Czy poseł Platformy Obywatelskiej Artur Gierada także otrzymał policyjną "ochronę". Tego nie wiadomo, ale fakty nie wyglądają optymistycznie.
Czy poseł Platformy Obywatelskiej Artur Gierada także otrzymał policyjną "ochronę". Tego nie wiadomo, ale fakty nie wyglądają optymistycznie. Fot. Paweł Małecki/Agencja Gazeta, screen z twitter.com/arturgierada

Już wiadomo, że ostatnie protesty nie tylko sprowokowały weta prezydenta Dudy oraz trzęsienie ziemi w PiS, ale także działania policji. Pierwszymi ofiarami zwiększonego zainteresowania służb są Ryszard Petru i dwóch działaczy Obywateli RP. Wczoraj dołączył do nich poseł Platformy Obywatelskiej Artur Gierada. Zaczyna to wyglądać coraz bardziej niepokojąco.

REKLAMA

Wiemy już, że policja nie miała ostatnio łatwego czasu. Oprócz mobilizacji pod Sejmem i pilnowaniu szpaleru płotów i barierek na Wiejskiej, wyposażeni w dwie bułki i kawałek kiełbasy, funkcjonariusze musieli także na bieżąco śledzić poczynania niektórych osób. Bardzo "bezpiecznymi" mogli się poczuć Ryszard Petru, Wojciech Kinasiewicz i Tadeusz Jakrzewski. Jednak obserwacja rozszerzyła się także na polityków Platformy Obywatelskiej i poza duże manifestacje w Warszawie.

Starachowickie spotkanie Podczas wczorajszego spotkania Artura Gierady i Marzeny Okły-Drewnowicz z mieszkańcami Starachowic, jego uczestnicy także mieli policyjną opiekę.

Fot. twitter.com/arturgierada

O to wszystko zapytaliśmy Artura Gieradę, współorganizatora wczorajszego spotkania i jeden z celów policyjnych działań.

–Rzeczywiście, przed rozpoczęciem wczorajszego spotkania pojawił się radiowóz z dwoma policjantami. Moja koleżanka, z którą organizowałem to spotkanie, nawet chciała z nimi porozmawiać, czy to my jesteśmy "sprawcami" ich wizyty, ale ja uznałem, że to dobrze, że będą obecni w pobliżu, ponieważ jest to jakby nie patrzeć podniesienie poziomu bezpieczeństwa – mówi nam poseł Gierada. – Samo spotkanie przebiegło w spokojnej i miłej atmosferze, jednak tuz po nim jeden z uczestników pokazał mi to zdjęcie, które wszyscy mogą teraz zobaczyć na Twitterze i Facebooku. I to już jest niepokojące – dodaje poseł.

– Ten pan podczas naszego spotkania zauważył policjantów, którzy wspięli się na skarpę i prawdopodobnie nagrywali spotkanie. Kiedy [autor zdjęcia - przyp.red.] zrobił im zdjęcie, zaczęli chować się po krzakach. Zaraz potem wycofali się i odeszli – relacjonuje poseł Platformy Obywatelskiej. Sytuacja jest niezręczna, bo o ile obecność policji na takich spotkaniach jest wskazana i powinniśmy być w takich sytuacjach wdzięczni za ich obecność, o tyle jeśli służy to nagrywaniu czy robieniu zdjęć, to jest to przekroczenie pewnej granicy – dodaje.

Jak przyznaje nasz rozmówca, taka sytuacja zdarzyła się tylko w Starachowicach. Na poprzednich spotkaniach w innych miastach w województwie czegoś takiego nie było. – Do tej pory w Kielcach, w których nie raz na różnych spotkaniach, moich i innych posłów Platformy, policja wykazywała się pełnym profesjonalizmem, każdy czuł się bezpieczny. Jednak po takich zdarzeniach są duże obawy o konsekwencje. Nie może być tak, że ktoś coś nagle nagrywa zza krzaków. Po czymś takim nie zdziwię się, jeżeli ludzie będą bali się przychodzić na takie spotkania. To nie chodzi o nas posłów, ale o zwykłych obywateli, którzy obawiają się, że po takim spotkaniu z posłami opozycji mogą być wobec nich wyciągane jakieś konsekwencje. Ludzie takimi kategoriami myślą i wcale im się nie dziwię. To jest element o charakterze represyjnym – mówi poseł Artur Gierada.

Dwie wersje Pojawia się pytanie, czy policjanci stojący na skarpie za drzewami rzeczywiście nagrywali spotkanie? Komenda Powiatowa Policji w Starachowicach obecność policjantów na spotkaniu z posłami Platformy Obywatelskiej tłumaczy pilnowaniem porządku publicznego. Zaprzecza także nagrywaniu przebiegu spotkania.

Policjanci na miejscu czuwali, aby nie doszło do zakłóceń ładu i porządku publicznego. Żaden z funkcjonariuszy nie nagrywał przebiegu tego spotkania.

asp. Monika Kalinowska, KPP w Starachowicach

Autor zdjęcia, który prosi o zachowanie anonimowości twierdzi jednak co innego.

W pewnym momencie na górę skarpy weszli policjanci. To było dosyć dziwne, bo nigdy tam nie chodzą. Nie ma takiej potrzeby, a poza tym jest tam bardzo stromo, trzeba tam wchodzić z drugiej strony. Jeden z policjantów stał, a drugi kucał za drzewem. Ten drugi coś trzymał w ręku. Wydaje mi się, że była to kamera, ale odległość była duża i nie mogę na sto procent powiedzieć, czy tak właśnie było. W ostatnich dniach media donosiły o nagrywaniu polityków i demonstrantów przez policję, więc postanowiłem zrobić zdjęcie. Udało mi się zrobić tylko jedno. Jak tylko policjanci zauważyli, że ich fotografuje, natychmiast zaczęli się wycofywać. Po chwili już ich nie było.

Autor zdjęcia, uczestnik spotkania

Oczywiście w tej sprawie obie strony będą obstawały przy swojej wersji i nie ma stuprocentowej pewności, czy funkcjonariusze nagrywali spotkanie mieszkańców z posłami opozycji, czy nie. Jednak niektóre okoliczności budzą jeszcze większe wątpliwości. Dlaczego policjanci po ich sfotografowaniu zaprzestali obserwacji? Spotkanie nadal trwało, a jak wynika z komunikatu policji, funkcjonariusze mieli pilnować porządku w jego czasie. Dlaczego prowadzili oni obserwacje stojąc na stromej skarpie, z której przeprowadzenie w nagłym wypadku jakiejkolwiek interwencji byłoby bardzo utrudnione? I po co nieudolnie próbowali chować się za drzewami? I wreszcie, dlaczego takie "pilnowanie ładu publicznego" nasiliło się po zeszłotygodniowych, masowych protestach?

Te wątpliwości oraz ostatnie doniesienia o podejrzanych obserwacjach zaczynają układać się w niepokojącą całość. Czy opozycja planuje jakieś stanowcze działania? – Oprócz interpelacji wysłanej w sprawie Ryszarda Petru i Obywateli RP, będziemy obserwować rozwój wydarzeń. Jeżeli okaże się, że coś takiego się powtarza i jest jakiś rozkaz, żeby inwigilować opozycję, będzie to jedna z największych afer w Polsce po 1989 roku – przyznaje poseł Gierada. Oznaczałoby to tak naprawdę jedno: kolejną cegiełkę w budowie państwa policyjnego przez obecną władzę.