Ryszard Petru, lider Nowoczesnej
Ryszard Petru, lider Nowoczesnej Fot. Sławomir Kamiński / Agencja Gazeta

– To jest bolszewicka metoda. Zawsze zastraszenie działało. Natomiast jesteśmy państwem, które jest dobre w pospolitym ruszeniu. I o to będę apelował – mówi w rozmowie z naTemat Ryszard Petru. Swoją partię porównuje do drużyny, siebie nazywa selekcjonerem, ale gole strzela ten, kto jest w dobrej kondycji. Dlatego ostatnio tak głośno jest o Kamili Gasiuk-Pihowicz.

REKLAMA
Nowoczesna złożyła zawiadomienie do prokuratury w sprawie Pana inwigilacji. Tymczasem policja tłumaczy, że "nie o chęć śledzenia", a Pana bezpieczeństwo chodziło. Czuje się Pan zagrożony?
Gdybym czuł się zagrożony, to poinformowałbym odpowiednie służby lub wynająłbym ochronę. Ale 21 lipca nie czułem się zagrożony. Sam fakt, że tego dnia szedłem sam, piechotą, świadczy o tym, że nie czuję się zagrożony. Co więcej, nie życzę sobie, żeby ktoś chronił mnie na siłę, kiedy po pierwsze: ja o tym nic nie wiem, a po drugie – nie chcę tego.
Wiedział Pan, że może być śledzony?
Nie wiedziałem o tym. I nie jest prawdą, że to wszystko w związku z ochroną terenu Sejmu, bo teren Sejm nie rozpościera się do Nowego Światu 27. W związku z tym odbieram to jako działania przeprowadzone przeciwko szefowi partii opozycyjnej. Być może takie same są prowadzone przeciwko innym politykom. Potrzebna jest informacja na ten temat: jakiego rodzaju działania operacyjne i na jakiej podstawie są przeciwko mnie prowadzone.

Dziś media poinformowały, że nagrywani byli uczestnicy antyrządowych demonstracji. Czemu to ma służyć?
Na pewno tworzą bazę danych. Potem mogą ich w różny sposób nękać. Mój przypadek jest tylko egzemplifikacją tego, co czynione jest wobec innych. Różnica polega oczywiście na tym, że ja mogę sprawę nagłośnić. Jestem ich ewidentnym wrogiem. Trzeba mnie więc skompromitować i zniszczyć. A jeśli mnie, który ma możliwość interwencji i nagłośnienia sprawy, to tym bardziej każdy obywatel może czuć się zagrożony.
Wróćmy do manifestacji w obronie niezależności sądów. Dobrze, że na wiecach pojawiają się politycy?
Jeśli będziemy się dzielić w ramach opozycji, w tym na polityków i nie polityków, to nie wygramy z PiS. Moje wnioski są takie, że w Zjednoczonej Prawicy wszyscy są razem. A czym się różni polityk od przeciętnego człowieka? My, oprócz protestów, wykonywaliśmy pracę w Sejmie. Próbowaliśmy regulaminowymi sposobami uniemożliwić przeprowadzenie tych szkodliwych dla całego demokratycznego ustroju ustaw. To była walka i w parlamencie, i w komisjach, dzień i noc, dzień i noc. W trakcie posiedzenia parlamentu wchodziliśmy na ulice, informując obywateli jaki jest stan prac, co się dzieje. Chcieliśmy pokazać nasz obywatelski sprzeciw, ale też solidarność z tymi ludźmi.
Kamila Gasiuk-Pihowicz podczas manifestacji otrzymała największe owacje, niektórzy wskazują, że powinna zostać liderką Nowoczesnej, a nawet twarzą opozycji. Co Pan sądzi o tym pomyśle?
Bardzo dobrze, że dostała owacje. Cieszę się bardzo. Taki jest podział ról. Kamila jest twarzą Nowoczesnej w kwestii sądownictwa, praworządności. Inne osoby są od praw kobiet, inne od edukacji. W każdym obszarze mamy kogoś, kto może być bardzo dobrze postrzegany i jednocześnie merytoryczny. Na tym polega gra zespołowa.
Ostatnio wybił się także poseł Borys Budka z PO. Nie obawia się Pan, że mogą odejść i stworzyć nową jakość w polskiej polityce?
Polityka to gra zespołowa, każdy ma swój moment. I każdy może być w pewnym momencie bardzo popularny. I wnioski są takie, że jak jest się drużyną to strzela gole ten, który w danym momencie jest w najlepszej kondycji i na najlepszej pozycji. Ale to cała drużyna pracuje na ten sukces. Jak będą nowe tematy, będą też inne osoby. Taka jest polityka...

