
"Lewak" musi myśleć jak lewak – uważa wielu. I na dobre wcale mu nie wyjdzie, jeśli wystąpi przed szereg i powie coś bardzo nie "po linii". Może zalać go wtedy fala hejtu, a krytyka popłynie z obu stron. Wyjście z szufladki, oderwanie etykiety czy to "lewaka", czy "prawaka", myślenie po swojemu (a nie po linii partii, czy redakcji) ma swoje konsekwencje.
Prawicowi publicyści zarzucają dziś Marcinowi Mellerowi, dziennikarzowi TVN24 i "Newsweek Polska", że "zdradził swoje poglądy". A to dlatego, że stwierdził, iż "niekoniecznie chciałby mieć świat islamu u siebie". I choć w podobnym tonie wypowiada się od lat, ci dopiero teraz usłyszeli jego głos. I uruchomili całą medialną machinę: "cóż za zmiana zdania" (TV Republika); "widzowie w szoku" (wPolityce.pl). Od drugiej strony też zbiera cięgi – padło, że jest "rasistą"; "drugim Cejrowskim". Tak samo skrajnie były komentarze internautów: "Marcin Meller drugą Ogórek"; "Po cichu z Mellerem zgadza się wiele osób z podobnej strony polityczno-towarzyskiej, ale boi się o tym głośno mówić". Gratulowano mu także, że "nie płynie z prądem".
Zabawne jest to, że ktoś, kto jest przeciwny przywraca do porządku kogoś ze strony, którą traktuje jako przeciwną. Świadczy to o bardzo zdziczałym stopniu, w jakim odbywa się walka ideologiczna w Polsce. Bo jeżeli teraz strona "A" nie pozwala komuś, kto pewnie sam się zalicza do strony "B", by mieć pogląd niepasujący do ich wizji, to już się robi presja drugiego rzędu, absurd do kwadratu.
Dwa plemiona
Zdumieni dziennikarze sięgnęli za pióra również wtedy, gdy prof. Jan Duda, ojciec prezydenta, słynący z radykalnych poglądów, zachęcał na łamach "Super Expressu" do przyjmowania uchodźców. – Hołduję chrześcijańskiemu podejściu w sprawie przyjmowania uchodźców i uważam, że należy ich przyjąć – oświadczył ojciec Andrzeja Dudy. Internauci zareagowali wirtualnymi brawami, choć i wylało się sporo żółci.
Więc człowiek o bardzo prawicowych, konserwatywnych, religijnych poglądach mówi coś, co teoretycznie pasowałoby do mnie, a ja mówię coś, co teoretycznie pasowałoby do niego. Bo po prostu używamy własnych rozumów na własną odpowiedzialność. Zdaję sobie sprawę, że jestem mniejszością w mniejszości. To znaczy, że mniejszość Polaków jest za przyjmowaniem uchodźców, ale tak się akurat składa, że ta mniejszość stanowi zdecydowaną większość w moim środowisku.
To prawda, są w Polsce dziennikarze prawicowi i dziennikarze lewicowo-liberalni. Wielu smakoszy po równi brzydzi się i jednymi, i drugimi. Że w sumie tacy sami, że zamieniają się rolami w cyklu politycznej koniunktury i dekoniunktury własnych obozów. Ale w zasadzie - słyszymy - robią to samo, podporządkowując wszystko interesom propagandowym i politycznym. Najbardziej narzekają oczywiście ci smakosze, którzy najlepiej czują się w roli krytyków III RP, ale pod rządami III RP, gdy pojawia się szansa prawdziwej zmiany, czują się zupełnie fatalnie. Bo jak to tak można, twardo i zdecydowanie zmieniać rzeczywistość? To w oczywisty sposób niesmaczne.
Symetrysta
Kilka dni temu Robert Mazurek (prowadzi audycje w RMF FM, pisze do "Dziennika Gazety Prawnej", publikuje także na łamach "wSieci" i wPolityce.pl) przyznał, że jest symetrystą. I dookreślił: "dezerterem z wojny polsko-polskiej, uporczywie odmawiającym akcesu do któregoś z okładających się sztachetami po łbach obozów".
Symetrysta, wbrew pozorom, nie musi uważać, że lemingi lub smoleńczycy, obozy PO lub PiS czy jak tam ich nazwiecie to jedno i to samo zło. Nie, dlatego – tu również wbrew pozorom – ich reprezentantem na scenie politycznej nie jest, a w każdym razie nie musi być Kukiz ’15. Symetryści nie chcą wspólnej reprezentacji, bo mają różne poglądy i często ostatecznie na kogoś z tych dwóch obozów głosują. To dlaczego są symetrystami, poza tym oczywiście, że nie lubią wąchać bitewnego prochu i wznosić bojowych okrzyków? Czytaj więcej
Teraz ten podział urósł do ogromnych rozmiarów. Zaczyna to przypominać państwo Hutu i Tutsi. Jeszcze trochę i dojdzie do przelewu krwi, skoro dochodzi do dramatycznych sytuacji, gdzie mamy do czynienia z rosnącą przemocą, czy dyskryminacją. Również wśród dziennikarzy.
Myślę, że to większy problem wśród prawicowcy mediów. Natomiast w tych liberalnych różnice są duże. Wielokrotnie polemizowałem z kolegami w różnych sprawach, np. Leszka Balcerowicza, jego poglądów i szkód, jakie zrobił w Polsce. Inni uważają, że to zasługi. Ale także w sprawie polityki społecznej, czy rządu Donalda Tuska. To oczywiście wywołuje emocje w środowisku, ale jest normalne. Po tej drugiej stornie, trudno mi sobie wyobrazić w "Gazecie Polskiej Codziennie" bardzo krytyczny tekst o Jarosławie Kaczyńskim. A mi się zdarzało pisać bardzo krytyczne teksty o Komorowskim, czy o Tusku.
