2018 został ustanowiony w Polsce Rokiem Praw Kobiet. I to najgorsza wiadomość, jaką kobiety mogły dostać od posłów

Mamy świętować przyznanie praw kobietom w kraju, w którym dziś się prawa odbiera.
Mamy świętować przyznanie praw kobietom w kraju, w którym dziś się prawa odbiera. Fot. Agencja Gazeta/ Cezary Aszkielowicz
Każdemu choć odrobinę zorientowanemu w obecnej sytuacji kobiet w Polsce może się wydawać, że gloryfikowanie praw równościowych w naszym kraju musi być żartem. Nawet nie żartem, żart ma w sobie jakąś dozę finezji. A to jest grubo ciosana beka. Jedno jest pewne, dla samych zainteresowanych raczej nic dobrego z tego nie wyjdzie.


To nieprawdopodobne, jaką zgodnością w obraniu patronów 2018 roku wykazały się wszystkie kluby parlamentarne. Wszystkie bez wyjątku uznały, że celebrowanie stulecia przyznania praw kobietom to fantastyczny pomysł. Najbardziej martwi mnie właśnie ten element celebracji. Niepokojący są też inni współpatroni najbliższych 12 miesięcy. Czyli Arcybiskup Ignacy Tokarczuk, Irena Sendlerowa oraz Jubileusz 250-lecia konfederacji barskiej.


Co może martwić w tak zacnym towarzystwie? To, że zarówno wymienione osoby, jak i wydarzenia należą już bardzo do przeszłości, jedne bardziej odległej inne mniej. Dziś można je wspominać, mówić o ich niebagatelnym wpływie na historię, na życie innych ludzi, odwadze, mądrości itp. Niestety nie mają już realnego wpływu na rzeczywistość, nie są elementem gorących dyskusji. I wygląda na to, że z prawami kobiet dzieje się podobnie.

Prekursorzy feminizmu i gender

Czy tylko ja mam wrażenie, że przypominanie wyborcom, że w 1918 roku byliśmy europejskimi pionierami w równouprawnieniu jest strzałem w kolano? Stwierdzenie sprzed całego wieku, że "wyborcą do Sejmu jest każdy obywatel państwa bez względu na płeć" wydaje się jednak zdecydowanie bardziej rewolucyjne niż to, przed którym tak bardzo niedawno buntowali się niektórzy parlamentarzyści – a było zapisane w Konwencji Antyprzemocowej – że przemoc nie może być motywowana ani religią, ani kulturą, ani płcią.

O tym, jak Polska międzywojenna (czyli podkreślmy raz jeszcze – ta sprzed stu lat) przeganiała w kontekście równouprawnienia Polskę obecną, pisała jakiś czas temu Magdalena Graff w swoim felietonie o żeńskich końcówkach. W dwudziestoleciu międzywojennym i przed pierwszą wojną światową określenia takie jak doktorka, czy wyborczyni były powszechnie stosowane.
Dziś z kolei jedna z najbardziej wyróżniających się posłów (sic!) nie uznaje formy posłanka, i każe się tytułować jako poseł. Dość jednak o tym, jak dobrze było. Teraz kilka słów o tym, dlaczego Rok Praw Kobiet oznacza, że będzie gorzej, a nawet źle.


Nie czcij mnie
Do znudzenia, jak mantrę powtarza się, że kobietom w Polsce oddaje się szczególną cześć. Że są one niezwykle szanowane, a całe hordy dzielnych ułanów i husarzy będą ich broniły przed najeźdźcami, zwłaszcza tymi muzułmańskimi. Nie będę po raz kolejny podawała statystyk dotyczących przemocy domowej w Polsce czy liczby gwałtów (choć gwałty akurat są bardzo niedoszacowane, bo kobiety po prostu wstydzą się je zgłaszać). Powszechna pogarda wobec kobiet w mediach i kulturze, w komentarzach pod tekstami i po prostu, na ulicy, miejscu pracy czy urzędzie jest dla czcicieli płci pięknej transparentna, niezauważalna wdrukowana w DNA. Ale każdy zapytany o stosunek do kobiet w Polsce powie: Polsce są otoczone szczególną estymą.

I to prawda. No prawie prawda. Bo nie chodzi o cześć wobec kobiet, ale czczenie wyobrażenia kobiety. Na przykład tych nienarodzonych, które nie mają jeszcze ciała albo tych, które już nie żyją, bo nie mają już ciała. Rewelacyjnie jest czcić na przykład matkę – oczywiście nie na co dzień, ale tak ogólnie, że "matkę to ty szanuj" albo "matka jest tylko jedna". Matka jako matka jest więc kobietą aseksualną, więc z nią też nie ma problemu. No chyba że taka matka zdecyduje się wyjść z wyobrażenia matki i zachować nie po matkowemu, wtedy cześć już się nie należy.

Podobnie jest z żoną. Żona jest absolutnie do szanowania i do wykonywania obowiązków małżeńskich. Bardzo piękny wykład na temat tego, jak powinna się zachowywać żona dał nam ostatnio radny Rafał Piasecki. I jeśli taka żona nagle się odżoni, czyli sprzeciwi, wyrazi niezgodę na jakieś działania męża, to oczywiste jest, że żoną być przestaje. I cześć się nie należy.

Aby doprecyzować, cześć i szacunek należy się kobietom wyobrażonym i bezcielesnym oraz zawsze, ale to zawsze w kontekście narzucanym przez mężczyznę. Aby był ten szacunek, kobieta nie musi wyłącznie być, to jej się nie należy z nadania, ona musi spełnić gros niespełnialnych warunków.

I dlatego świętowanie Praw Kobiet jest najgorszym prognostykiem na przyszłość. Czczenie odbiera podmiotowość, sprawczość. Czczenie oznacza zamknięcie w ołtarzyku, położenie sztucznych kwiatów i zapalenie znicza.

Zgłaszam więc projekt, by rok 2018 przechrzcić na rok egzekwowania Praw Kobiet. I zamiast honorować nieżyjące już posłanki i senatorki, docenić pracę fantastycznych samorządowczyń, przywrócić pamięć o kobietach Solidarności, ułatwić kobietom dostawanie się na urzędy publiczne i piastowanie ich.

Cześć i chwała bohaterom.

Prawa są do respektowania.

Znajdź nas na Znajdź nas na instagramie

Oceń ten artykuł:

Trwa ładowanie komentarzy...
0 0Małgorzata Tusk zadała szyku we Francji. Tak wyglądała obok małżonek Trumpa i Macrona
0 0Ciężarna Joanna Krupa całkowicie naga na okładce "Wprost". Stanęła w obronie LGBT
JACEK LIBERSKI 0 0"Robią z Polaków idiotów". Dlaczego Ziobro musiał wiedzieć o aferze hejterskiej
Unum 0 0Nie wszystkie ubezpieczenia chronią przez całe życie. Jak wybrać polisę, która nie wygasa
0 0Smutni 30- i 40-letni. Wyniki światowych badań dają do myślenia
WYWIAD 0 0Aktor, któremu na bank się udało. Lech Dyblik o tym, jak odbić się od dna i... ganiać Malkovicha
NEWSWEEK 0 0Polskę czeka kryzys senioralny? Władze ignorują poważną zmianę demograficzną
0 0Kuchciński odnalazł się po aferze samolotowej. Dostał "zadanie specjalne"
POLECAMY 0 0"Cały dom robi we wiadra". Sławojki i wychodki w środku polskiego miasta