Ale pojawiły się głosy, że poseł Gasiuk-Pihowicz powinna zostać twarzą opozycji, a pozostali politycy powinni zrobić jej miejsce.
Nikt nikomu nie blokuje miejsca. Każdy może być twarzą, jeżeli chce. To jest naturalne. Nikt niczym nie steruje. Nowoczesna to drużyna. Ja jestem selekcjonerem, ale to ktoś inny strzela gole.
Jak Pana zdaniem "zagospodarować" młodych ludzi, którzy tłumnie gromadzili się podczas ostatnich manifestacji w obronie niezależności sądów?
Proponowałbym, aby się skrzyknęli na Facebooku, by utworzyli grupy. A to po to, by później w dowolnej chwili można było wykorzystać ten zapał i tę energię Jestem przekonany, że na jesieni przy ataku PiS na media, na samorząd, organizacje pozarządowe – konieczne będzie mocne postawienie się władzy. Być może tłum na ulicach będzie większy niż dotychczas.
Walczył Pan, jak lew podczas Komisji Sprawiedliwości. Wyrwał Pan posłowi Suskiemu mikrofon. Chciał Pan w ten sposób pokazać, że tym razem opozycja działa i jest na miejscu?
Była komisja podczas której było zgłosiliśmy tysiąc poprawek. Nagle PiS blokuje te poprawki i wciągu półtorej minuty Piotrowicz (Stanisław Piotrowicz, przewodniczący komisji - red.) chce to wszystko wyrzucić do kosza. Podszedłem do niego, wcześniej siedziałem grzecznie. Cztery razy poprosiłem go o przerwę. Nie przerwał. Mnie wkurzyło, że on może tak szybko przeprowadzić, że zabrałem mikrofon. Takie panowały emocje.
Pojawiają się głosy, że nie mamy w Polsce opozycji. Co Państwo robicie, by się zjednoczyć, by działać razem?
Działamy razem w ramach frontu demokratycznego w sprawach fundamentalnych takich, jak obrona demokracji w Polsce. Wspólną listę wyborczą tworzy się przed wyborami. Między nami a Platformą Obywatelską są różnice programowe dość istotne. W tym momencie hasło "zjednoczona opozycja" mogłoby być łatwo rozgrywane przez przeciwników politycznych, wskazując na istotne różnice programowe. Czym innym jest akcja pt. wybory. Wtedy trzeba szukać wspólnych mianowników. Opozycja z definicji ma mniejszość. Dzięki naszym akcjom w Sejmie zwróciliśmy uwagę mediów, a dalej uwagę opinii publicznej na wrzutki poselskie PiS i dwie bardzo szkodliwe ustawy. Wysłałem pisma do organizacji międzynarodowych w sprawie tego, co się w Polsce dzieje. Uważam, że taka jest nasza rola.
Jako Nowoczesna macie w tej chwili 10 procentowe poparcie w sondażach. Jaki ma Pan pomysł, by było lepiej?
Musimy wychodzić z propozycjami programowymi, nie tylko z tym, co robi PiS, ale i z tym co mamy do zaproponowania w kwestii mediów, sprawiedliwości, edukacji. I to będziemy robić.

Jakiś czas temu Nowoczesna miała poważny kryzys: roszady personalne, niektórzy wieścili nawet koniec partii.
Są ludzie, którzy tworzą swoją historię. Gdyby to był kryzys, to nie działalibyśmy wspólnie i skutecznie.

Jak Pan ocenia obecną sytuację w PiS, widzi Pan rozłam?
Nie sądzę. Gowin, który mówi, że głosował za ustawą, a teraz popiera weto, jest niepoważny i bez honoru.
Poseł Gowin powtarza, że zdecydował się zagłosować za ustawą w sprawie SN, by nie było rozłamu w koalicji.
Każde głosowanie może oznaczać rozłam. Albo jest się przeciwnym i ma się odwagę, albo się głosuje i łamie swój charakter. Kaczyński trzyma go krótko. Nie sądzę, by był jakiś głębszy konflikt z Pałacem Prezydenckim. Moim zdaniem zaraz wszystko wygaśnie. Weta prezydenta były prawdziwe – przestraszył się Polaków na ulicach. De facto może uratował PiS. Jednak mam poważne obawy, że Andrzej Duda zgłosi ustawy bliźniaczo podobne do tych o SN i KRS, a PiS to jeszcze powywraca w Sejmie i będziemy mieć powtórkę.
Jesienią dojdą jeszcze do tego ustawy o mediach, samorządach. Nie wykluczam, że uderzą w autonomię urzędów. Apelowałbym do Polaków, by się grupowali w internecie, aby w szybki sposób można było się zorganizować w razie potrzeby i zaprotestować.
Partia rządząca próbuje zastraszyć media, manifestantów?
To jest bolszewicka metoda. Zawsze zastraszenie działało. Natomiast jesteśmy państwem, które jest dobre w pospolitym ruszeniu. I o to będę apelował.

Po stronie prezydenta stanął ostatnio Gowin, najmłodszy poseł PiS-Rzepecki. Media informowały, że do nich ma dołączyć Morawiecki. Razem mają stworzyć nową jakość, siłę.
To śmieszne. W takiej grupie nie chciałbym się znaleźć. Gdybym jako młody chłopak miał iść na podwórkową walkę, to z pewnością nie wziąłbym Gowina, czy Morawieckiego. To pierwsi tchórze, którzy uciekną. Wolałbym iść sam.