
Na Ukrainie był dziewięć razy. Poruszał trudne tematy historyczne, ale też usilnie zabiegał o przybliżenie Ukrainy do UE i NATO. Był niezwykle ceniony przez Ukraińców, w Żytomierzu odsłonięto tablicę ku jego pamięci. – Myślę, że damy w Europie przykład, jakie mogą być relacje między dwoma bliskimi sobie narodami, nawet jeżeli jeden jest w Unii, a drugi nie – deklarował w 2007 roku Lech Kaczyński. Gdzie ten przykład? Gdzie te relacje? – można spytać dziś. Gdzie w obecnej polityce PiS wobec Ukrainy to, na czym kiedyś Lechowi Kaczyńskiemu tak zależało?
Lech Kaczyński był mocno związany z Ukrainą. Jeszcze zanim został prezydentem, był w Kijowie podczas Pomarańczowej Rewolucji, a potem nie raz dawał do zrozumienia, jak ważny jest to dla niego kraj i jak ważne – mimo trudnej przeszłości – są relacje między naszymi narodami. I te historyczne, oparte na prawdzie, i te bieżące.
Nawet gdy Ukraina uznała Stepana Banderę za bohatera, jego kancelaria wydała wymowny komunikat. Chyba najbardziej krytyczny wobec ukraińskich władz, a jednocześnie dyplomatyczny, pokazujący, jaką politykę prowadził: "Ostatnie działania Prezydenta Ukrainy godzą w proces dialogu historycznego i pojednania. Bieżące interesy polityczne zwyciężyły nad prawdą historyczną. Tymczasem w Polsce mocne jest przekonanie, że trwałe i silne partnerstwo Polski i Ukrainy, suwerennych, wolnych i demokratycznych państw jest racją stanu obu krajów. Nie możemy o tym zapominać".
Jakimś cudem potrafił łączyć historię i politykę bieżącą, co nie udaje się obecnie rządzącym. I patrząc z dzisiejszej perspektywy, prowadził politykę zupełnie odmienną od tej, którą serwuje nam PiS. Choć, trzeba przyznać, realia są dziś zupełnie inne niż 10 lat temu – i to po obu stronach. A stosunki chyba najgorsze dotąd.
"Żeby oddzielić politykę historyczną od bieżącej" – Za prezydentury Lecha Kaczyńskiego też było oczekiwanie różnych środowisk, by polityka historyczna znalazła się w centum polityki polsko-ukraińskiej. Ale on sobie z tym poradził. Uważał, że kwestie historii polsko-ukraińskiej są ważne i dawał temu wyraz z relacjach z Wiktorem Juszczenką, składał z nim kwiaty na mogiłach pomordowanych Polaków w Hucie Pieniackiej, prowadził dyskusje na temat roli UPA. Ale nie pozwolił wówczas, aby historia zdominowała przyszłość i teraźniejszość. A PiS dziś na to pozwala – mówi naTemat Paweł Zalewski, przez lata europoseł PO, kilka lat temu jeden z najważniejszych lobbystów niepodlełości Ukrainy na świecie.
Paweł Zalewski był m.in. szefem Polsko-Ukraińskiego Forum Partnerstwa, któremu szefowie MSZ Polski i Ukrainy nadali w 2013 roku charakter "odrębnego kanału" komunikacji w sprawach polityki historycznej. – Po raz pierwszy postanowiliśmy ustrukturyzować te dyskusje. Żeby oddzielić tematy historyczne od polityki bieżącej. Żeby polityka bieżąca nie miała wpływu na tematy historyczne i odwrotnie. A PiS teraz to zniszczył – podsumowuje.
Po obu stronach słychać tylko o historii. Niedawno prezydent Andrzej Duda zapowiedział, że Polska nie zaakceptuje negowania prawdy historycznej przez władze Ukrainy. – Trzeba nad tym pracować (wzajemnymi stosunkami – red.), ale nie możemy też przechodzić obojętnie nad sytuacjami, w których historia jest zakłamywana, negowana jest prawda historyczna – powiedział. W środę prezydent leci do Kijowa. Co przyniesie jego wizyta?
"Trwałe pojednanie można zbudować w oparciu o prawdę" W tamtym czasie Lech Kaczyński potrafił oddzielić to, co bieżące, od tego co historyczne, ale – znów trzeba podkreślić – sytuacja była inna. Robił to jednak z ogromną wagą dla obu kwestii. Przypomnijmy dwa ważne historyczne wydarzenia z udziałem Lecha Kaczyńskiego, które dziś trudno byłoby sobie wyobrazić.
W 2006 roku razem z prezydentem Ukrainy złożył kwiaty pod pomnikiem ku czci 366 ukraińskich cywilów, zabitych w 1945 r. przez Polaków. Powiedział wtedy znamienne słowa o tym, że mocne i trwałe pojednanie można zbudować tylko w oparciu o prawdę. O tej prawdzie mówił potem jeszcze nie raz. Ale spokojnie, bez wrogości i agresji. – Nie możemy zmienić przeszłości, ale możemy sprawić, by nie determinowała przyszłości – tak mówił Lech Kaczyński.
