
Że zbyt tani, że są nieuczciwą konkurencją, że trzeba uregulować rynek, bo kierowcy z licencjami tracą klientów, a zyskują ci, którzy nie zdali stosownych egzaminów i nie potrafią świadczyć usług taksówkarskich. Kierowcy taksówek postanowili dziś zablokować ulice Warszawy w godzinach szczytu, aby wykazać, jak ciężki jest ich los. Ale jest sposób na poprawę tego losu. Dość prosty.
Stare porzekadło mówi: "jeśli nie możesz pokonać swojego wroga – przyłącz się do niego". I – jak się okazuje – wielu taksówkarzy tę prawdę stosuje na co dzień. Po prostu – łączą pracę w taksówkarskiej korporacji ze współpracą z Uberem. Nic na tym nie tracą. Wręcz przeciwnie – jeśli akurat nie mają zlecenia od własnej korporacji, to zamiast bezczynnie stać na postoju, realizują tańszy kurs jako kierowca Ubera. Jak dowiedzieliśmy się w polskim oddziale amerykańskiej firmy, taksówkarze stanowią niemały odsetek wszystkich kierowców Ubera.
Magdalena Szulc
Uber Poland spółka z o.o.
Uprzywilejowana pozycja Ubera przeszkadza prezesowi iTaxi – firmy, która jako pierwsza w Polsce postawiła na system peer-to-peer, która łączy klientów bezpośrednio z taksówkarzami, a nie z centralą korporacji. Lech Kaniuk przekonuje, że Uber nie działa legalnie. – Uber działa poza prawem. Aby działać legalnie, musiałby dostosować się do obowiązujących regulacji, czyli np. zrezygnować z tzw. dynamicznych cen – tłumaczy prezes iTaxi. Na czym polegają owe "dynamiczne ceny", to na swoich stronach tłumaczy sam Uber.
Choć prezes iTaxi o Uberze ma zdanie negatywne, to przyznaje, że jego kierowcy mogą współpracować z różnymi firmami. Z tą amerykańską również. – Już dzisiaj tak jest. Są tacy kierowcy, którzy są np. w jakieś tradycyjnej korporacji i mają aplikację iTaxi i mytaxi – przyznaje Lech Kaniuk.
Taksówkarze-związkowcy raz po raz krytykują Ubera, dostarczając dowodów na niekompetencję oraz nieuczciwe praktyki stosowane przez współpracujących z nim kierowców.
Ale zablokowaniem miasta na pewno taksówkarze nie zdobyli dziś serc swoich klientów – dotychczasowych i potencjalnych.


A protest ten był tym bardziej nieuzasadniony, że resort infrastruktury obiecał taksówkarzom, że wkrótce zajmie się kwestią Ubera. I nawet sami taksówkarze przyznawali, że w ministrze Andrzeju Adamczyku mają sojusznika.
