
Dorota Rabczewska, znana jako Doda, została zatrzymana przez policję za rzekome groźby i szantaż w stosunku do jej byłego partnera oraz próby wymuszenia od niego miliona złotych. Wyszła na wolność po wpłaceniu kaucji. Opublikowała na Instagramie wpis, który można odbierać jako przytyk do byłego narzeczonego.
Chodzi o głośną sprawę rzekomego wymuszenia na Emilu H., poprzednim narzeczonym piosenkarki zapłaty ponad miliona złotych oraz współpracę z gangsterami. W tej samej sprawie zatrzymano wcześniej jej przyjaciela Emila S. Na razie Doda została zwolniona za kaucją w wys. 100 tys. zł, ale nie może opuszczać kraju.
Już po zwolnieniu piosenkarka opublikowała na Facebooku wpis, który wzbudził entuzjazm wśród jej fanów. Ciąg dalszy charakterystycznego dla niej zachowania widzimy na Instagramie Dody. "Kochany, ty też masz coś z uchodźcy. Uchodzisz za idiotę" - napisała krótko wokalistka” i dodała do tego "z pozdrowieniami dla ex :). Zapraszam w piątek na koncert, muzyka łagodzi obyczaje, może arabskie też", co internauci odbierają jako prztyczek w stronę Emila H. Związek Dody z Hajdarem był krótki i burzliwy, informuje "Super Express". Para miała wziąć ślub. Nagle zrobiło się o tym cicho, a po kilku tygodniach Doda przyznala, że rozstała się z H.
Menedżer Dody powiedział w rozmowie z naTemat, że o nic nie wie o jej zatrzymaniu, a o sprawie również dowiedział się z mediów. Snuł przypuszczenia, że policyjne zatrzymanie mogło mieć związek ze scenami do Pitbulla, w których miała brać udział Dorota Rabczewska. Grozi jej 5 lat więzienia. Mecenas Roman Giertych, pełnomocnik pokrzywdzonego, zadeklarował, że będzie domagał się dla niej wyższej kary.