Lech Kaczyński
2006 rok
A trzy lata później, również z prezydentem Ukrainy, obchodził rocznicę zbrodni na Polakach w Hucie Pieniackiej, gdzie całe polskie rodziny padły ofiarą straszliwego mordu. Spośród tysiąca osób przeżyli tylko nieliczni. Ta zbrodnia, jak podkreślił, na dziesięciolecia zerwała nić zaufania i solidarności pomiędzy Polakami a Ukraińcami. Tym większej wagi nabrało to wspólne spotkanie w Hucie.
Lech Kaczyński
2009 rok

"Polska wspiera Ukrainę w jej aspiracjach" Dziś takich słów już właściwie nie słychać. Po obu stronach nie brak winnych. Pomnik w Hucie Pieniackiej, który stał się symbolem pojednania, został na początku roku zdewastowany. I tak mamy dziś spór o pomniki i ekshumacje, blokadę wjazdu dla ukraińskiego urzędnika do Polski, prowokacje po obu stronach, atak na polski autokar we Lwowie... Wreszcie słowa szefa gabinetu politycznego w MSZ o tym, że "istnienie Ukrainy nie jest warunkiem istnienia wolnej Polski", które tylko dolewają oliwy do ognia. Te słowa Jana Parysa szybko obiły się echem nie tylko w Polsce i na Ukrainie, ale również w Moskwie. Wywołały istną burzę.
Trudno wyobrazić sobie, by takie słowa kiedyś padły z ust Lecha Kaczyńskiego. On, podobnie jak inni prezydenci RP, mocno wspierał Ukrainę na drodze do UE i NATO. – Polska wspiera Ukrainę w jej aspiracjach NATO-wskich i unijnych. I to będzie kontynuowane może jeszcze z większą energią – mówił Lech Kaczyński i trzymał się tego konsekwentnie. Gdy w 2008 roku, na szczycie NATO w Bukareszcie, Sojusz przygotował dla Ukrainy (i Gruzji) mapę przygotowań, mówił, że to efekt zabiegów Polski. Że Polska będzie przekonywać dalej, że będzie "istotnym promotorem" Ukrainy. I przecież przez lata była jej adwokatem.
W maju tego roku w Żytomierzu odsłonięto tablicę ku jego czci. "Ukraina rzeczywiście mogła liczyć na Lecha Kaczyńskiego, tak jak można liczyć na prawdziwego przyjaciela. Była to bowiem przyjaźń szczera i głęboka. Wyrastająca zarówno z przeszłości, jak i z teraźniejszości" – napisał Jarosław Kaczyński do mieszkańców miasta.
– Do 2015 roku wszystkie władze Polski, bez wyjątku, od czasów Wałęsy, uznawały, że Ukraina jest krajem ważnym dla bezpieczeństwa Europy, a Polski w szczególności. Wsparcie dla Ukrainy, choć różnie rozumiane, było elementem polskiej racji stanu. A dziś polska władza jest skoncentrowana na polityce historycznej, co powoduje, że wydarzenia sprzed 74 lal stają się najważniejszymi wydarzeniami polityki bieżącej. Dla rządów PiS to najważniejszy kreator polskiej polityki. I to jest straszne – mówi naTemat Paweł Zalewski, choć podkreśla, że i ukraińska polityka w tej kwestii jest błędna.
Walka o głosy? Jednak po stronie polskiej – jego zdaniem – tworzy to fałszywy obraz i wyolbrzymia kwestię relacji historycznych, które tak naprawdę dotyczą tylko części społeczności ukraińskiej. – Ukraina to nie jest tylko Galicja Wschodnia i Wołyń. Tam żyje 4,5 miliona mieszkańców spośród 45 w całym kraju. Co oznacza, że stawiamy na ostrzu noża nasze relacje z powodu historii, która choć ogromnie ważna, to jednak nie jest doświadczeniem 90 procent ukraińskich rodzin – dodaje. Świadomość tego nie umniejsza przeżyć rodzin pomordowanych Polaków, tylko sytuuje je w prawdziwych proporcjach stosunków Polaków z Ukraińcami.
Ale, jak podkreśla, PiS nie uprawia polityki zagranicznej, tylko politykę wewnętrzną. – Wszystko to, co robi w relacjach zagranicznych nie jest nastawione na rozwiązanie problemów między państwami. W przypadku Ukrainy chodzi jedynie o wzmocnienie swojej pozycji w elektoracie. Dla PiS kilkaset tysięcy głosów kresowych to bardzo ważny elektorat – tak uważa ekspert, który przez lata zajmował się relacjami Polski z Ukrainą.
