Andrzej Duda w wywiadzie dla "Do Rzeczy": "Ataki na mnie pochodzą głównie z jednego środowiska. Nie jest to środowisko PiS".
Andrzej Duda w wywiadzie dla "Do Rzeczy": "Ataki na mnie pochodzą głównie z jednego środowiska. Nie jest to środowisko PiS". Fot. Sławomir Kamiński/Agencja Gazeta

Prezydent udzielił wywiadu tygodnikowi "Do Rzeczy". Rozmowa odbyła się kilka dni temu, ale ukaże się w papierowym wydaniu w poniedziałek, czyli dwa dni po głośnym kongresie Solidarnej Polski z udziałem Jarosława Kaczyńskiego. Prezes PiS mocno komplementował na nim Zbigniewa Ziobrę. Tymczasem Andrzej Duda mocno pokazuje, z której strony padają na niego ataki. I wskazuje tylko na jedno środowisko.

REKLAMA
Andrzej Duda nie wymienia nazwy partii, przynajmniej we fragmentach rozmowy, które opublikowano na stronie dorzeczy.pl. Ale niektóre media już ogłosiły: "Prezydent mówi wprost: To Ziobro zdradził". Na pewno jednak nie chodzi mu o Prawo i Sprawiedliwość. To podkreślił sam. "Ataki na mnie pochodzą głównie z jednego środowiska; bynajmniej nie jest to środowisko PiS" – zaznaczył.
O kogo zatem chodzi? Prezydent Duda nie wymienił żadnego nazwiska. W wywiadzie pojawia się jednak parę wskazówek. "Wyborcy doskonale pamiętają, że te same osoby w 2011 r., zaraz po wyborach parlamentarnych, zdradziły Prawo i Sprawiedliwość, próbowały rozbić klub parlamentarny PiS i partię. Potem wielokrotnie, publicznie i ostro atakowały śp. prezydenta Lecha Kaczyńskiego w związku z podpisaniem Traktatu Lizbońskiego" – powiedział Andrzej Duda. I już można domyślać się, że chodzi o Zbigniewa Ziobrę.
"To już nie jest szorstka przyjaźń, to otwarta wojna" – pisał Paweł Kalisz o relacjach obu polityków jeszcze z czasów Krakowa. Uwidocznił ją spór wokół reformy sądownictwa. W ostatni piątek Jarosław Kaczyński drugi raz w tej sprawie spotkał się z prezydentem Dudą, ale się nie dogadali. W sobotę prezes PiS był gościem honorowym na kongresie Solidarnej Polski i bardzo chwalił Ziobrę. – Naprawdę znakomicie – mówił o jego działaniach teraz i w poprzednim rządzie. Różnice zdań z prezydentem nazwał incydentem.