Jednym z wizerunkowych przegranych afery jest prezes TVP Jacek Kurski.
Jednym z wizerunkowych przegranych afery jest prezes TVP Jacek Kurski. Fot. Okładka "Newsweeka"

Jeśli "czarna lista" twórców nie zapraszanych przez państwowe media dotąd nie istniała, to możemy być pewni, że wkrótce powstanie. Znajdą się na niej artyści, którzy w ramach solidarności i w akcie sprzeciwu zrezygnowali z występu w Opolu. Ale kiedy po bitwie opadnie kurz, wielu z nich może okazać się wielkimi przegranymi afery.

REKLAMA
– Piasek, Stachursky czy Borysewicz sobie poradzą. Mają widownię, która nie pozwoli im zdechnąć z głodu i doceni nowy brand buntownika – mówi w rozmowie z "Newsweekiem" jeden z menadżerów gwiazd. – Gorzej z debiutantami. Po Opolu to oni dostaną po dupie. Niezależnie, czy stanęli po stronie Rodowicz, czy Kurskiego.
Menadżer nie boi się też o zespół Dr Misio. Niszowy dotąd projekt Arkadiusza Jakubika ma szansę zaistnieć w świecie polskiego show biznesu. – Upomną się o niego stacje komercyjne, w których do tej pory mało kto o nim słyszał. Obstawiam też Jurka Owsiaka, który zaprosi go na Woodstock. No i media papierowe, które zaproszą go do udziału w debacie o stanie państwa – tłumaczy menadżer.
Wizerunkowo zyskała też bez wątpienia Kayah, której piosenki zauważy teraz gimnazjum, a także Kasia Nosowska, Maryla Rodowicz, AudioFeels czy Kasia Popowska - oni nie muszą promować swoich nazwisk. Gorzej z tymi, którzy w Opolu widzieli swoją życiową szansę - uczestnikami Debiutów i Premier.
Piotr Zioła, Mateusz Ziółko, Arkadiusz Kłusowski, Landberry… – Zagrają ich parę razy w Zetce czy RMF, ale w wytwórniach dostaną łatkę konfliktowych. I to nie od szefów, ale kolegów - artystów. Nie mam wątpliwości, że ci ostatni z radością wykorzystają chwilę, aby pozbyć się konkurencji – tłumaczy menager.
logo
Z drugiej strony są ci, którzy z Opola nie zrezygnowali. Czasem nie chcieli, czasem nie mogli. Pisali na fanpage'ach, że dla nich liczy się tylko muzyka. Albo wydają właśnie płytę w Agencji Muzycznej Polskiego Radia, są związani kontraktami z wydawcami.
– My, debiutanci, nie mamy dużego wyboru. Opole to jedyny w Polsce festiwal, na którym możemy pokazać swoje umiejętności – mówi wokalistka Patrycja Zarychta. Ma nadzieję, że muzyka się obroni, a za kilka miesięcy ludzie będą pamiętać jej płytę, a nie to, że została na opolskiej liście, kiedy inni rezygnowali.
– W najlepszej sytuacji są lekko przykurzone gwiazdy, takie jak Kasia Cerekwicka czy Doda. Tej pierwszej rezygnacja z festiwalu pozwoliła o sobie przypomnieć, tej drugiej - dzięki niepotwierdzonej informacji, że nie zamierza wystąpić w żadnym "zastępczym” Opolu, czyli np. w Kielcach, odświeżyć mit buntowniczki. Ale o Dodzie i Cerekwickiej ludzie usłyszeli wcześniej – komentuje jeden z "buntowników”, Arkadiusz Kłusowski.
Za kilka miesięcy młodzi twórcy, szczególnie ci, którzy zrezygnowali z Opola, mogą mieć jeszcze jeden problem. – Dostałem e-maila od kolegi z południa Polski z listą niepokornych i adnotacją: "Pamiętaj i nie daj im w przyszłym roku zarobić” – mówi jeden z burmistrzów z centralnej Polski. – Ale co tam przyszły rok! Teraz mam kłopot. Kilka miesięcy temu postawiłem na niepokornego i zaprosiłem ważnego ministra. Boję się, że uzna to za prowokację! – dodaje.
Źródło: "Newsweek"