Politycy PiS skrzywdzeni przez sądy. Mają osobiste powody, by odegrać się na polskim wymiarze sprawiedliwości

W maju Sąd Najwyższy orzekł, że prezydent Andrzej Duda przekroczył swoje uprawnienia, bo nie mógł ułaskawić Mariusza Kamińskiego przed prawomocnym wyrokiem
W maju Sąd Najwyższy orzekł, że prezydent Andrzej Duda przekroczył swoje uprawnienia, bo nie mógł ułaskawić Mariusza Kamińskiego przed prawomocnym wyrokiem Fot. Adam Stępień / Agencja Gazeta
– Każdy z nas ma kogoś, kto został skrzywdzony przez sądy – rzuciła nie po raz pierwszy podczas orędzia w TVP premier Beata Szydło. Szybko w internecie mogła przeczytać: "ciekawe czy Mariusza K. miała na myśli?"; "ja nie mam". Każdy z nas zna za to polityków PiS, którzy faktycznie mają na pieńku z wymiarem sprawiedliwości. Więc jego podporządkowanie partii jest im bardzo na rękę. – To ostatni bastion bolszewizmu – tak sądy niedawno nazwał senator PiS Waldemar Bonkowski. Tak więc plan jest prosty: trzeba zdobyć ten bastion i zbudować nowy.


Naprawimy, usprawnijmy
Panika w PiS. Prezydent niespodziewanie zawetował dwie z trzech ustaw, które miały wywrócić do góry nogami polskie sądownictwo i podporządkować je PiS (ustawę o Sądzie Najwyższym i KRS). Wprawdzie kolejnego dnia Andrzej Duda podpisał tę o ustroju sądów powszechnych, oddając je w ręce Zbigniewa Ziobry. Minister sprawiedliwości i prokurator generalny będzie mógł wpływać na wybór prezesa każdego sądu w Polsce. Jeszcze w poniedziałek politycy PiS byli zdezorientowani i nikt nie wiedział, co stanie się z trzecią ustawą.


Natychmiast więc wizytę prezydentowi w Pałacu Prezydenckim złożyła mu premier Beata Szydło w towarzystwie marszałków Sejmu i Senatu. Jeden z nich – według "Newsweek Polska" – miał rzucić do głowy państwa: "Jarek daje godzinę na zmianę zdania" (PiS tym informacjom zaprzecza). A prezydent miał oznajmić, że na to już za późno, bo zdążył swoją decyzję ogłosić. Niespodziewanie premier Beata Szydło wygłosiła orędzie do narodu, które transmitowała TVP. Równolegle na antenie TVN i Polsatu przemawiał prezydent Duda.


– Każdy z nas ma w swoim najbliższym otoczeniu kogoś, kto został skrzywdzony przez wymiar sprawiedliwości. Wiem to z rozmów z Polakami – tak zaczęła premier Beata Szydło. "Pani Beata Szydło zna przykład Sebastiana z seicento"; "A ja znam tysiące skrzywdzonych przez PiS"; "Ciekawe czy Mariusza K. miała na myśli" – tak odpowiedzieli jej internauci. Prawicowy publicysta Piotr Zaremba w swoim felietonie na łamach wPolityce.pl
podkreślił: "będą sytuacje, kiedy ta władza może mieć pokusę naginania wyroków do swoich potrzeb".


I opozycja już dostrzega, że tym pokusom ulegają prokuratury podlegające Ziobrze. Pierwsza sprawa: nie będzie śledztwa w sprawie koperty, jaką Jan Szyszko przekazał Mariuszowi Błaszczakowi od "córki leśniczego". Prokuratura Okręgowa nie dopatrzyła się "znamion jakiegokolwiek przestępstwa i wniosek oddaliła".
Marcin Kierwiński
poseł PO w rozmowie z tvn

Jest to temat niewygodny dla PiS, tak wiec prokuratura - zapewne pod dyktando pana ministra Ziobry - robi wszystko, żeby sprawie ukręcić głowę. To pokazuje jak bardzo ważne są niezależne sądy.

Kolejna dowód: PiS bardzo spieszyło się z uchwałą o Sądzie Najwyższym, podobnie jak z tymi o KRS i sądami powszechnymi. Przeciwnicy partii rządzącej sugerowali, że może chodzić o Mariusza Kamińskiego, którego Andrzej Duda ułaskawił i dlatego nie będzie miał odwagi, aby tę ustawę zablokować. – PiS-owi zależy na tak błyskawicznym przepchnięciu tej ustawy, ponieważ za kilka tygodni Sąd Najwyższy będzie rozstrzygał, czy ułaskawienie to było legalne. Zależy im na chronieniu swoich kolesi, żeby rozmontować SN do tego czasu i wyrok był po ich myśli – mówił Sławomir Neumann z PO w TVN24. Kamiński nie jest jedyny. Oto lista polityków PiS, którzy zostali skrzywdzeni przez sądy.

