
W cieniu głośnego wywiadu Jarosława Kaczyńskiego dla Radia Maryja bez większego echa przeszły wczoraj dalsze rozstrzygnięcia w sprawie szaleńczego ataku na jedno z biur poselskich Platformy Obywatelskiej gdzie, agresywny Wilhelm R. groził, że zabije Borysa Budkę. Organy ścigania nie zbagatelizowały tej sprawy i napastnik usłyszał poważne zarzuty. Przed kamerami opolskich mediów wyznał on też, dlaczego groził młodemu liderowi opozycji.
Jak informowaliśmy w naTemat, w środę doszło do bulwersującego incydentu w Opolu. Do biura poselskiego tamtejszego posła Platformy Obywatelskiej Tomasza Kostusia niespodziewanie wtargnął agresywny człowiek, który groził, że "zabije maczetą" Borysa Budkę, a następnie "zrobi porządek" z resztą największej partii opozycyjnej. Mężczyzna następnie zbiegł z biura PO, ale policji udało się go szybko zatrzymać.
Okazało się, że to 56-letni Wilhelm R. Za to, co zrobił postawiono mu już zarzuty kierowania gróźb bezprawnych wobec grupy osób z powodu ich przynależności politycznej. Za takie przestępstwo polskie prawo przewiduje karę nawet 5 lat pozbawienia wolności. Ja na razie człowiek, który groził, że zabije jednego z najpopularniejszych obecnie liderów opozycji trafił jednak na wolność. Jako środek zapobiegawczy zastosowano wobec niego jedynie dozór policyjny oraz zakaz zakaz zbliżania się do wskazanych osób z PO i ich biur poselskich.
Wilhelm R.
o powodach grożenia śmiercią Borysowi Budce i innym politykom PO
Gdy trwały jeszcze policyjne czynności prowadzonego przez funkcjonariuszy Wilhelma R. udało się na chwilę zagadnąć opolskim dziennikarzom. Krótko, ale bardzo wymownie odpowiedział on na pytanie o to, dlaczego groził śmiercią Borysowi Budce i reszcie polityków Platformy. – Bo mi się nie podobało to, co totalna opozycja robiła – stwierdził. Język jakby znany? To, co powiedział Wilhelm R. zabrzmiało jak kalka słów, którymi notorycznie nienawiść wobec ludzi o innych poglądach podgrzewają najważniejsi politycy koalicji rządzącej.
– Pokazywane w mediach afery wywołuje opozycja, która sama określa się jako totalna – grzmiała w ostatnim orędziu premier Beata Szydło. – Totalna opozycja marzy o tym, żeby dochodziło do awantur – wielokrotnie powtarzał szef MSWiA Mariusz Błaszczak. – Opozycja totalna nie jest w Polsce szerzej akceptowana. To jest w gruncie rzeczy polityczne awanturnictwo – mówił sam Jarosław Kaczyński. – Totalna opozycja będzie robiła wszystko, by nadal prowokować prezesa Kaczyńskiego – oburzał się też Paweł Kukiz. Nic więc dziwnego, że wreszcie znalazła się pierwsza osoba, która na te słowa chciała odpowiedzieć czynem.
– Prezes Kaczyński ma wielką robotę do wykonania. Powinien jasno odciąć się od tego typu incydentów i przeprosić za język nienawiści. Tylko on może spowodować, że debata publiczna powróci na normalne tory. Bo jeżeli polityczny przywódca z mównicy sejmowej mówi o "kanaliach" i "zdradzieckich mordach", to wszyscy jego wyznawcy odczytują to jako przyzwolenie na tego typu działania – tak ostatnie wydarzenia w rozmowie z naTemat komentował Borys Budka.
źródło: Radio Opole
