Dzisiaj każdy samochód ma swoje ubezpieczenie. Nie kierowca.
Dzisiaj każdy samochód ma swoje ubezpieczenie. Nie kierowca. Fot. Jakub Orzechowski / Agencja Gazeta

To rozwiązanie znane choćby z Wielkiej Brytanii, ale na gruncie polskim całkowicie egzotyczne. Posłowie Prawa i Sprawiedliwości Adam Ołdakowski oraz Jerzy Gosiewski chcą, żeby polisa OC była w Polsce przypisana nie do samochodu, a do kierowcy. – Człowiek bez ubezpieczenia nie powinien prowadzić. On powoduje wypadek, jego sprawdza policja, on powinien odpowiadać. Jak pociągnąć do odpowiedzialności samochód? – pyta w rozmowie z naTemat Jerzy Gosiewski.

REKLAMA
Posłowie w tej sprawie wystosowali nawet interpelację do ministra finansów, o czym pisaliśmy tutaj. "Obecnie przepisy dotyczące obowiązkowych umów ubezpieczenia OC stanowią, że kierowca obowiązany jest posiadać umowę ubezpieczenia do każdego posiadanego pojazdu, czyli nie ma zastosowania zasada przypisania ubezpieczenia do kierowcy bez względu na liczbę posiadanych samochodów" – piszą w jej treści posłowie. I dalej argumentują:

Fragment interpelacji nr 17900

Kierowcy z upływem lat i ilością podpisanych umów ubezpieczenia OC otrzymują zniżki za bezwypadkową jazdę, wynikiem czego jest niższa opłata za polisę OC. Natomiast w przypadku spowodowania kolizji lub wypadku, zniżki zostają anulowane lub pomniejszone. Z powyższego wynika, że kierowca zobowiązany jest posiadać ubezpieczenie na każdy z posiadanych pojazdów, co stanowi znaczne obciążenie finansowe dla jego posiadacza, a dodatkowo utrata zniżek wiąże się ze wzrostem cen polisy na wszystkie samochody, a nie tylko na samochód, który uczestniczył w wypadku lub kolizji drogowej. Zasada ta obowiązuje również kierowców, którzy posiadają auta prywatne oraz samochody firmowe niezbędne do prowadzenia działalności gospodarczej. Kolizja prywatnym samochodem automatycznie podnosi składkę ubezpieczenia OC na samochód firmowy.

Taki system niewątpliwie niesie pewne zalety. Obecnie jeśli kierowca posiada np. trzy auta, jest zmuszony do posiadania trzech polis. A przecież w jednym czasie może jeździć tylko jednym samochodem. Takie rozwiązanie z sukcesem funkcjonuje w Wielkiej Brytanii – choć tam jest znacznie ostrzejsze, niż nawet tu się proponuje.
Jak to wygląda w praktyce? W brytyjskim ubezpieczeniu komunikacyjnym third party, który jest odpowiednikiem naszego podstawowego OC, chronione są tylko osoby trzecie, które mogą ucierpieć w wypadku spowodowanym przez właściciela polisy third party. I co ważne, polisa jest na kierowcę, a nie auto. Tylko posiadacz auta, który jednocześnie ma na nie polisę, może nim kierować. Każdy kolejny kierowca podnosi koszt tejże polisy. Są jeszcze rozwiązania typu "any driver", gdzie każdy posiadacz ważnego prawa jazdy może kierować danym pojazdem, ale są one koszmarnie drogie i niepopularne w Wielkiej Brytanii.
Każdy dba o siebie
W PiS na razie nikt nie proponuje, żeby autem mógł domyślnie kierować tylko jego właściciel i tylko posiadacz polisy, tylko po prostu osoba posiadająca polisę na siebie. Rzeczywiście, takie rozwiązanie na pewno przyniesie korzyści wielu Polakom. Nie tylko tym, którzy prowadzą firmy, co wyjaśniono w cytowanym fragmencie interpelacji, ale także wielu z nas. W Polsce jest ponad 28,5 miliona zarejestrowanych samochodów. I o 10 milionów mniej posiadaczy pojazdów, którzy mają aktualną polisę. Gołym okiem widać więc, że wielu Polaków ma nie jedno auto, tylko np. dwa.
Dla nich to oczywiście bardzo klarowna oszczędność. Dodatkowo wreszcie jest jasna sytuacja, jeśli chodzi o odpowiedzialność za wypadek. Wielu z nas zna tę sytuację: ktoś powoduje kolizję w nieswoim (czyt. naszym) aucie. I potem polisa rośnie nie na kierowcę, który zawinił, ale na auto. Czyli de facto na właściciela.
Jerzy Gosiewski

Ubezpieczenie OC powinno iść za kierowcą, a nie za samochodem. Przecież kierowca w danym momencie jedzie tym, a nie innym samochodem. To człowiek odpowiada za to, jeśli coś się stanie, a nie samochód. Odpowiedzialność powinna być przywiązana do kierowcy.

