
Jeśli "czarna lista" twórców nie zapraszanych przez państwowe media dotąd nie istniała, to możemy być pewni, że wkrótce powstanie. Znajdą się na niej artyści, którzy w ramach solidarności i w akcie sprzeciwu zrezygnowali z występu w Opolu. Ale kiedy po bitwie opadnie kurz, wielu z nich może okazać się wielkimi przegranymi afery.
REKLAMA
– Piasek, Stachursky czy Borysewicz sobie poradzą. Mają widownię, która nie pozwoli im zdechnąć z głodu i doceni nowy brand buntownika – mówi w rozmowie z "Newsweekiem" jeden z menadżerów gwiazd. – Gorzej z debiutantami. Po Opolu to oni dostaną po dupie. Niezależnie, czy stanęli po stronie Rodowicz, czy Kurskiego.
Menadżer nie boi się też o zespół Dr Misio. Niszowy dotąd projekt Arkadiusza Jakubika ma szansę zaistnieć w świecie polskiego show biznesu. – Upomną się o niego stacje komercyjne, w których do tej pory mało kto o nim słyszał. Obstawiam też Jurka Owsiaka, który zaprosi go na Woodstock. No i media papierowe, które zaproszą go do udziału w debacie o stanie państwa – tłumaczy menadżer.
Wizerunkowo zyskała też bez wątpienia Kayah, której piosenki zauważy teraz gimnazjum, a także Kasia Nosowska, Maryla Rodowicz, AudioFeels czy Kasia Popowska - oni nie muszą promować swoich nazwisk. Gorzej z tymi, którzy w Opolu widzieli swoją życiową szansę - uczestnikami Debiutów i Premier.
Piotr Zioła, Mateusz Ziółko, Arkadiusz Kłusowski, Landberry… – Zagrają ich parę razy w Zetce czy RMF, ale w wytwórniach dostaną łatkę konfliktowych. I to nie od szefów, ale kolegów - artystów. Nie mam wątpliwości, że ci ostatni z radością wykorzystają chwilę, aby pozbyć się konkurencji – tłumaczy menager.
Z drugiej strony są ci, którzy z Opola nie zrezygnowali. Czasem nie chcieli, czasem nie mogli. Pisali na fanpage'ach, że dla nich liczy się tylko muzyka. Albo wydają właśnie płytę w Agencji Muzycznej Polskiego Radia, są związani kontraktami z wydawcami.
– My, debiutanci, nie mamy dużego wyboru. Opole to jedyny w Polsce festiwal, na którym możemy pokazać swoje umiejętności – mówi wokalistka Patrycja Zarychta. Ma nadzieję, że muzyka się obroni, a za kilka miesięcy ludzie będą pamiętać jej płytę, a nie to, że została na opolskiej liście, kiedy inni rezygnowali.
– W najlepszej sytuacji są lekko przykurzone gwiazdy, takie jak Kasia Cerekwicka czy Doda. Tej pierwszej rezygnacja z festiwalu pozwoliła o sobie przypomnieć, tej drugiej - dzięki niepotwierdzonej informacji, że nie zamierza wystąpić w żadnym "zastępczym” Opolu, czyli np. w Kielcach, odświeżyć mit buntowniczki. Ale o Dodzie i Cerekwickiej ludzie usłyszeli wcześniej – komentuje jeden z "buntowników”, Arkadiusz Kłusowski.
Za kilka miesięcy młodzi twórcy, szczególnie ci, którzy zrezygnowali z Opola, mogą mieć jeszcze jeden problem. – Dostałem e-maila od kolegi z południa Polski z listą niepokornych i adnotacją: "Pamiętaj i nie daj im w przyszłym roku zarobić” – mówi jeden z burmistrzów z centralnej Polski. – Ale co tam przyszły rok! Teraz mam kłopot. Kilka miesięcy temu postawiłem na niepokornego i zaprosiłem ważnego ministra. Boję się, że uzna to za prowokację! – dodaje.
Źródło: "Newsweek"
