PiS chce nowych opłat doliczanych do rachunku za prąd. Nawet gdyby prąd był darmo, zapłacimy 50-70 złotych podstawy

Co prezes Jarosław Kaczyński wymyśli, finansuje się później – a to z energii, a to z paliwa.
Co prezes Jarosław Kaczyński wymyśli, finansuje się później – a to z energii, a to z paliwa. fot. Cezary Aszkiełowicz / Agencja Gazeta
Wyłączając dekoder telewizji satelitarnej, 46-calowy telewizor oraz mikrofalówkę z trybu czuwania, zaoszczędzicie około 84 złotych rocznie na rachunku za prąd. Lodówka i pralka klasy A++ obniża zużycie prądu o 40 proc. Niestety nie ma opcji wyłączenia z rachunku polityków. Dzięki nim, nawet gdyby prąd kosztował w Polsce zero złotych, to i tak na fakturze dostaniecie rachunek na kilkadziesiąt złotych.

Rachunek za prąd liczony jest w tak karkołomny sposób, że każdy z dostawców energii publikuje poradniki, o tym jak czytać faktury. Tymczasem do pięciu dotychczasowych punktów w typowej fakturze za energię rząd chciałby dopisać kilka nowych pozycji. Żebyście nie dali się nabrać, odkrywamy, jak powinny się nazywać.
Opłata, aby Beata Szydło miała spokój z górnikami
Dla niepoznaki jest nazywana "opłatą mocową" – z tej opłaty automatycznie naliczanej do rachunku ma być finansowana budowa nowych elektrowni opalanych węglem. A węgiel ma pochodzić z polskich kopalni. W tych kopalniach fedrują polscy górnicy, w tym sąsiedzi premier z miejscowości Brzeszcze. Tutaj pisaliśmy, że premier Szydło i temu rządowi nie wypada walczyć z górnikami.

Wynosić będzie około 10-11 złotych miesięcznie (w zależności od zużycia prądu). Projekt ustawy idący jak burza przez sejm, ma łatwy sposób wyciągnąć 7 miliardów złotych z naszych kieszeni. Trafią one kontrolowanych przez skarb pańska spółek energetycznych. One same tych pieniędzy nie zdobędą. To dlatego, że cały świat (banki, fundusze inwestycyjne, Unia Europejska) mają plan, aby nie dołożyć już ani dolara czy euro do energetyki węglowej, uważanej za przestarzałą i szkodliwą dla środowiska. Dane Międzynarodowej Agencji Energetycznej wyraźnie wskazują, że gospodarki światowe ostatecznie odchodzą od węgla. Jednak nie w Polsce, gdzie jak przekonuje minister energii Krzysztof Tchórzewski węgiel będzie rządził do 2050 roku.

– To drogi oraz scentralizowany sposób wytwarzania prądu. Kolejne bloki energetyczne są kosztowne zarówno w budowie, jak 
i w utrzymaniu. Mimo tych alarmujących danych, rząd dalej inwestuje w węgiel, a nad polskimi miastami wzniosą się kolejne dymiące kominy, finansowane z kieszeni Polaków – komentuje dr hab. Zbigniew Karaczun, ekspert Koalicji Klimatycznej.
Opłata, aby prezesom spółek energetycznych było dobrze
Z tą opłatą żyjemy już 9 lat, nazywa się "opłatą przejściową" i właściwie nikt już nie pamiętał, za co doliczają nam ją do rachunku. Do czasu, kiedy było to od 1,23 do 3,87 zł brutto miesięcznie, to żaden problem. Zainteresujcie się, bo od stycznia 2017 rząd Prawa i Sprawiedliwości i branżowi urzędnicy podnieśli stawkę do 8 zł brutto miesięcznie.


Chodziło o stary, jeszcze sprzed 2004 roku, rządowy system wieloletniego kontraktowania zakupów energii przez Polskie Sieci Energetyczne i to powyżej cen rynkowych (tutaj problem opisany szczegółowo). W tym rozwiązaniu urzędnicy UE dopatrzyli się niedozwolonego sponsorowania branży energetycznej i tego zakazali. Opłata przejściowa miała zrekompensować firmom utratę stałych kontraktów i trudy normalnego konkurowania. Opłata miała być przeznaczana głównie na modernizację elektrowni węglowych i kopalń, ale to było za mało (patrz punkt pierwszy i "opłata za święty spokój Szydło").

Teraz prezesi firm nie muszą już wypruwać sobie żył, szukając sposobów i funduszy na inwestycję. Mogą spokojnie dać na mszę w kościele i zawierzyć elektrownię Matce Boskiej.
Opłata, aby TVP mogła być tubą rządzącej partii
Skoro telewizor chodzi na prąd, to abonament radiowo-telewizyjny najprościej będzie doliczyć do faktury za energię. Może wynieść 15 złotych miesięcznie – to jedna z wersji rozwiązania ściągania abonamentu radiowo-telewizyjnego, które rozważa Ministerstwo Kultury i Dziedzictwa Narodowego. W innej wersji miałoby to być 6-8 złotych płatne z podatkiem PIT.

To odpowiedź na problemy publicznej TVP, których skalę ukazało sprawozdanie abonamentowe za 2016 rok. Nie podoba mi się TVP, więc nie płacę abonamentu – zjawisko, o którym wspominał medioznawca profesor Wiesław Godzic, przełożyło się na spadek przychodów z abonamentu radiowo-telewizyjnego o 38,7 mln zł, czyli o prawie 10 procent. Z kolei reklamodawcy nie wspomogli publicznej telewizji równie szczodrze jak innych stacji. W 2016 roku przychody TVP z reklamy oraz sponsoringu wyniosły 872,1 mln złotych. Spadły o 50 mln. Ratunkiem ma być lepsza ściągalność abonamentu, którego nie płaci ponad 2 mln gospodarstw domowych.
Opłata, aby prezesom Big Energy nie mąciły snu łopaty wiatraków
To Mirosław Bieliński, były prezes Energii, pierwszy zwierzył się dziennikarzom, że kiedy nad morzem zaczyna wiać, on martwi się ile milionów zapłaci właścicielom nadmorskich farm wiatrowych. Przyjęte regulacje unijne nakazują zakup i produkcję spółkom coraz większych ilości energii ze źródeł odnawialnych. W lipcu 2016 roku opłata za odnawialne Źródła Energii została wprowadzona na faktury konsumentów – na szczęście to już tylko grosze.
Więcej opłat niż towaru
Przypomnijmy, że inne stałe opłaty w rachunku za prąd to opłata abonamentowa (3,20 zł netto) – na koszty odczytywania wskazań liczników. Opłata przesyłowa (np. 21 groszy / 1kWh) dla właściciela sieci energetycznej – ta zaś składa się z trzech wskaźników: jakościowego, stałego i zmiennego. I wszystko to jest dokładniutko wyliczone, obłożone akcyzą i "ovatowane". Ta przykładowa faktura pokazuje, że przy oszczędnym korzystaniu z energii, dodatki kosztują więcej niż sam towar, który kupujemy.

Dlatego możecie już zapomnieć o wszystkich poradnikach o oszczędzaniu energii. Nawet gdyby energia była rozdawana za darmo, i tak zapłacicie kilkadziesiąt złotych.
Znajdź nas na Znajdź nas na instagramie
Trwa ładowanie komentarzy...