"Najmocniejsze ogniwo serialu Belfer". O Szymonie Piotrze Warszawskim jeszcze będzie głośno

Szymon Piotr Warszawski w serialu "Belfer" wciela się w rolę oficera CBŚP, Radosława Kędzierskiego. Kadr z serialu.
Szymon Piotr Warszawski w serialu "Belfer" wciela się w rolę oficera CBŚP, Radosława Kędzierskiego. Kadr z serialu. Fot. Robert Pałka / Materiały promocyjne Canal +
Żadna rola nie przyniosła mu tak dużego rozgłosu jak oficer Kędzierski z "Belfra". Niektórzy komplementują go bardziej, niż samego Macieja Stuhra, który w produkcji Canal+ wciela się główną rolę. Warszawski coraz częściej pojawia się w mediach, ale branżowych imprez unika. – Nie mam śmiałości do "nieswoich" ścianek. Jeśli nie byłem zaangażowany w jakąś produkcję, to nie pcham się do pierwszych rzędów – podkreśla aktor w rozmowie z naTemat.

Ma 29 lat. Urodził się w Katowicach. Aktorstwo ukończył na wrocławskim PWST. Ostatnio Szymon Piotr Warszawski wcielił się w rolę terapeuty Pawła w filmie Łukasza Palkowskiego pt. "Najlepszy". Już wcześniej ten sam reżyser dał mu szansę i zaangażował m.in. do"Bogów". Grywał także epizodyczne role m.in. w serialu "Ojciec Mateusz". Ale chyba największą popularność zyskał dzięki serialowi Canal+ –"Belfer".
"Z odcinka na odcinek podoba mi się coraz bardziej"; "Powinien otrzymać Orła, wybitna kreacja"; "Gliniarz jak w mordę strzelił"; "Pana gra aktorska to prawdziwy majstersztyk"; "Najlepsza postać w Belfrze, tylko dla pana oglądam" – rozpływają się internauci nad serialową kreacją Warszawskiego.

5479! Sprawa jest poważna, tylu pasażerów zabiera na pokład najpojemniejszy w historii statek pasażerski świata...

Opublikowany przez Szymon Piotr Warszawski na 9 grudnia 2017
Oficer CBŚP Radosław Kędzierski to w "Belfrze" drugoplanowa postać. Tak przynajmniej było w pierwszym sezonie serialu z Maciejem Stuhrem (serialowy Paweł Zawadzki) w roli głównej. Ale już w drugim to się zmienia. "Już mnie zaintrygowała ta postać w pierwszym sezonie. No a w drugim to sobie pograł! Świetnie. Postać ciekawa, warta rozwinięcia, ale przede wszystkim znakomity aktor. Super praca, p. Szymonie" – chwali jedna z internautek na fanpage Warszawskiego, gdzie ten zgromadził ponad 5 tysięcy fanów. Ci teraz zachodzą w głowę i spekulują, czy oficer Kędzierski przypadkiem nie umrze w ostatnim odcinku "Belfra". "Mam żałobę"; "Jak odgrywana przez pana postać umrze, to przywdzieję czerń na długie tygodnie"– czytamy na Facebooku aktora.


Przesadą będzie jeśli stwierdzę, że właśnie rozpoczęło się pięć minut aktorskiej kariery Szymona Piotra Warszawskiego?


Nie wiem, nie mam pojęcia. Sądzę, że momentem przełomowym była jednak premiera filmu "Bogowie". To dużo zmieniło. Teraz mam wrażenie, że jesteśmy w trakcie tych pięciu minut, gdzieś pomiędzy dwunastą a siedemnastą minutą.

Mam wrażenie, że drugi sezon serialu "Belfer" sprawił, że pana kariera nabrała tempa.


Zgoda. Radek Kędzierski to dotychczas najobszerniejsza rola jaką przyszło mi zagrać. To duża zasługa producentów, którzy po pierwszym sezonie postanowili mi zaufać i oprzeć na mojej postaci narrację drugiego sezonu. Włożyłem w wykonanie tej roli dużo pracy.



I chyba jest efekt. Internauci o tej roli piszą tak: "najmocniejsze ogniwo serialu Belfer"; "gliniarz jak w mordę strzelił". Bardziej pana komplementują niż Macieja Stuhra.


Po emisji siódmego odcinka pozytywne komentarze spłynęły na mnie z siłą wodospadu. Nie spodziewałem się takiego odzewu. Jestem za te opinie bardzo wdzięczny. Z Maćkiem pracowało mi się przy tym serialu fantastycznie. To wspaniały aktor i profesjonalista, zapewniam państwa, że wie co robi. Rozmawiamy między emisją 7 a 8, finałowego odcinka. Trudno jest mówić w tym momencie o całości, bo być może postać Pawła Zawadzkiego zaskoczy wszystkich w ostatnim odcinku. Sam tego nie wiem i z niecierpliwością czekam na to, co zobaczymy. Być może ten bohater ewoluuje w zupełnie innym kierunku w trzecim sezonie.

Czyli już wiemy, że będzie trzeci sezon.


Wszyscy zadają to pytanie, więc robię to także ja. Oficjalnie nic na ten temat nie wiadomo.


Radosław Kędzierski umrze? Pana fani już zapowiadają, że będą nosić żałobę, jeśli tak się stanie.


Przecież nie mogę powiedzie. Nie będzie zabawy.

Jest pan aktorem Łukasza Palkowskiego. Dał panu już kilka ról, m.in. w "Najlepszym", "Bogach", "Belfrze" czy pierwszoplanową w spektaklu Teatru Telewizji. Skąd się znacie?


