
"Lewak" musi myśleć jak lewak – uważa wielu. I na dobre wcale mu nie wyjdzie, jeśli wystąpi przed szereg i powie coś bardzo nie "po linii". Może zalać go wtedy fala hejtu, a krytyka popłynie z obu stron. Wyjście z szufladki, oderwanie etykiety czy to "lewaka", czy "prawaka", myślenie po swojemu (a nie po linii partii, czy redakcji) ma swoje konsekwencje.
Gratulacje za niepłynięcie z prądem Prawicowi publicyści zarzucają dziś Marcinowi Mellerowi, dziennikarzowi TVN24 i "Newsweek Polska", że "zdradził swoje poglądy". A to dlatego, że stwierdził, iż "niekoniecznie chciałby mieć świat islamu u siebie". I choć w podobnym tonie wypowiada się od lat, ci dopiero teraz usłyszeli jego głos. I uruchomili całą medialną machinę: "cóż za zmiana zdania" (TV Republika); "widzowie w szoku" (wPolityce.pl). Od drugiej strony też zbiera cięgi – padło, że jest "rasistą"; "drugim Cejrowskim". Tak samo skrajnie były komentarze internautów: "Marcin Meller drugą Ogórek"; "Po cichu z Mellerem zgadza się wiele osób z podobnej strony polityczno-towarzyskiej, ale boi się o tym głośno mówić". Gratulowano mu także, że "nie płynie z prądem".
A tymczasem sam zainteresowany w rozmowie z naTemat tłumaczył, że absolutnie zdania nie zmienił. – To samo na temat uchodźców mówiłem ze 30 razy, od kilku lat – podkreślił. Jego kolega po fachu Jacek Żakowski z "Polityki" ocenia w rozmowie z naTemat: – Meller próbuje się nie identyfikować i ma ekstrawaganckie poglądy, np.był zwolennikiem lustracji, był dość blisko prawicowych osób, np.Bronisław Wildstein. Trudno byłoby mi powiedzieć, czy i jakie ma poglądy.
prof. Jacek Kurczewski
Dwa plemiona Zdumieni dziennikarze sięgnęli za pióra również wtedy, gdy prof. Jan Duda, ojciec prezydenta, słynący z radykalnych poglądów, zachęcał na łamach "Super Expressu" do przyjmowania uchodźców. – Hołduję chrześcijańskiemu podejściu w sprawie przyjmowania uchodźców i uważam, że należy ich przyjąć – oświadczył ojciec Andrzeja Dudy. Internauci zareagowali wirtualnymi brawami, choć i wylało się sporo żółci.
Marcin Meller
dziennikarz
Meller otwarcie przyznał to, od czego wielu wciąż się odżegnuje: "mamy w Polsce dwa walczące plemiona polityczno-dziennikarskie". Są ci sprzyjający PO i ci sprzyjający PiS. Można ich różnie klasyfikować: KOD-owcy, lemingi, "ludzkie pany", smoleńczycy. Można jeszcze inaczej: są ci, którzy z białymi różami demonstrują przeciwko miesięcznicom smoleńskim i ci, którzy zarzucają im, że przeszkadzają w modlitwie.
Jacek Karnowski
na łamach wPolityce.pl (styczeń 2016 r.)
Dzielimy się sami, dzielą nas politycy i dzielą media. Dla niektórych jest tylko czarne albo białe. Szarości, jeśli istnieją, to rzadko. I zdarzają się osoby tak zastygłe w tych schematach, że trudno im przyjąć, że pracownik prawicowych czy lewicowo-liberalnych mediów, może mieć inne poglądy, np. na temat uchodźców. I wybicie się z tej kasty bywa ryzykowne. – Jak któraś z tych stron zobaczy, że po tej drugiej pojawiają się głosy odstające od oficjalnej narracji, to pojawia się niezdrowa podnieta – wytknął Meller. Mowa także o politykach. – Oni często nie wychodzą nawet poza przekaz dnia. Codziennie dostają długie listy z instrukcją i z góry wiedzą, co mają mówić na temat kryzysu parlamentarnego, romansu dwóch posłów – słyszę od jednego z medioznawców. Symetrysta Kilka dni temu Robert Mazurek (prowadzi audycje w RMF FM, pisze do "Dziennika Gazety Prawnej", publikuje także na łamach "wSieci" i wPolityce.pl) przyznał, że jest symetrystą. I dookreślił: "dezerterem z wojny polsko-polskiej, uporczywie odmawiającym akcesu do któregoś z okładających się sztachetami po łbach obozów".
Robert Mazurek
na łamach wPolityce.pl
I szybko posypały się również negatywne komentarze, jak np. : "kosmopolityczny bełkot mazurkowy". Dlaczego odbiorcy lubią, kiedy polityk czy dziennikarz opowiadają się po konkretnej stornie? – Ci wszyscy ludzie poszukują osób, które będą widoczne medialnie, słyszalne. W ten sposób mogą się w jakiejś mierze utożsamiać z tymi ludźmi, popierać ich poglądy. Natomiast oni sami nie mają żadnej racji bytu poza takim "podczepieniem się" – odpowiada medioznawca Jacek Dąbała z Katolickiego Uniwersytetu Lubelskiego.
Jeden z internautów docenił wyznanie i postawę Roberta Mazurka i przyznał: "chcemy symetrystów, nie propagandystów". Ale Wiesław Gałązka, medioznawca z Dolnośląskiej Szkoły Wyższej, mówi o coraz bardziej rosnącym podziale. – W tej chwili dziennikarze stają się propagandystami, czyli starają się zohydzać przeciwników i gloryfikować swoich. To niestety jest widoczne po obu stronach – przyznaje.
Wiesław Gałązka
Dolnośląska Szkoła Wyższa
Czy i dlaczego to się teraz nasila? – Na pewno ze względu na komunikację cyfrową, która jest wszechobecna. Możliwości techniczne niejako wywołały lawinę możliwości wypowiadania się i przyprawiania ludziom gęby – mówi Jacek Dąbała. – Od czasu, kiedy mamy wolną podziemną prasę, to tego typu awantury towarzyszą jej od zawsze. To, co się nasiliło, to próby instytucjonalizacji tego na poziomie prawie państwowym – stwierdza prof. Jacek Kurczewski.
Co na to sami dziennikarze i politycy? – Wątpię, by "Polityka" zdecydowała się zatrudnić jakiegoś faszystę albo komunistę, ale różnice poglądów w redakcji są dość duże. Nie wiem, czy akurat w sprawie uchodźców miały taki jasny wyraz, ale w wielu kwestiach bardzo się różnimy. Ale sądzę, że nie w stosunku do demokracji – uważa Jacek Żakowski.
Jacek Żakowski
dziennikarz "Polityki"
O to samo chcieliśmy zapytać dziennikarzy "prawicowych mediów". Ale żaden z nich nie chciał lub nie znalazł czasu, by z nami porozmawiać.
