma. A jeśli go nie wymaga, to uczestniczy w zajęciach z resztą grupy. Dziś jest tak, że wiele Poradni Psychologiczno-Pedagogicznych nie wydaje orzeczeń o mieszanym nauczaniu indywidualnym, co oznacza, że część dzieci jest skazywanych na samo NI bez zajęć z klasą. Gdy rozporządzenie zostanie zmienione, będzie można wystawiać orzeczenia zgodnie z potrzebami dziecka – tłumaczy Agnieszka Kossowska.
Dla mamy Franka to jeszcze nie koniec walki. Jej list sprzed miesiąca dotyczył jeszcze jednej, dla niej szczególnie ważnej, sprawy. Chodzi o to, że ministerialny projekt nie przewiduje nauczania w przedszkolach alternatywnej komunikacji (AAC) dla dzieci, które nie mówią. To znaczy – ono było, ale zniknęło. Taką edukację nowe ministerialne rozporządzenie przewiduje jedynie w przypadku dzieci głuchych i niewidomych, a to o wiele za mało.
"Czy Pani sobie zdaje sprawę z tego, przyczyną jakich nadużyć może stać się i jakie konsekwencje nieść ze sobą usunięcie z podstawy zapisu o dzieciach z niepełnosprawnościami i AAC w przedszkolach? Czy wie Pani, co oznacza brak zapisu o komunikacji alternatywnej i wspomagającej dla dzieci z autyzmem, afazją, ZA i innymi neurotrudnościami na wszystkich etapach edukacyjnych?" – pisała wówczas Agnieszka Kossowska. Na spotkaniu w ministerstwie ponownie poruszyła ten problem i wierzy, że w tej kwestii też dopnie swego. Bo widać, że opór przynosi skutek.
– Gdyby nie ta cała zadyma wokół nauczania indywidualnego, gdyby nie protesty rodziców, to pewnie te rozporządzenia weszłyby w życie w takim kształcie, jak to proponowano i wszystkie niepełnosprawne dzieci z orzeczeniem o nauczaniu indywidualnym nie miałby wstępu do szkoły – uważa Agnieszka Kossowska. I przekonuje, że sprzeciw ma sens.
