"Gazeta Wyborcza" opisuje, jak Andrzej Duda uzasadnił ułaskawienie Mariusza Kamińskiego i trzech innych osób z CBA. Okazuje się, że... bardzo lakonicznie.
"Gazeta Wyborcza" opisuje, jak Andrzej Duda uzasadnił ułaskawienie Mariusza Kamińskiego i trzech innych osób z CBA. Okazuje się, że... bardzo lakonicznie. Fot. Sławomir Kamiński / Agencja Gazeta

Zazwyczaj akta dotyczące zastosowania prawa łaski przez głowę państwa liczą po kilkadziesiąt lub nawet kilkaset stron. W tym przypadku wystarczyły... 3 kartki. I trudno odnaleźć na nich właściwie jakiekolwiek uzasadnienie. Dokumentację ułaskawienia Mariusza Kamińskiego, jego zastępcy w CBA Macieja Wąsika oraz dwóch byłych dyrektorów Biura Krzysztofa Brendla i Grzegorza Postka ujawniła dziś "Gazeta Wyborcza". Choć wiele tu do ujawniania nie było.

REKLAMA

Bo w dokumentacji nie ma nawet wniosków o ułaskawienie, co świadczy o tym, że albo były szef Centralnego Biura Antykorupcyjnego i jego współpracownicy w ogóle takich wniosków nie składali, albo zostały one napisane tak, że Pałac Prezydencki wolał ich nie przekazywać dziennikarzom. W odpowiedzi, jaką "Gazeta Wyborcza" otrzymała z Kancelarii po siedmiu miesiącach od zadania pytań, jest jeden konkret – że Andrzej Duda w tej sprawie nie zasięgał żadnych opinii.

Cała procedura ułaskawienia trwała w tym przypadku tylko jeden dzień. A pełna dokumentacja to zaledwie trzy kartki.

Decyzja Sądu Najwyższego oburzyła prezydenta i jego otoczenie oraz całe Prawo i Sprawiedliwość. Ten orzekł bowiem, że głowa państwa nie miała prawa ułaskawić kogoś, kto w świetle prawa był niewinny, gdyż nie zapadł wobec niego prawomocny wyrok. Zresztą – zanim Andrzej Duda został prezydentem sam mówił dokładnie to samo, co później orzekł Sąd Najwyższy.

źródło: "Gazeta Wyborcza"