Na razie w Polsce możemy zobaczyć jedynie ćwiczenia.
Na razie w Polsce możemy zobaczyć jedynie ćwiczenia. Fot. Łukasz Cynalewski / Agencja Gazeta

W Wielkiej Brytanii po zamachu na koncercie Ariany Grande wprowadzono najwyższy stopień zagrożenia terrorystycznego, a na ulicę wyszło wojsko. Mało kto wie, że takie wydarzenia są możliwe również w Polsce. Zgodnie z przepisami, w takim przypadku zmienia się naprawdę sporo.

REKLAMA

– Kolejny atak jest nie tylko wysoce prawdopodobny, ale także może do niego dojść w każdej chwili – tłumaczyła premier Wielkiej Brytanii, kiedy ogłosiła, że wprowadza w Zjednoczonym Królestwie najwyższy, piąty poziom zagrożenia terrorystycznego.

I choć w zamachu zginęło dwoje Polaków, nad Wisłą panuje spokój. Ale eksperci nie mają jednak wątpliwości, że terroryzm w końcu dotrze i do nas. Mówił o tym w zeszłym roku, po zamachach w Brukseli, choćby dyrektor Centrum Badań nad Terroryzmem Collegium Civitas Krzysztof Liedel. W rozmowie z PAP argumentował: – Wszelkie zjawiska obecne w zglobalizowanym świecie, również te negatywne, wcześniej czy później do nas dotrą, tak będzie też z terroryzmem.

W razie zamachu ochronę dla Polaków ma zapewnić krytykowana ustawa antyterrorystyczna, którą Prawo i Sprawiedliwość przepchnęło przez parlament w zeszłym roku. Niezależnie od stosunku do ustawy, jest ona faktem i obowiązuje. I daje rządowi olbrzymie kompetencje w razie zagrożenia zamachem.

Cztery poziomy zagrożenia W przeciwieństwie do Wielkiej Brytanii nasza ustawa antyterrorystyczna nie zakłada pięciu poziomów zagrożenia, a cztery: ALFA, BRAVO, CHARLIE oraz DELTA. Nas interesuje ten najwyższy stopień, który można wprowadzić w sytuacji, kiedy zagrożenie terroryzmem jest nieuchronne. Atak albo już nastąpił, albo z uzyskanych informacji można wyciągnąć wnioski, że jest on w zaawansowanej fazie przygotowań.

Armia na ulicach W tym ostatnim przypadku uwagę zwracają przede wszystkim rosnące kompetencje służb. Najistotniejsze – w razie takiego stopnia zagrożenia na ulicę najprawdopodobniej wyjdzie wojsko. I co istotne, nie z polecenia zwierzchnika sił zbrojnych, czyli Andrzeja Dudy, a na wniosek strony rządowej. A konkretnie szefa MON, czyli aktualnie Antoniego Macierewicza. Głowa państwa będzie miała co prawda prawo do cofnięcia wojska, ale nie jest określony sposób, w jaki to następuje i ile to trwa.

Co więcej, wojsko będzie można wykorzystać nie tylko w przypadku czwartego stopnia, ale i trzeciego, który zakłada zaawansowane przygotowania do zamachu. Cel to oczywiście pomoc innym służbom w utrzymaniu porządku na ulicach.

Będą strzelać, żeby zabić W ustawie pojawia się także sformułowanie "specjalne użycie broni". Oznacza to, że w razie zagrożenia służby będą miały prawo do takiego oddawania strzałów, które może zakończyć się śmiercią dla poszkodowanego.

Zakres sytuacji, w których służby będą mogły "specjalnie" strzelać, jest bardzo szeroki i swobodny w interpretacji. Wystarczy, że jest to "niezbędne do przeciwdziałania zamachowi na życie lub zdrowie człowieka" czy "do uwolnienia zakładnika". Ustawa bierze pod uwagę ewentualność, że skutkiem takiego użycia broni może być śmierć. Do takiego użytku broni będą mieć prawo funkcjonariusze policji, Straży Granicznej, ABW, Żandarmerii Wojskowej oraz żołnierze.

Pożegnaj się z samochodem W razie zagrożenia – bądź działań kontrterrorystycznych – służby, jeśli tylko uznają to za konieczne, będą mogły zająć naszą własność prywatną. Zarówno tą ruchomą, jak i nieruchomą. A więc i mieszkanie, i samochód, i telefon, i cokolwiek innego zostanie uznane za niezbędne.

Państwo oczywiście weźmie na siebie odpowiedzialność za szkody, ale uzyskanie czegokolwiek będzie niezwykle trudne – trzeba będzie udowodnić to przed sądem cywilnym.

Ten sam artykuł ustawy zakłada również możliwość ewakuacji dowolnego miejsca, wprowadzenia ograniczeń w ruchu pieszym, samochodowym, kolejowym, lotniczym czy morskim – lub nawet jego wstrzymanie.

Jak w stanie wojennym Ale to nie koniec. Okazuje się, że w przypadku zagrożenia służby będą miały prawo praktycznie do sparaliżowania codziennego życia, jeśli zostanie to uznane za zasadne. Ustawa zakłada więc poza wyżej wymienionymi ograniczeniami możliwość przerwania lub zakazu organizowania zgromadzeń publicznych oraz imprez masowych. Władze będą w stanie przerwać każde wydarzenie, jeśli będzie to konieczne do ochrony życia i zdrowia. Inicjatywę w tej kwestii będą mieć szef MSWiA, szef ABW lub Komendant Główny Policji.

A my się już nie zobaczymy I na koniec, co szczególnie ważne jest dla nas internautów: w razie zagrożenia służby będą mogły blokować strony internetowe praktycznie od ręki, bez zgody sądu.

Co prawda "tylko" na pięć dni, ale w tym czasie wspomniany już sąd będzie miał za zadanie podjąć decyzję, czy blokada powinna być podtrzymana. W założeniu blokada oczywiście ma obejmować witryny nie takie, jak naTemat, a te promujące terroryzm.

Ustawa obowiązuje. Oby nigdy nie była wypróbowana.