Minister Kamiński: przekroczenie uprawnień

"Największy stres muszą mieć teraz Mariusz Kamiński i Maciej Wąsik. Wszakże sąd orzekł, trzy lata więzienia i zakaz pełnienia funkcji, a SN raczej ich nie uratuje"– napisała na Facebooku jedna z posłanek PO. Bo na początku sierpnia troje sędziów Sądu Najwyższego ma zbadać kasację w sprawie byłych szefów CBA skazanych za akcję przy aferze gruntowej.

Mariusz Kamiński, były szef CBA i Maciej Wąsik, były wiceszef CBA, zostali skazani przez sąd pierwszej instancji w marcu 2015 roku. Chodziło o przekroczenie swoich kompetencji podczas tzw. afery gruntowej. Dziś Kamiński sprawuje kontrolę nad służbami specjalnym w Polsce, a Wąsik jest sekretarzem stanu w KPRM. Te stanowiska mogli objąć dzięki decyzji prezydenta Dudy, który ułaskawił ich na kilka godzin przed zaprzysiężeniem. W maju 2017 roku Sąd Najwyższy uznał, że było to niezgodne z prawem. Bowiem Andrzej Duda nie mógł tego zrobić przed prawomocnym wyrokiem sądu.

Prezes Kurski: nie płaci alimentów

Wczoraj prezes TVP Jacek Kurski stanął przed gdańskim sądem. Jak donosi "Dziennik Bałtycki" jego była żona domagała się orzeczenia stałej kwoty alimentów na utrzymanie 10-letniego syna. Kurscy wzięli rozwód w kwietniu 2015 roku przed belgijskim sądem. Ten nie orzeka o alimentach, dlatego Monika Kurska złożyła do polskiego sądu wniosek o przyznanie alimentów na najmłodszego syna. – Od czasu rozwodu nie zapłacił na dziecko ani złotówki – donosi Wp.pl. – Płacę tyle, ile mogę. Natomiast nie mogę tyle, ile kiedy byłem europosłem – tłumaczył prezes TVP dwa lata temu. Jacek Kurski natychmiast odniósł się do informacji Wp.pl. pisząc, że artykuł jest "nierzetelny". – Zawarte w nim sugestie naruszają moje dobra osobiste w szczególności dobre imię oraz prawo do prywatności. Zupełnie nieuprawnione i obraźliwe jest dodatkowo porównywanie mnie jako ojca z inną osobą powoływana w tym tekście” – napisał w opublikowanym w sieci oświadczeniu.

Senator Bonkowski: namawiał do fałszowania

Senator Waldemar Bonkowski jak sam o sobie mówi "hardcorowy pisowiec", w życiu "nie zmienia poglądów ani partii”. Tak, to ten, który ostatnio nazywał protestujących w obronie sądów "upiorami bolszewickim", "ubeckimi wdowami”, "pożytecznymi idiotami”. Zaś same sądy określił "ostatnim bastionem bolszewizmu". A tymczasem – jak opisała Anna Dryjańska na łamach naTemat – senator ma na swoim koncie prawomocny wyrok i osobisty powód, by nie lubić sądów.
Radnym pomorskiego sejmiku nie mógł być do końca kadencji. A to dlatego, że utracił mandat po tym, jak prawomocnie go skazano. Poszło o namawianie pracownika firmy Bielnik do fałszowania dokumentów dotyczących wydatków na paliwo. W 2010 roku decyzję pierwszej instancji podtrzymał Sąd Okręgowy w Elblągu. Musiał zapłacić 2,5 tys. zł grzywny. Ale kilka lat później znów został radnym, a potem trafił do Senatu.

