
Dziennik "Rzeczpospolita" pisze o polowaniu na posłów z innych ugrupowań. Parę transferów jest już podobno dogadanych. Klub Prawa i Sprawiedliwości ma zasilić 5 osób z ruchu Kukiz'15, 2 z Polskiego Stronnictwa Ludowego i kolejne 2... z Platformy Obywatelskiej. Sytuacja jest więc dość podobna do tego, co działo się w 2006 r. i potem w 2007 r., tuż przed przyspieszonymi wyborami parlamentarnymi, gdy kuszono polityków z innych ugrupowań.
REKLAMA
Oczywiście, dziś Jarosław Kaczyński jest w sytuacji dużo bardziej komfortowej niż wtedy. Zjednoczona Prawica wciąż ma w Sejmie większość. Poza tym przewaga PiS w sondażach może mu dawać pewien komfort psychiczny. Jednak transfery posłów, skłanianie ich, aby popierali rząd Prawa i Sprawiedliwości, to metoda zastosowana w 2006 r. (na co dowodem były choćby słynne taśmy Renaty Beger). Wtedy wyszło to tylko na krótko – za mało parlamentarzystów uznało, że opłaca im się firmowanie rządu premiera Jarosława Kaczyńskiego. Konieczne były przedterminowe wybory, które zakończyły się przegraną PiS.
A dziś? "Planowane transfery mają spełnić przede wszystkim cel wizerunkowy: po spekulacjach o możliwym rozłamie w obozie władzy powinny one stworzyć wrażenie potęgi i atrakcyjności partii rządzącej" – pisze "Rzeczpospolita". Według informacji gazety, chodzi m.in. o to, aby bez przeszkód przeforsować kolejne "dobre zmiany" w wymiarze sprawiedliwości, w kodeksie wyborczym i w mediach.
Poselskie transfery mogą się okazać największym ciosem dla klubu PSL, który – jeśli odejdą z niego kolejni dwaj posłowie – stanie się jedynie kołem poselskim. Odejście pięciu posłów od Kukiza miałoby być karą dla klubu za jego współpracę z Andrzejem Dudą. Najbardziej zaskakiwać mogą informacje o możliwym odejściu 2 posłów z PO. – O żadnych rozmowach nie słyszałem i nic nie wiem o ewentualnych transferach – zapewnił poseł Andrzej Halicki.
źródło: "Rzeczpospolita"