Łukasz był pierwszym reżyserem, u którego wygrałem casting, długo przed "Bogami". Byłem wtedy na trzecim roku studiów. Od początku naszej współpracy Łukasz dostrzegał we mnie wartości, których wtedy sam sobie nie uświadamiałem. Bardzo dobrze mi się z nim pracuje, często rozumiemy się bez słów. Nasza relacja zawodowa opiera się na wzajemnym zaufaniu, co skutkuje dużą swobodą, obustronną elastycznością, a i efekt sprawia mi zawsze dużą radość.

W Teatrze Telewizji Palkowski obsadził pana w głównej roli w spektaklu "Mock". Teatralny debiut zarówno pana, jak i Palkowskiego.

To zdecydowanie najbardziej wymagający projekt, w jakim miałem przyjemność brać udział. Pracowaliśmy po kilkanaście godzin dziennie przez siedem dni bez przerwy. Teatr telewizji i zagranie w spektaklu głównej roli, to wyzwanie i duża odpowiedzialność. Żaden projekt dotychczas nie kosztował mnie tak wiele energii.

To też kryminał.

To adaptacja prozy Marka Krajewskiego pt. "Mock" o przygodach tytułowego bohatera, wachmistrza policji Eberharda Mock’a. Na budowie Hali Stulecia w Breslau w 1913 roku dokonuje się morderstwo na tle rytualnym. Klasyczny kryminał.

Nie boi się pan, że zostanie zaszufladkowany? Gra pan mocne charaktery.

Jeśli mam spędzać czas w szufladzie z napisem "Mocne charaktery", to chętnie przez chwilę w niej posiedzę. Mam wrażenie, że z projektu na projekt wachlarz możliwości się rozwija. Jeżeli przyjdzie mi zagrać rolę w podobnym klimacie, co poprzednie, to chętnie podejmę się wyzwania zróżnicowania tych postaci. Prywatnie jestem zupełnie innym gościem, ale ludziom się wydaje, że jestem taki jak Kędzierski.

Czyli apodyktyczny, stanowczy i chłodny.

To swoją drogą jest bardzo ciekawe. Ale te porównania do Dorocińskiego z "Pitbulla", młodego Lindy czy Garego Oldmana, trochę mnie peszą, nie przywykłem do takich pochlebstw. Nad rolą w "Belfrze" pracowałem dość eksperymentalnie.

To znaczy?

Pracowałem nad postacią w komorach deprywacji sensorycznej.

Brzmi skomplikowanie.

Widziała pani "Stranger Things"?

Widziałam.

Jedenastka kładzie się w basenie z solą, zamyka oczy. I to jest właśnie floating, jest wiele miejsc w których można tego spróbować. Wchodzi się do kapsuły, kładzie się na wodzie, to bardzo relaksujące i przyjemne uczucie. Po zgaszeniu światła jest zupełnie ciemno, przez chwilę leci relaksująca muzyka. A potem panuje tam zupełna cisza i ciemność. W takich warunkach dużo łatwiej pozbierać myśli do kupy, zobaczyć jakimi kanałami podróżują, skąd pochodzą.

A jaki to ma związek z rolą?

Po zdjęciach do "Najlepszego" czytałem dużo badań prowadzonych w tych kapsułach na sportowcach, głównie w USA. Wynikało z nich, że praca z własną świadomością podczas floatowania przekładała się bezpośrednio na ich możliwości fizyczne. Pomyślałem, dlaczego nie spróbować popracować w takiej kapsule nad elementami aktorskimi. Przed każdym dniem zdjęciowym, uczyłem się tekstu i wskakiwałem do takiej komory na 1-2 godziny, gdzie w wyobraźni projektowałem sobie różne rozwiązania, a po wyjściu robiłem szczegółowe notatki. To była świetna zabawa, pod koniec zdjęć przypominało to bardziej wgrywanie elementów postaci jak w grze komputerowej.

Ciekawe. To ma być pretekstem do doktoratu. A ja cofnę się do pracy magisterskiej, pisał pan o Tomaszu Kocie. Tak pana zafascynował w "Bogach"?


Zafascynował i owszem, fascynuje do dziś, ale napisałem o nim pracę, bo mnie wywalili ze szkoły.

Jak to?

Chciałem przedłużyć sobie termin składania pracy magisterskiej, bo grałem w "Bogach", ale ostatecznie, to się nie udało i mnie skreślili z listy studentów. Po premierze filmu reaktywowałem się, ale musiałem zmienić promotora i temat pracy, więc napisałem o Tomku.

Ostatnio coraz częściej bywa pan w mediach.

Myślę, że to z powodu promocji dwóch produkcji, w których wziąłem udział. Mówię o "Najlepszym" i "Belfrze". Nie mam natomiast śmiałości do "nieswoich" ścianek. Jeśli nie byłem zaangażowany w jakąś produkcję, to nie pcham się do pierwszych rzędów.

Czyli nie ma pan zadatków na celebrytę. Ale aktorem też pan nie chciał zostać.

Rodzice, bazując na własnych doświadczeniach, przestrzegali mnie przed podążaniem w ich ślady. Tłumaczyli, jak ciężki i niewdzięczny to zawód. Matka zniechęciła mnie na tyle skutecznie, że po maturze przygotowywałem się do zdawania na studia operatorskie, bo dużo wcześniej fascynowała mnie fotografia analogowa. Koniec końców bardzo się cieszę, że z zewnętrznymi sugestiami zwyciężył głos serca i zostałem aktorem.

W jakiej roli, u jakiego reżysera się pan widzi?

Jestem otwarty. Widzę się u każdego reżysera. Nie mam wymarzonej roli, chciałbym, żeby były wymagające.


Pewnie teraz częściej odbiera pan telefony z propozycjami?


Tak, to dla mnie nowa sytuacja. W sumie przyjemna.
Znajdź nas na Znajdź nas na instagramie
Trwa ładowanie komentarzy...