Prezes PiS przekonuje, że katolicy mogą poprzeć tylko ich projekt o in vitro.
Prezes PiS przekonuje, że katolicy mogą poprzeć tylko ich projekt o in vitro. Fot. Sławomir Kamiński / Agencja Gazeta

Kontrowersyjna propozycja Prawa i Sprawiedliwości zakładająca karanie za in vitro budzi sprzeciw nawet znanego z konserwatywnych poglądów ministra Jarosława Gowina. - To projekt bardzo nierozsądny i drastyczny. Konserwatywne ramię Platformy Obywatelskiej go nie poprze - mówił dziś w Kontrwywiadzie RMF FM.

REKLAMA
Projekt karania za in vitro, który przedstawia Prawo i Sprawiedliwość jest tak radykalny, że nawet zatwardziali konserwatyści nie mogą go poprzeć. Według polityków PiS karą za przeprowadzenie zabiegu miałaby być grzywna lub pozbawienie wolności do dwóch lat. Sprawdziliśmy, kar za in vitro nie ma nawet w Iranie.
Jarosław Gowin
minister sprawiedliwości

O tym co może, albo czego nie może prawdziwy katolik niech raczej nie wypowiadają się politycy. W moim przekonaniu katolicy mogą wspierać bardzo różne rozwiązania oczywiście z pewnymi granicami.

Poseł PiS, Bolesław Piecha mówi dziś w rozmowie z "Gazetą Wyborczą", że "ten proceder będzie nielegalny i kropka". Jednak nie do końca taka "kropka", bo chyba jedyny potencjalny sprzymierzeniec w PO, konserwatysta Gowin, kategorycznie sprzeciwia się temu pomysłowi. - Nie byłbym w stanie wesprzeć tak radykalnego projektu. Konserwatyści z PO nie poprą kar za in vitro - deklaruje.

Konrad Piasecki przypomniał, że prezes PiS, Jarosław Kaczyński mówił iż taki projekt powinni popierać prawdziwi katolicy. Gowin skwitował ten sposób myślenia, mówiąc: - O tym co może, albo czego nie może prawdziwy katolik niech raczej nie wypowiadają się politycy. W moim przekonaniu katolicy mogą wspierać bardzo różne rozwiązania oczywiście z pewnymi granicami - usłyszeliśmy. Taką granicą jest selekcjonowanie embrionów, czyli jak mówił Gowin, nic innego jak eugenika.
Na zakończenie rozmowy minister sprawiedliwości odniósł się także do rzekomego projektu ustawowego usunięcia wszystkich zastępców prokuratora generalnego. - Nie ma czegoś takiego. Dziennikarz dotarł do projektu przygotowywanego przez grupę ekspertów i sam wysunął bardzo daleko idące wnioski - uciął, ale jednocześnie nie obiecał, że takich zmian do końca kadencji nie będzie.