
Dwa kraje i dwa zdarzenia, które w ostatnich dniach wywołały medialny szum. Oba z Polakami w tle w najgorszym, z możliwych, brutalnym, bestialskim wydaniu. To na Islandii jest szczególnie wymowne, gdyż takie rzeczy tu po prostu się nie zdarzają. Mieszkańcy są w szoku, naród jest wstrząśnięty, a media ochoczo podkreślają, że wśród sprawców byli Polacy. Jak się czujemy? Niemiło, pojawia się wstyd. A przecież sami wszystkich imigrantów lubimy wrzucać do jednego worka. W końcu z założenia wszyscy są źli.
Aktualizacja
Kilka dni po publikacji tego artykułu Polacy zostali wypuszczeni z aresztu. Mimo podkreślania przez islandzkie media ich udziału w napadzie, okazało się, że w miejscu morderstwa byli przypadkiem, ich prawnik poinformował, że nie byli zaangażowani w atak. Razem z nimi wypuszczono jeszcze dwie osoby spośród sześciu zatrzymanych pod zarzutem morderstwa Arnara Jónssona Aspara.
Jak wynika z relacji adwokata, gdy doszło do napadu Polacy byli w pracy. Ich szef, który wciąż przebywa w areszcie pod zarzutem morderstwa, wysłał ich do Mosfellsdalur, aby zabrali potrzebne do pracy narzędzia. Polacy obserwowali całe zajście z daleka, nie wiedzieli, co się dzieje. "Później jak dowiedzieli się o tym co zaszło doznali szoku, ponieważ nie spodziewali się czegoś takiego" - mówił adwokat, cytowany przez media. Czytaj więcej
Sprawców było sześciu. Swoją ofiarę zaatakowali przed jej domem, prawdopodobnie na zlecenie. – Rodzina wszystko widziała. Na jej oczach bili go różnymi narzędziami, nikt nie był w stanie zapanować nad tą agresją. Żona błagała o litość, ale bezskutecznie. Na koniec przejechali samochodem po jego nogach. Nie przypominam sobie takiego zdarzenia, które tak bardzo wstrząsnęłoby opinią publiczną – mówi nam Marta Niebieszczańska, redaktor naczelna portalu Iceland News Polska. Mężczyzna zostawił dwoje dzieci, w tym jedno 10-dniowe i to jeszcze bardziej potęguje emocje wokół zbrodni, bez względu na to, czy sam był przestępcą, czy nie. Napad widzieli też inni członkowie jego rodziny, a dziadek dostał zawału.
Po tym wydarzeniu Bartosz Karaś zadał na Facebooku prowokacyjne pytanie. "Jak myślicie? Czy przez Islandię przetoczy się teraz fala protestów przeciw imigrantom? Czy zostanie wprowadzony zakaz wjazdu dla imigrantów z Polski? Czy Polski sklep zostanie spalony?". – Chciałem wywołać dyskusję, gdyż na wielu grupach polonijnych padają islamofobiczne hasła. To kuriozalne, że takie rzeczy z udziałem Polaków się dzieją, a imigranci z Polski krytykują innych imigrantów i uważają się za lepszych od innych – mówi.
Spójrzmy jeszcze na Holandię, gdzie mniej więcej w tym samym czasie zdarzył się równie brutalny napad z udziałem - jak wynika z relacji mediów - naszych rodaków. Szczegółowo opisał to polonijny portal Polonia.nl. Za mediami holenderskim, który bardzo żyły tą sprawą.
" Polak zaczął machać nożem i zadawać kierowcy ciosy. Przed budynkiem policji Holender próbował uciekać, lecz Polak na oczach 15-letniej córki Holendra wciąż atakowal nożem. Razem było to 10 ciosów. Polacy uciekli, zostawiając krwawiącego Holendra na bruku". Czytaj więcej
Bardzo zastanawiające są jednak reakcje niektórych Polaków na te doniesienia. – Włosy dęba mi stanęły – przyznaje Małgorzata Bos-Karczewska. I opowiada, dlaczego. – Na FB łączone są fakty, żeby wybielić Polaków. Raz skazany zawsze winny, mimo iż sąd Vietsa uniewinnił. Chodzenie z nożem i go używanie ci Polacy uważają za coś zupełnie normalnego. Ktoś inny zarzucił nam, że opisując te historie szkalujemy ich dobre imię, że wbijamy szpilę. Jeden z oburzonych ripostował, że w Rotterdamie po kłótni w supermarkecie to Holender wjechał autem na grupkę Polaków i kilku trafiło do szpitala. A w mediach holenderskich cisza. Skomentował to: "przy niektórych nasza rodzima polska patologia to "słodziaki" – mówi.
