To pokazuje, że szef PO przywództwa łatwo nie odda. Po sondażu, że wyborcy woleliby Budkę, Schetyna wezwał byłego ministra sprawiedliwości na dywanik. Na zdjęciu – obaj politycy na konferencji w Gliwicach.
To pokazuje, że szef PO przywództwa łatwo nie odda. Po sondażu, że wyborcy woleliby Budkę, Schetyna wezwał byłego ministra sprawiedliwości na dywanik. Na zdjęciu – obaj politycy na konferencji w Gliwicach. Fot. Dawid Chalimoniuk / Agencja Gazeta

Gdy w połowie sierpnia portal OKO.press opublikował wyniki sondażu, iż tylko 13 proc. badanych widzi Grzegorza Schetynę na stanowisku szefa PO, ten wzywa do siebie Borysa Budkę. Dlaczego? Bo Budka w tym sondażu przegania lidera o dwie długości. Na niego wskazało 28 proc. badanych, z kolei na Rafała Trzaskowskiego – 25 proc.

REKLAMA
O wezwaniu Borysa Budki do gabinetu Grzegorza Schetyny pisze tygodnik "Newsweek". Sondaż wskazuje, że wyborcy oczekują zmiany pokoleniowej na szczytach Platformy, ale szef partii wyraźnie się na to nie godzi.

Według ustaleń "Newsweeka", kilka dni po publikacji wyników sondażu 54-letni Schetyna wzywa do siebie Budkę i oczekuje od niego deklaracji lojalności. Na skórzanych kanapach w jego gabinecie przy ul. Wiejskiej siedzą jeszcze szef gabinetu Piotr Borys i Mariusz Witczak, partyjny skarbnik. To zaufani ludzie przewodniczącego.

– Jak tam, męczą cię media po tym sondażu? – zagaduje Budkę Schetyna.
– Jasne – odpowiada 39-latek.
– To pamiętaj, tłumacz wszystkim, że musimy być jednym teamem. Będą chcieli nas skłócić, ciebie i mnie. Musisz to wytrzymać, bo takie działania mogą rozbić PO – przestrzega przewodniczący. Budka przytakuje.
Czytaj więcej

"Newsweek"
Jak pisze tygodnik, w otoczeniu szefa PO panuje przekonanie, że ten sondaż był "spiskiem warszawskich elit, które nie lubią Schetyny".
Nie ma jednak wątpliwości, że Borys Budka w ostatnich miesiącach zyskał w oczach wyborców. Gdy trwały protesty przeciwko zmianom w sądownictwie, to on wraz z Kamilą Gasiuk-Pihowicz otrzymali od demonstrantów największe oklaski. A jednocześnie – znalazł się na celowniku mediów narodowych.
źródło: newsweek.pl