
Część internautów publikuje zdjęcia wraz z informacją "roast me", czyli przyzwoleniem na krytykowanie, hejtowanie i wytykanie wad. Pod niektórymi fotografiami pojawiają się tysiące komentarzy. – Zaliczyłbym takie osoby do kategorii poszukiwaczy negatywnych wrażeń. Wystawianie się na "dopieczenie" może być związane z zaburzeniami osobowości – mówi w rozmowie z naTemat psycholog społeczny Leszek Mellibruda.
"Roast" w telewizji Roast – inaczej publiczny lincz. Jest to raczej benefis, tyle że jego bohater zamiast pochwał słyszy same obelgi. W Polsce po raz pierwszy tego typu występ miał miejsce przed pięcioma laty, a to z okazji pierwszych urodziny Stand-up Polska. Ale w ostatnim czasie jest to coraz bardziej popularna forma rozrywki, transmitowana również przez telewizje.
Swój roast mieli już m.in. Michał Szpak, Krzysztof "Diablo" Włodarczyk czy Kuba Wojewódzki. Ten ostatni wywołał sporo kontrowersji i ktoś zgłosił skargę do Krajowej Rady Radiofonii i Telewizji. Ale to nie przeszkodziło, by organizować kolejne show. "Pojedź" mnie w internecie Być może transmitowane przez telewizje widowiska zainspirowały część internautów. Na niektórych stronach internetowych pojawia się coraz więcej zdjęć (przeważnie twarzy, ale i sylwetek) z prośbą obecnych na nich osób o "roast me", czyli o to, by im "dopiec". Na stronie Reddit.com co kilka godzin pojawiają się nowe fotografie. I aż roi się od krytycznych komentarzy, o które proszą sami publikujący posty.

Szczupły mężczyzna w różowej koszulce i rozjaśnionych blond włosach to PewDiePie, szwedzki komentator gier komputerowych i najpopularniejszy YouTuber na świecie. Na jego zdjęcie zareagowało ponad 6 tys. osób. "Wyglądasz jak reklama stworzona, by wyciągnąć ludzi z uzależnienia od heroiny"; "Wyglądasz jak jedyny człowiek na świecie, któremu udało się odzyskać dziewictwo"; "Twoja twórczość przypomina mi Ikeę – proste, tanie wykonanie, zebrane do kupy i bez dobrego efektu"; "Wyglądasz jak lider boys bandu specjalnej troski"; "Twoja baza fanów składa się wyłącznie z 10-letnich chłopców" – to tylko wybrane komentarze.

Ale roast'owi poddają się nie tylko ci znani. Na innej fotografii 17-latek. Brunet z bujną czupryną w okularach i kartką, na której prosi"roast me". I błyskawicznie pojawia się 36 komentarzy. "Wyglądasz jak feministka"; "Zanim się zorientujesz, będziesz 34-letnim mechanikiem z bezzębną żoną"; "Twarz katolickiej zakonnicy" – taką odpowiedź otrzymuje. Jeszcze inny mężczyzna mógł o sobie przeczytać: "opętany"; "przerażający"; "opryszczka na brodzie jest najgorsza"; "każdy może zobaczyć, że jesteś samotny; "Wyglądasz jak Sylvester Stallone". Na co bohater zdjęcia dopytuje: "Mógłbym wygrać konkurs sobowtórów?". Sposób wyrażenia bezradności Dlaczego ludzie sami ściągają na siebie hejt? – To charakteryzuje osoby, które najczęściej mają problemy z poczuciem własnej wartości, przeżywają chwilową nienawiść do samego siebie. Może to być sposób na wyrażenie bezradności z niezadowolenia z siebie. Często to jest podporządkowane tendencjom autodestrukcyjnym – tłumaczy psycholog społeczny Leszek Mellibruda.
Leszek Mellibruda
psycholog społeczny
A z drugiej strony, jakie są motywacje osób, które ochoczo komentują zdjęcia? – Często istnieje przekonanie, że osoby, które mają cięty dowcip, są złośliwe, są także bardziej inteligentne. Samo poniżanie jako chęć dokuczenia jest drugim motywem. Pierwszym jest popis i satysfakcja z tego, że wymyśli się skojarzenie, które wzbudzi uznanie innych. Patologiczna twórczość, która zyskuje aprobatę – analizuje Leszek Mellibruda.
Dr Jan Zając z Uniwersytetu Warszawskiego i firmy Sotrender.pl. uważa, że "roastowanie" jest tylko chwilową internetową modą, której los będzie podobny do popularnego parę lat temu spotted. – Roast wziął się ze świata satyry, komedii, występów scenicznych. Natomiast myślę, że w tej grupie został spopularyzowany ze względu na liczne w ostatnich latach roasty youtuberów, celebrytów – zaznacza Zając. I znajduje pewną analogię: – Ci, którzy wystawiają się na roast w internecie albo chcą być tacy, jak celebryci, albo powielają modę – na zasadzie, że robią to też ich znajomi.
Jan Zając
Uniwersytet Warszawski, Sotrender