– Człowiek bez ubezpieczenia nie powinien prowadzić. On powoduje wypadek, jego sprawdza policja, on powinien odpowiadać. Jak pociągnąć do odpowiedzialności samochód? – dodaje poseł.
Nic nie jest czarno-białe
Ale jest wystarczająco wiele powodów, żeby taką zmianę uznać za co najmniej kontrowersyjną. Przede wszystkim dzisiaj wysokość składki nie jest związana tylko z "predyspozycjami" kierowcy, ale i samochodem, który jeździ. Jeśli mam 30 lat i kupię sobie w miarę młode rodzinne auto z niedużym silnikiem za trzydzieści tysięcy złotych, zapłacę zdecydowanie niższą składkę, niż jeśli kupię sobie za te same pieniądze auto znacznie starsze, ale też dużo szybsze i jeszcze najlepiej z napędem na tylnią oś.
W Anglii taki problem nie istnieje, bo polisa jest na kierowcę, który jednocześnie posiada konkretne auto. Gosiewski ten problem rozwiązuje inaczej, choć w zasadzie równie ostro. Wysokość stawki OC przypisanej do kierowcy w ocenie posła Prawa i Sprawiedliwości powinna być uzależniona od tego, jakimi autami chce się poruszać. – Każdy człowiek, który chce prowadzić jakąś kategorię auta, powinien być przywiązany do wysokości ubezpieczenia obowiązkowego dostosowanego do typu samochodu, który chce prowadzić. Jeśli ktoś chce prowadzić auto większe, sportowe, to powinien płacić większe OC. Nie jest tak, że każdy kierowca ma płacić w mojej propozycji taką samą stawkę. Tylko w zależności od tego, jakim typem samochodu chce jeździć – odpowiada.
I najważniejsze, na co zwracają uwagę internauci. Taka zmiana nie każdemu się opłaci. Bo co, jeśli w rodzinie są cztery osoby chętne do jazdy, a tylko jedno auto? Tutaj nie ma już żadnej oszczędności – a koszty nagle rosną czterokrotnie. Oburzenia w sieci nie brakuje:
W tym wypadku najistotniejsze jest już to, co uznajemy za priorytet. Poseł Adam Ołdakowski, choć też tworzył interpelację i też chce przywiązać polisę do osoby, mówi w rozmowie z naTemat, że trzeba wypracować rozwiązanie, które odciąży finansowo firmy, ale nie będą na nim tracić polskie rodziny.
Adam Ołdakowski

Dla firm to obniża koszty, ale dla rodziny to może być odwrotność. Czterech jeździ i każdy musi zapłacić za ten samochód. Czasami dzieci jeszcze się uczą, a mają już uprawnienia, czyli nie mają jeszcze  swoich dochodów. Trzeba znaleźć rozwiązanie, żeby te rodziny nie ponosiły konsekwencji tego.

Bardziej "bezwzględny" jest Gosiewski, który odpowiedzialność stawia na pierwszym miejscu. – To ten jedyny problem, który nie do końca pozwala rozwiązać sprawę. Pomimo to uważam, że każda osoba, która prowadzi, powinna ponosić odpowiedzialność. Rodzina może wybrać jedną osobę do prowadzenia. Jeśli rodzinę będzie stać, żeby więcej osób jeździło samochodem, to proszę. To opłata za to, że możesz stworzyć niebezpieczeństwo – mówi stanowczo.
I to praktycznie bez wyjątków. Bo co w sytuacji krytycznej, kiedy kierowca np. zasłabnie, a drugi pasażer ma prawo jazdy, ale nie ma swojej polisy? – Będzie wyjaśnienie za prowadzenie auta od miejsca zdarzenia do szpitala czy punktu pomocy medycznej – mówi. Pytanie, jak na takie rygorystyczne przepisy zareagowaliby wyborcy partii.