
Gdyby tylko mogli, najchętniej by go odwołali. Ludzie z obozu "dobrej zmiany" o Rzeczniku Praw Obywatelskich wielokrotnie wypowiadali się z lekceważeniem lub oburzeniem. A Adam Bodnar robi swoje. Właśnie minęły dwa lata odkąd został wybrany na stanowisko (kadencja RPO trwa 5 lat) i Adam Bodnar podsumował ten czas. To podsumowanie to lektura i gorzka, i optymistyczna zarazem.
9 września 2015 r., już pod koniec kadencji Sejmu, w której większość miała koalicja PO-PSL, dr Adam Bodnar został wybrany na stanowisko Rzecznika Praw Obywatelskich, pokonując kontrkandydatkę Zofię Romaszewską. Jego kandydaturę zgłosiły kluby PO i SLD, ale wybór nie był pewny – wiele osób w Platformie nie ukrywało, że Bodnar im nie odpowiada choćby ze względu na deklaracje, iż będzie się upominał o prawa osób homoseksualnych w Polsce (odwrotnie niż Romaszewska, która krytycznie mówiła o parach osób tek samej płci).
Tuż po wyborze nowego Rzecznika Praw Obywatelskich przy Wiejskiej nastąpiła zmiana warty i... Szybko okazało się, że na linii RPO – władza będzie ostro iskrzyć. Na tyle, że PiS raz po raz szukał sposobu i pretekstu, aby Bodnara ze stanowiska odwołać. "Od początku kadencji czułem, że nie będzie łatwo" – napisał dziś Adam Bodnar, podsumowując te pierwsze dwa lata kadencji. A jego wpis na Facebooku z jednej strony – jest gorzką refleksją na temat stanu państwa, z drugiej – pełnym nadziei przesłaniem, że może być lepiej.
Adam Bodnar
Rzecznik Praw Obywatelskich
"Zaczynam trzeci rok. Trzymajcie kciuki" – poprosił dr Bodnar. No to trzymamy!
