
Zacznijmy od tego, że przeprosiny padły szybko. Ale niesmak pozostał. I dyskusja na pewno szybko nie umilknie. Wywołała ją himalaistka Agnieszka Bielecka, bo nie mogła uwierzyć w to, co usłyszała na Festiwalu Górskim w Lądku Zdroju. Gdy padło pytanie, dlaczego w składzie zimowej wyprawy na K2 nie znalazła się żadna kobieta, usłyszała: "jedna pani na dziesięciu chłopa to za mało".
Agnieszka Bielecka w górach osiągnęła o wiele więcej niż niejeden mężczyzna. Wystarczy wspomnieć, że była wśród zdobywców Gasherbruma I czy Broad Peak.
Teraz szykowała się do zimowej wyprawy na K2. Wiosną została zaproszona do tzw. szerokiego składu, przeszła treningi i zrobiła wymagane badania. Latem jednak dowiedziała się, że się nie zakwalifikowała. Dlaczego? Nie było żadnego wyjaśnienia. Zresztą przedstawiciele Polskiego Himalaizmu Zimowego, jak pisze Bielecka, nie tłumaczyli powodów swojej decyzji nikomu, kto nie znalazł się w ostatecznym składzie wyprawy. Wyjaśnienie poznała niejako przypadkiem podczas niedawnego XII Festiwalu Górskiego w Lądku Zdroju, gdy prezentowano szczegóły planowanej wspinaczki na K2. Po prezentacji nadszedł czas na pytania z sali – jedno z nich dotyczyło tego, dlaczego w składzie wyprawy są wyłącznie mężczyźni. Słowa, jakie usłyszała, wprawiły Agnieszkę Bielecką w osłupienie. Gdy po chwili ochłonęła, postanowiła opuścić salę.
Agnieszka Bielecka
himalaistka
Bielecka tę sytuację opisała na swoim profilu na Facebooku. Jak zaznaczyła, tą wypowiedzią obrażona została nie tylko ona ("poczułam, że moje dotychczasowe udziały w wyprawach, samodzielność, wysiłek i czasami sukcesy zostały przekreślone przez publiczne sprowadzenie mnie do roli markietanki obozowej"), ale wszystkie kobiety, niekoniecznie zainteresowane wyprawami wysokogórskimi.
Wpis wywołał lawinę komentarzy osób ze środowiska himalaistów czy podróżników. "Aggna! Świetnie napisane, trafiłaś w sedno tego, o czym mówi wiele kobiet, ale czasem nie wiemy, jak ująć to w słowa!" – napisała Martyna Wojciechowska.
Martyna Wojciechowska
dziennikarka, podróżniczka
Autor słów, które wywołały takie oburzenie, to Janusz Majer, który natychmiast przeprosił za to, co powiedział. O tych przeprosinach od razu wspominała też Bielecka, przyznając, że nie sądzi, iż Majer miał intencje, aby ją obrazić. Te przeprosiny powtórzył później na Facebooku, wyjaśniając, dlaczego taki a nie inny jest skład wyprawy na K2.
Aż wstyd, że taka dyskusja toczy się w kraju, który jest dumny choćby z sukcesów Wandy Rutkiewicz. I to prawie równo 40 lat po tym, gdy jako pierwsza Europejka stanęła na Mount Everest.
