"Kto by o tym pośle słyszał, gdyby nie to". Oto Jakub Kulesza – parlamentarzysta Kukiz'15, który "błysnął" groźbami wobec sędziów.
"Kto by o tym pośle słyszał, gdyby nie to". Oto Jakub Kulesza – parlamentarzysta Kukiz'15, który "błysnął" groźbami wobec sędziów. Fot. Sławomir Kamiński / Agencja Gazeta

Pod nagraniem z wypowiedzią posła Jakuba Kuleszy pojawiło się wiele komentarzy i – co tu kryć – nie wszystkie nadają się do cytowania. Do tej pory ten młody parlamentarzysta ruchu Kukiz'15 był raczej szerzej nieznany. Niektórzy więc sugerują, że w ten sposób (sprawdzony przez niektórych starszych parlamentarzystów) próbuje się przebić do świadomości wyborców. On sam w rozmowie z naTemat zapewnia jednak, że to wszystko nie tak: to, co wzięto serio, w rzeczywistości było żartem.

REKLAMA
Ponad tydzień temu 27-letni poseł Jakub Kulesza przyjechał do Wrocławia na spotkanie organizowane przez dawną młodzieżówkę Unii Polityki Realnej, czyli Stowarzyszenie Konserwatywno-Liberalne KoLiber. Tematem spotkania była kwestia zmian w systemie wyborczym, a mówiąc konkretniej – wprowadzenie postulowanych przez Pawła Kukiza od lat Jednomandatowych Okręgów Wyborczych.
Przekonując słuchaczy do JOW-ów, poseł Kulesza mówił, że jakby co, to jego ugrupowaniu niestraszna jest ani Konstytucja, ani sędziowie TK.
Jakub Kulesza
poseł Kukiz'15

Jeśli w wyborach Kukiz'15 będzie miało większość parlamentarną, to my od zaraz wprowadzamy system większościowy alternatywnego wyboru. Nie przejmujemy się konstytucją, bo to jest konstytucja Kwaśniewskiego – komunistyczna, zrobiona pod partie polityczne. (...) Jeżeli Trybunał Konstytucyjny nam to zakwestionuje, to nie wiem... Nie będziemy się przejmować. Zamkniemy ich w Berezie Kartuskiej, czy gdziekolwiek indziej.

I ten fragment wypowiedzi Jakuba Kuleszy wywołał na Twitterze prawdziwą burzę.
Poseł Kukiz'15 został zmieszany z błotem. Pod tym filmem nie zabrakło komentarzy wulgarnych zaś te "najdelikatniejsze" zawierają sugestię, iż młody parlamentarzysta postanowił zawalczyć o popularność tą samą metodą, jaką stosuje pani poseł Krystyna Pawłowicz.
Fakt, nie brakuje takich polityków, którzy są znani głównie z tego, że czymś od czasu do czasu "błysną". Ale poseł Kulesza zapewnia, że nie pretenduje do tego grona i dziwi się, że nikt nie zauważył, iż to, co powiedział na spotkaniu we Wrocławiu, było powiedziane z ironią. Złośliwą ironią. Wobec tego, co dzieje się teraz w Polsce.
– Myślałem, że dla każdego będzie jasne, iż jest to szpila w rząd PiS. Zwłaszcza ta Bereza Kartuska, bo przecież ta władza odwołuje się do tradycji sanacyjnych, a do obozu w Berezie trafiali m.in. endecy, do których tradycji nawiązujemy my – wyjaśnia parlamentarzysta w rozmowie z naTemat. Jego zdaniem ta ironia była czytelna dla wszystkich, którzy uczestniczyli we wrocławskim spotkaniu. – Tymczasem ten opublikowany w internecie materiał jest zmanipulowany, bo ucięty w takim miejscu, że gdybym sam to oglądał i siebie nie znał, to też mógłbym nie odebrać tego jako żart – tłumaczy Kulesza i to stanowisko przestawia jednocześnie na swoim profilu na Facebooku.
I rzeczywiście – przysłuchując się fragmentowi nagrania ze spotkania we Wrocławiu, w tle słów posła Kuleszy można usłyszeć, że słuchacze co jakiś czas się śmieją. Wygląda na to, że faktycznie oni rozumieli, iż młody parlamentarzysta nie mówi tego serio. Tym smutniejsze jest to, że gdy nagranie poszło w świat, tak wiele osób uznało, że to wszystko na poważnie. To dowodzi, do czego politycy zdążyli nas przyzwyczaić.