
To rozwiązanie znane choćby z Wielkiej Brytanii, ale na gruncie polskim całkowicie egzotyczne. Posłowie Prawa i Sprawiedliwości Adam Ołdakowski oraz Jerzy Gosiewski chcą, żeby polisa OC była w Polsce przypisana nie do samochodu, a do kierowcy. – Człowiek bez ubezpieczenia nie powinien prowadzić. On powoduje wypadek, jego sprawdza policja, on powinien odpowiadać. Jak pociągnąć do odpowiedzialności samochód? – pyta w rozmowie z naTemat Jerzy Gosiewski.
Fragment interpelacji nr 17900
Kierowcy z upływem lat i ilością podpisanych umów ubezpieczenia OC otrzymują zniżki za bezwypadkową jazdę, wynikiem czego jest niższa opłata za polisę OC. Natomiast w przypadku spowodowania kolizji lub wypadku, zniżki zostają anulowane lub pomniejszone. Z powyższego wynika, że kierowca zobowiązany jest posiadać ubezpieczenie na każdy z posiadanych pojazdów, co stanowi znaczne obciążenie finansowe dla jego posiadacza, a dodatkowo utrata zniżek wiąże się ze wzrostem cen polisy na wszystkie samochody, a nie tylko na samochód, który uczestniczył w wypadku lub kolizji drogowej. Zasada ta obowiązuje również kierowców, którzy posiadają auta prywatne oraz samochody firmowe niezbędne do prowadzenia działalności gospodarczej. Kolizja prywatnym samochodem automatycznie podnosi składkę ubezpieczenia OC na samochód firmowy.
W PiS na razie nikt nie proponuje, żeby autem mógł domyślnie kierować tylko jego właściciel i tylko posiadacz polisy, tylko po prostu osoba posiadająca polisę na siebie. Rzeczywiście, takie rozwiązanie na pewno przyniesie korzyści wielu Polakom. Nie tylko tym, którzy prowadzą firmy, co wyjaśniono w cytowanym fragmencie interpelacji, ale także wielu z nas. W Polsce jest ponad 28,5 miliona zarejestrowanych samochodów. I o 10 milionów mniej posiadaczy pojazdów, którzy mają aktualną polisę. Gołym okiem widać więc, że wielu Polaków ma nie jedno auto, tylko np. dwa.
Ubezpieczenie OC powinno iść za kierowcą, a nie za samochodem. Przecież kierowca w danym momencie jedzie tym, a nie innym samochodem. To człowiek odpowiada za to, jeśli coś się stanie, a nie samochód. Odpowiedzialność powinna być przywiązana do kierowcy.
Ale jest wystarczająco wiele powodów, żeby taką zmianę uznać za co najmniej kontrowersyjną. Przede wszystkim dzisiaj wysokość składki nie jest związana tylko z "predyspozycjami" kierowcy, ale i samochodem, który jeździ. Jeśli mam 30 lat i kupię sobie w miarę młode rodzinne auto z niedużym silnikiem za trzydzieści tysięcy złotych, zapłacę zdecydowanie niższą składkę, niż jeśli kupię sobie za te same pieniądze auto znacznie starsze, ale też dużo szybsze i jeszcze najlepiej z napędem na tylnią oś.
Dla firm to obniża koszty, ale dla rodziny to może być odwrotność. Czterech jeździ i każdy musi zapłacić za ten samochód. Czasami dzieci jeszcze się uczą, a mają już uprawnienia, czyli nie mają jeszcze swoich dochodów. Trzeba znaleźć rozwiązanie, żeby te rodziny nie ponosiły konsekwencji tego.