Prokurator Ziobro: chce pomścić śmierć

Minister sprawiedliwości i prokurator generalny przez kilka lat walczył o to, by za kratki wsadzić lekarzy krakowskiego szpitala. Profesor Dudek, kardiolog, który operował ojca Zbigniewa Ziorby przez lata musiał pojawiać się w sądzie na wniosek rodziny Ziobrów. Gdy umorzono pierwsze postępowanie prokuratorskie, bliscy Jerzego Ziobry wystąpili z pozwem prywatnym. –
To nie brzmiało jak oskarżenie o błąd lekarski; nam się wydawało, że zostaliśmy oskarżeni o zabójstwo – stwierdził prof. Dudek w rozmowie z dziennikarzem portalu Onet.pl. Ostatecznie, w lutym br. wszyscy lekarze, których oskarżono o nieumyślne spowodowanie śmieci Jerzego Ziobry, zostali uniewinnieni. Zabrakło dowodów ich winy. Ale na tym nie koniec. Przyszła i pora na szpital, w którym pracują. Jak donosił RMF FM, w maju w krakowskim Szpitalu Uniwersyteckim rozpoczęto wielką kontrolę. Zażądano wydania 15 tys. historii chorób i innych dokumentów z okresu 13 lat. Dziennikarze RMF FM ustalili, że NFZ działa na zlecenie prokuratury, która podlega Zbigniewowi Ziobrze.
Sprawę skomentowało także NFZ. Fundusz zaprzeczył, że jest to pierwsza kontrola w tym szpitalu i że "paraliżuje ona prace oddziałów kardiologicznych". W komunikacie przesłanym PAP zaznaczono, że w ciągu ostatnich trzech lat ten krakowski szpital kontrolowano aż 14 razy, w tym również oddział kardiologiczny.

Zbonikowski: afery obyczajowe, jazda pod wpływem

Łukasz Zbonikowski ma wiele grzechów i problemów z prawem na sumieniu. Najświeższa sprawa – z początku maja tego roku. Jak podaje Oko.press.pl, Prokuratura Okręgowa w Warszawie postanowiła wszcząć śledztwo w sprawie "zatajania prawdy i podawania nieprawdy w oświadczeniach majątkowych, składanych przez posła Łukasza Zbonikowskiego marszałkowi Sejmu RP". Dotyczy to okresu od 2011 do 2016 roku.
Wcześniej, w 2015 roku, Zbonikowski stał się bohaterem kryzysu obyczajowego. Bulwarówki rozpisywały się, jak to polityk PiS miał bić i zdradzać żonę. Z zawiadomienia do prokuratury w Chełmie i zeznań Zbonikowskiej wynika, że poseł miał pobić żonę i siłą odebrać jej telefon. Prokuratura w Chełmie tę sprawę jednak umorzyła – uznała, że nie nosi ona "znamion rozboju, który jest ścigany z urzędu". Jarosław Kaczyński podjął decyzję, by wyrzucić go z PiS.

Potem Zbonikowski miał się z żoną kłócić o pieniądze. Poseł PiS walczył o 100 tys. zł, które jego była partnerka (w marcu br. byli w trakcie rozwodu) uzyskała jako beneficjentka programu "Młody rolnik". Ale Zbonikowski uważał, że te pieniądze bardziej należały się jemu. Sprawą postanowił zająć się wydział rodzinny sądu we Włocławku, gdzie odbywa się rozwód pary. Otóż sąd przyznał rację Zbonikowskiemu, agencja zaś nie.W czerwcu 2016 roku znów uzyskał mandat parlamentarny i przyjęto go w szeregi partii PiS.

Ale na tym nie koniec. Już na początku kariery, Zbonikowski po zdobyciu mandatu radnego Włocławka, został przyłapany podczas jazdy samochodem pod wpływem alkoholu. "Tak naprawdę, to trochę sam się załapał. Jadąc samochodem zobaczył interwencję policji. Podjechał swoją zieloną Skodą Felicią i zaparkował na trawniku. Policja zwróciła mu uwagę, że nie wolno tam parkować. Gdy Łukasz się odezwał, funkcjonariusze poczuli od niego alkohol" – wspomina jeden z byłych asystentów Zbonikowskiego w rozmowie z Oko.press.pl. Skazano go na 450 zł grzywny i odebrano mu prawo jazdy na siedem miesięcy.

Ale ten błąd popełnił jeszcze raz. W 2008 roku wspólnie z posłem Karolem Karskim miał się rozbijać meleksem do jazdy po polu golfowym w cypryjskim hotelu. Był to służbowy wyjazd, a politycy PiS uczestniczyli w posiedzeniu podkomisji ds. ochrony praw człowieka. Zapłacili za to grzywnę. Do grzechów posła należy jeszcze dorzucić: nieprawidłowości w rozliczaniu zagranicznych podróży. Sprawą jednego z wyjazdów zajęła się warszawska prokuratura – ale umorzono ją.